DOOM – Born Like This
Recenzje

DOOM – Born Like This

DOOM to bardzo interesująca postać. Dla jednych geniusz, dla innych zwykły błazen. Czas na jego kolejny krążek – „Born Like This†i już teraz mogę powiedzieć, że jest to jeden z mocniejszych punktów hip-hopu w 2009 roku. Zarówno pod względem produkcji, jak i zawartości wokalnej. Nietrudno też zgadnąć, że stawiam postać DOOMa bardziej w rzędzie hip-hop geniuszy, niż w kącie dla rapowych błaznów, gdzie ostatnio trafił Lil Wayne na przykład.

Nigdy nie można być pewnym, co Daniel Dumile naprawdę chciał powiedzieć przez swoje czyny. Bo jak potraktować zamieszanie z koncertami z 2007 roku, po którym wielu odwróciło się od rapera? Czy wysyłanie sobowtórów na swoje koncerty to sposób zarabiania kasy, czy może element większej całości, sposób zagrania na nosie wszystkim wokół? Na „Born Like This†także znajdziemy elementy doomowej dwuznaczności. Czy „Batty Boyz†to okrutnie homofobiczny utwór, czy raczej sprawny, ironiczny żart? Samo pojawienie się tylu znaków zapytania powinno naprowadzić nas na właściwy trop. Dumile to piekielnie inteligentna bestia, figura niedojrzałego macho jest dla niego punktem wyjścia do wyśmiania rapowej homofobii, o czym świadczą infantylne, nieprzystające do niego liryki. Z innych kwiatków: w „Supervillianz†używany jest auto-tune, by zaraz DOOM nawiązał do „Solid As A Rock hit†(Sizzla uwielbia auto-tune). Dlaczego o tym piszę? Bo MF DOOM (King Geedorah, Viktor Vaughn itd.) w oderwaniu od swoich komiksowo zarysowanych alter ego jest niepełny. Na „Born Like This†pełno jest cutów z filmów i nawiązań komiksowych (np. związek Batmana i Robina w wymienianych wcześniej „Batty Boyz†) i filmowych (Aniołki Charliego w „Angels†). Sam tytuł Dumile wziął z filmu o Charlesie Bukowskim, wsamplował zresztą pisarza w utworze „Cellz†. Po prostu kultura pełną gębą, że się tak wyrażę.
Wszystko spoko, konteksty itd. , ale let’s get down to buisiness, czyli jaką muzyczną rozjebundę nam tym razem Doom zgotował. Bity, jak można się spodziewać, są wyśmienite, złożone przez kilku producentów. Z 4 bitów, jakie zrobili Jake One, najbardziej podoba mi się „More Rhymin’†, który zachęca intymną atmosferą plumkającego pianina. Pośmiertna eksploatacja J Dilli trwa. „Gazzillion Ear†brzmi, jakby był zrobiony wprost pod Dooma, „Lightworks†zaskakuje psychodelą i znakomitym wokalnym samplem. Ostatni bit niedoomowy to klasyczny „Absolutely†Madliba, wskrzeszający wspomnienia o „Madvillian†. A bity samego bohatera głównego? „Yessir!†nosi sznyt nowojorski circa „36 Chambers†(zresztą Raekwon na ficzuringu). Z kolei „Angelz†i „Thats that†przypominają dostępne i łagodne produkcje z „Take Me To Your Leader†. Produkcyjnie płyta to mistrzostwo świata, choć nie każdemu musi przypaść do gustu agresywność „Batty Boyz†, albo apokalipsa „Cellz†.
DOOM jaz zwykle rozpierdala abstrakcyjnością rymów. Wiadomo też, jak znakomicie bawi się samym brzmieniem wyrazów, tworząc prawdziwe pasaże głosek (Gazzillion Ear†). O autoironii i ironii już pisałem wyżej. Co do samych treści, to ponownie jesteśmy wciągnięci w grę Superzłoczyńcy -Supervillian. Deklaracja działania wyłożona w wielokrotnie przytaczanym już „Gazzillian Ear :
„Villain man never ran with crills in his hand/and won’t stop rockin’ until he clock in a gazzillion grand/’Til he in the wasteland sands/raps on on backs of treasure maps”
jest konsekwentnie prowadzona do końca. W „Rap ambush†napięcie jest znakomicie budowane, by puenta wyjaśniła nam kogo morduje DOOM. W „Angelz†snute są obsesyjne wizje Aniołków Charliego, ze znakomitym akompaniamentem wersowym Ghostface’a (który tutaj ukrył się pod pseudonimem Tony Starks). Warto czekać na kooperację obu raperów, szkoda, że znakomite „Chinatown Wars†nie weszło na płytę. W ogóle sprawa gości jest ciekawa, bo część z nich występuje pod pseudonimami, niejednokrotnie prześmiewczymi (Posdnous z De La Soul jako P-Pain, do tego używający auto-tune). Pojawia się Slug z Atmosphere (znakomite „Supervillianz†) i Empress Stahhr Tha Femcee, która ma dla siebie cały, przyjemnie oldschoolowy kawałek „Still Dope†. Wracając do DOOMa, to jego technika jest jak zwykle mistrzowska. Bawi się brzmieniami słów, jedzie po bitach jak rozpędzony czołg, często imponując ekwilibrystyką w trzymaniu się bitu („That’s that†). Flow Dumile’a dzieli miłośników rapu, bo dla wielu jest monotonne, z czym się nie zgadzam, ale przyznaję, że wchodzi tu w grę kwestia sympatii.
„Born Like This†to nie jest łatwa płyta. Ale zapewniam, że kiedy da się DOOMowi szansę, doda do tego całą kulturalną otoczkę i wsłucha się w historie z cutów, to pozostanie się wciągniętym w jedną z najlepszych historii, jaką Metal Face nam opowiedział.

Paweł „Jimmy†Klimczak

2 Comments

  • pjimmy 13 kwietnia 2009

    Ej ej, ej. Napisałem „ostatnio”, bo mimo, że „Carter III” był dla mnie jedną z najlepszych płyt zeszłego roku, to Weezy bardziej pajacuje ostat5nio („Prom Queen”?), niż robi dobrą muzykę. Czytamy ze zrozumieniem:)

  • dda 10 kwietnia 2009

    „Nietrudno też zgadnąć, że stawiam postać DOOMa bardziej w rzędzie hip-hop geniuszy, niż w kącie dla rapowych błaznów, gdzie ostatnio trafił Lil Wayne na przykład.”

    Tutaj przestałem czytać, jak chcesz sie pochwailić że jestes truskulem i to nie tutaj

Comments are closed.