Nikt nie zaprzeczy, że B.G. to jedna z ciekawszych postaci w świecie rapu. Niegdyś artysta wytwórni Cash Money, członek legendarnej już grupy Hot Boys, autor supersingla „Bling Bling†znanego każdemu, kto choć przez chwilę miał do czynienia z muzą z Dirty South.
Zaczął karierę już w wieku 12 lat; teraz mając lat 27 ma w dorobku 10 solowych albumów, co jest na pewno fenomenem na dużą skalę. Swego czasu sprzedawał mnóstwo płyt (platynowe albumy Chopper City In The Ghetto i Checkmate), został milionerem, by potem uzależnić się od heroiny, zbankrutować, odejść z Cash Money, zerwać z nałogiem i zacząć życie od nowa.
Bez wsparcia swojej wytwórni i jej nadwornego producenta Mannie Fresha, B.G. nie był jednak w stanie osiągnąć sukcesu komercyjnego (na 4 albumy wydane niezależnie tylko Livin’ Legend z 2003 roku okryło się złotem). Teraz raper dostał się pod skrzydła T.I. i przygotowuje swój wielki comeback. By umilić nam oczekiwanie, wypuszcza LP swojej grupy The Chopper City Boyz pt. We Got This.
Skład zespołu tworzą, oprócz producenta wykonawczego płyty, jeszcze: Hakizzle (brat B.G.), VL Mike, Sniper i Gar. Pierwszym rozczarowaniem jakiego doznajemy podczas słuchania, jest fakt, że samozwańczy „Number One Oryginal Hot Boy†pojawia się tylko w kilku kawałkach. Gdy już B.G. dojdzie do majka błyszczy na tle kolegów, co też w pewien sposób określa poziom tej płyty.
Nie jest wszakże tak źle. Pierwszym singlem promującym We Got This jest club banger Make ‘Em Mad – mistrzowski kawałek na bicie Davida Bannera, na którym cała piątka prezentuje nam się z niezłej strony. W jednym z wywiadów B.G. mówił, że jest to jedyny tego typu utwór na płycie, a cała reszta to już produkcje w klimacie Chopper City. Po takiej zapowiedzi bałem się, że We Got This podzieli los jego innych „pocashmoneyowych†produkcji, w których oprócz singla i dwóch, trzech innych utworów nie za bardzo jest czego słuchać. Na szczęście albo B.G. się pomylił, albo Chopper City Boyz zmieniło klimat, bo płyty słucha się całkiem przyjemnie.
Trzeba powiedzieć jasno, że jeśli ktoś oczekuje od rapu oryginalności, na We Got This jej nie znajdzie. Jesteśmy bombardowani opowieściami z jednej strony o aspektach związanych ze sławą, z drugiej – z ulicznym życiem, uliczną prawdziwością. Nikt nie oczekuje po tych kolesiach message’u a’la KRS One, ale teksty typu I ain’t no positive rapper. I’m a negative nigga czy I don’t fuck with no dictionaries. This that real nigga talk ocierając się o absurd, zaczynają męczyć. Aspekt uliczny jest dużo bardziej wyraźny, bo chociaż raperzy czasami rzucają pieniędzmi i wożą się Bentleyami, tak słowa klucze dla tej produkcji to hood, gangsta, street itd. W prostocie jednak czasem tkwi piękno i można się nawet uśmiechnąć przy linijce typu I’m notorious like B.I. when it comes to the hustle/ and I’m serious like T.I when I’m flexin’ my muscles autorstwa Gara. Oczywiście dokładnie tego typu tekstów można się było spodziewać po The Chopper City Boys; mogły być jednak napisane z większą klasą.
Aspekt wokalno-muzyczny wypada tu dużo lepiej i wpłynie na to, że końcowo będę tę płytę polecał. The Chopper City Boys to B.G. (w sumie to ciężko powiedzieć, czy należy do składu, czy jest tylko gościem) i 4 raperów z dobrymi głosami i wyczuciem rytmu. Pod względem flow najlepiej wypadają – posiadacz dynamicznego, mocnego wokalu VL Mike (aczkolwiek chyba najsłabszy lirycznie) i Sniper, który potrafi momentami mocno przyśpieszyć i robi to niezłe wrażenie. Daleko mu oczywiście do poziomu Twisty, ale od czegoś trzeba zacząć. Hakizzle sprawia wrażenie marnej podróbki B.G., a Gar to najbardziej neutralny raper, który w mojej głowie pozostawił jedynie cytowaną wcześniej linijkę. Gizzle oczywiście jest obyty z majkiem jak mało kto i widać to na płycie, niestety pokazuje nam się za rzadko. Opinie są różne, ja natomiast zawsze lubiłem jego głos i specyficzne bragga. Z pozostałej czwórki tekstowo wyróżnia się (choć może to za duże słowo) Sniper, którego solowy numer Heart Of A Killer jest jedyną solówką na dobrym poziomie. It’s Real VL Mike’a to najgorszy utwór na płycie, a Crucial Shit Hakizzle to najnudniejszy kawałek jaki słyszałem od czasu Hit U From The Back Rick Rossa.
Jak wspomniałem, produkcja na We Got This jest całkiem niezła. Mamy oczywiście do czynienia z syntetyczną muzą z obowiązkowym cykaczem, ale prezentuje ona dość wysoki poziom, szczególnie w kategoriach „do fury†, albo „na imprezę†. Mamy 2 club bangery Make ‘Em Mad i All Eyes On Me, które pokazują, że B.G. wciąż potrafi nagrywać hity. Oprócz nich z jednej strony pojawiają się mocne, uliczne jointy jak Thorough Street Nigga z obniżonym wokalem a’la The Runners w refrenie, czy Flatliners – uliczny manifest prosto z Nowego Orleanu; z drugiej lekkie piosenki typu Bounce – kawałek niebezpiecznie naśladujący manierę producencką Mannie Fresha z wczesnego Cash Money – czy Never Had – utwór dla panienek obowiązkowy nawet na płycie The Chopper City Boys. Komercyjny potencjał ma nagranie pt. What I Like About Her, w którym tytułowe słowa powtarzane są co wers, a prosty, chwytliwy podkład o szybkim tempie, z pędzącym cykaczem, przywołują nieubłaganie klasyczny kawałek Juvenile’a Mamma Got Ass. Utwór okraszony jest lekką gitarką i refrenem B.G. jakby wyjętym z jego nagrywek z czasów Cash Money (może jestem zbyt sentymentalny…), co sprawia, że łezka kręci się w oku, a utwór o zniechęcającym tytule jest najlepszy na płycie. Jak widać, na krążku czuć klimat Nowego Orleanu, co na pewno nie jest wadą, niekiedy tylko propozycje przygotowane przez The Chopper City Boys są zbyt proste i za mało oryginalne.
We Got This nie jest na pewno płytą, która zostanie uznana za klasyk; nie jest płytą, która osiągnie sukces komercyjny (daję im max 200 000 sprzedanych egzemplarzy), jest to natomiast krążek, którego całkiem miło się słucha i będzie można do niego co jakiś czas wracać. Przedstawia nam 4 miernych raperów, którzy mogą jednak zabłysnąć w przyszłości, choć będzie to wymagało od nich dużo pracy szczególnie w aspekcie pisania tekstów. Natomiast album przede wszystkim zaostrza apetyt na płytę B.G., która wg samego autora ma się pojawić w sklepach w maju tego roku. Czekam na wielki powrót, a w międzyczasie będę co jakiś czas wracał do We Got This; nie znowu za często bo marzec i kwiecień są obfite w premiery i wiele z nich na pewno przewyższy tę produkcję, czego sobie i wszystkim życzę.
Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris
