
Young Buck jest chyba najpopularniejszym dzisiaj reprezentantem Południa. Protegowany 50 Centa i członek G-Unit powraca z drugim solowym albumem zatytułowanym „Buck The World”. Jego poprzedni krążek „Straight Outta Ca$hville” osiągnął sukces sprzedając się w ilość 1,5 miliona egzemplarzy w samych Stanach Zjednoczonych. Pochodzący z Nashville raper, uznawany jest przez wielu za najlepszego reprezentanta G-Unit. Opinia ta wydaje się być prawdziwa, gdyż Buck ma wszystko co jest potrzebne w tym biznesie – dobry głos, charyzmę i łatwość w składaniu rymów. Do tego dochodzi jeszcze ogromny budżet przeznaczony na płytę, co prowadzi do konkluzji, że każdy wynik „Buck The World” poniżej platyny będzie porażką.
Ekipa G-Unit wypadła ostatnio z łask fanów. Albumy Tony’ego Yayo, Lloyd Banksa i Mobb Deep zostały uznane za artystyczne i komercyjne porażki. Oczekiwania co do tej płyty są więc bardzo duże, zarówno ze strony 50 Centa jaki i odbiorców. Wydaje się, że reprezentant Nashville wyszedł z tej próby zwycięsko.
Young Buck nagrywając swoją płytę słusznie założył, że samo hasło „G-Unit” nie zapewni już nikomu sukcesu komercyjnego i powrócił do swoich południowych korzeni. Świadczy o tym przede wszystkim lista producentów i raperów zaproszonych na płytę, a także brak gościnnych zwrotek „gwiazd” pokroju Tony’ego Yayo czy Lloyd Banksa. 50 Cent co prawda pojawia się na albumie w utworze „Hold On”, lecz jest to kawałek z tak bujającym bitem autorstwa Dr. Dre, że nawet szef G-Unit brzmi na nim jak dobry raper. Na płycie pojawiają się natomiast: 8Ball & MJG, T.I., Young Jeezy, Snoop Dogg, Trick Daddy, Bun B i Pimp C oraz wokaliści: Lyfe Jennings, Jazze Pha, Ky-mani Marley, Kokane i członek Linkin Park – Chester Bennington.
Jeśli chodzi o podkłady, mamy do czynienie z produkcjami czołówki uznanych producentów takich jak: Polow Da Don, Hi-Tek, Timbaland, Lil’ Jon, Jazze Pha, Eminem, czy wspomniany już Dr. Dre, który dostarczył 3 podkłady na „Buck The World”. Lista współautorów krążka jest jak widać imponująca, a Young Buck wiedział, jak taki potencjał wykorzystać.
„What’s goin’ on with the Unit these days?Well,
I’m tellin’ you, everybody gettin’ paid” – ten dwuwers z utworu “Clean Up Man” mógłby być z powodzeniem mottem całego krążka.
Jak już było powiedziane, Young Buck ma bardzo dużo do udowodnienia i z każdą sekundą stara się pokazać słuchaczom swoją prawdziwość i dominację. Chociaż członek G-Unit nie jest tekściarzem genialnym i odnoszę nawet wrażenie, że lirycznie na „Buck The World” jest słabiej niż na debiutanckim krążku, to trzeba powiedzieć, że rymy na tej płycie zasługują na miano co najmniej poprawnych. Young Buck po prostu robi to, co do niego należy, czyli opowiada swoje historie, w sposób, który nie razi odbiorcy i co jakiś czas rzuca mniej lub bardziej udanym punchlinem. Raper przez większość czasu „gloryfikuje swoją zajebistość”, kładąc jednak nacisk na pamięć o korzeniach i uliczną prawdziwość, dając do zrozumienia, że jest wciąż tym samym gościem z osiedla. Na płycie przeważa oczywiście typowe bragga, ale jest ono co jakiś czas urozmaicane typową gangstersko-południową tematyką – dostaje się hejterom („Say It To My Face” ze świetną zwrotką Bun B, „Haters”), konfidentom („I Ain’t
Fuckin’ With U”), pojawiają się również pewne społeczne refleksje jak w kawałku „Buck The World” z ujmującym refrenem Lyfe Jenningsa, czy retrospekcje w „Slow Ya Roll” z jeszcze lepszym Chesterem Benningtonem. Jest też oczywiście miejsce dla omówienia perypetii damsko-meskich, tym razem z materialistycznego punktu widzenia, w utworze „U Ain’t Going Nowhere” z mało oryginalnym, lecz i tak pięknym refrenem, który zaśpiewała LaToiya Williams, znana z występów na płytach Snoop Dogga czy Busta Rhymesa. Trzeba również wspomnieć o utworze „Puff Puff Pass” – hymnie na cześć marihuany, w którym gościnnie pojawia się syn legendarnego Boba Marleya – Ky-Mani Marley. Refren przez niego zaśpiewany jest genialny, a kawałek o tematyce starszej niż hiphop pokochałem od pierwszego przesłuchania.
Podkłady na „Buck The World” są różnorodne i naprawdę dobre. Dominują uliczne i klubowe bangery, wśród których wyróżnia się drugi singiel zatytułowany „Get Buck”, w którym mocny baseline miesza się z instrumentami dętymi i chropowatym wokalem Bucka, co w rezultacie daje produkt, który przez dłuższy czas będzie zmorą sąsiadki z dołu. Dj Toomp dał popis w utworze „Pocket Full Of Paper”, w którym gościnnie występujący Young Jeezy, po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu, że na dzień dzisiejszy jest on w ścisłej czołówce raperów z Dirty South. Choć podkład tak dalece naśladuje manierę producencką Lil Jona, że mógłby zasługiwać na miano pastiszu, to trzeba przyznać, że kawałek jest błogosławieństwem dla każdego klubu ze striptizem. „Say It To My Face” i „Buss Yo’ Head” to kolejne 2 utwory stworzone do kiwania głową, które pokocha każdy fan południowej muzyki, po których pojawia się spokojniejszy „I Ain’t Fuckin’ Wit U!” wyprodukowany przez Hi-Teka. Kawałek z pewnością bardzo urozmaica oprawę muzyczną, jednak moim zdaniem nie wykorzystano w nim należycie potencjału producenta i gości (Snoop Dogg, Trick Daddy). Dostajemy również G-funkowy manifest przeciw hejterom („Haters” z rewelacyjnym jak zwykle Kokanem) i wspomnianą już, udaną reggae’ową kolaborację z Ky-Mani Marleyem.
Dr. Dre oprócz wspomnianego już nagrania, zatytułowanego „Hold On”, wprowadza na „Buck The World” trochę spokoju. Kawałek „Slow Ya Roll”, w którym niemalże chilloutowy podkład połączony jest z szybkim cykaczem, a całość świetnie uzupełnia refleksyjna nawijka Young Bucka, jest z pewnością miłą odskocznią od mocnego południowego brzmienia.
Jazze Pha pokazuje nam natomiast po raz kolejny, że nie jest w stanie zrobić już niczego oryginalnego, choć może się wydawać, że nie ma takiej potrzeby, bo oba kawałki wyprodukowane przez muzyka z Atlanty („4 Kings” i „I know You Want Me”), co by nie mówić, bujają konkretnie. Na koniec płyty dostajemy utwór wyprodukowany przez Eminema, oparty na mocnej gitarze, w którym Buck wykrzykuje swoje kwestie w dość psychodeliczny sposób. Brzmi to dziwnie, ale na pewno może się podobać
Na „Buck The World” mamy więc do czynienia z porządną porcją muzyki, która powinna zadowolić nawet tych wymagających słuchaczy i niezłymi zwrotkami Bucka, urozmaicanymi występami czołówki raperów i refrenami znanych piosenkarzy. Czy „Buck The World” zasługuje więc ma miano klasyku? Na pewno nie, ponieważ można sobie bez trudu wyobrazić, że Young Buck z takim budżetem i plejadą najpopularniejszych producentów, raperów i piosenkarzy zaproszonych na płytę, mógł nagrać lepszy album. Podsumowanie takie byłoby jednak krzywdzące, bo chociaż „Buck The World” nie jest krążkiem genialnym, to na pewno dobrym, różnorodnym, w miarę dojrzałym i wartym przesłuchania. Nie jest to produkcja moich marzeń, lecz z pewnością jest to jak na razie najlepszy tegoroczny południowy album, który mogę z czystym sumieniem polecić.
Krzyczycie G-Unot? Krzyczcie, ale nie mieszajcie w to Young Bucka.
Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris
1 Comment
Comments are closed.