Wywiad z Gentlemanem
Artykuły

Wywiad z Gentlemanem

Rapgra: Masz za sobą koncerty w Polsce. Jak wypadają one na tle Twojej europejskiej trasy?

Gentleman: Fani w Polsce reagują bardzo żywiołowo, mają w sobie dużo energii. To jest miłe. Wiesz…każdy kraj to inna kultura, inne zachowania, ale na imprezach, przy muzyce, każdy jest równy, wszyscy reagują podobnie. Na koncertach w Niemczech, we Francji, w Polsce, wszędzie ludzie reagują pozytywnie na moje koncerty, wszędzie śpiewają ze mną moje utwory. Fajna sprawa.

R: Jak to się stało, że młody chłopak z Niemiec zakochał się w kulturze, muzyce, religii, którą wyznają mieszkańcy Jamajki? Co Cię pociągało tak mocno w tej kulturze, że zostałeś jej częścią?

G: Wiesz…to nie jest tak łatwo wytłumaczyć. To było coś duchowego, coś tajemniczego. Wiesz. To jest przede wszystkim kwestia tych wibracji. Nie umiem tego wytłumaczyć, bo to jest kwestia uczuć, ducha – to nie jest coś, co można pojąć rozumem. To trzeba poczuć. Ja zakochałem się w tej kulturze dopiero jak tam pojechałem. Jeździłem wielokrotnie na wyspę, dużo tam przebywałem. W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że jestem częścią tej wyspy. To nie było tak, że postanowiłem sobie: „Dobra, to teraz będę śpiewał reggae.†Chciałem poznać tą kulturę, interesowała mnie muzyka. Chciałem to po prostu poznać. Będąc na Jamajce przekonałem się, że tam znajduje się coś, co sprawia, że jestem szczęśliwy, że daje mi to siłę. Tak się zaczęła moja przygoda z reggae.

R: Co według Ciebie sprawia, że reggae i dancehall stały się teraz tak popularne? Jak się z tym czujesz? Co o tym sądzisz?

G: Dobrze. Czuje się dobrze. Wiesz, reggae to muzyka, która sprawia, że z jednej strony ludzie się przy niej relaksują, a z drugiej zaczynają się zastanawiać, myślą. Reggae sprawia, że ludzie stają się bardziej świadomi tego, co się wokół nich dzieje, zauważają problemy – polityków, środowisko, ich otoczenie. Wiele osób uważa, że reggae to moda, sezonowy boom. Wiesz, letnie kawałki, chwilowa zajawka, wiesz, kolekcja 2004. Ja mówię: Nie! To nie jest zajawka! To jest coś, co istnieje od wielu lat. Reggae rośnie. Rośnie od wielu, wielu lat. Powoli, ale stabilne. Słuchaj, jak coś rośnie powoli, ale wytrwale, to później ma potężne korzenie. Potężne fundamenty, na których ta muzyka, ta kultura jest zbudowana. Ludzie w Europie dojrzeli do tej muzyki. Zobacz, to jest moja pierwsza europejska trasa i są masy ludzi! Na dzisiejszy koncert wszystkie bilety zostały sprzedane! Ludzie są gotowi na jamajskie wibracje, są otwarci na tą muzykę, a my chcemy się nią z nimi dzielić.

R: Powiedz, jak odbierasz amerykański wpływ na Waszą kulturę i na to, że w utworach gangsta raperów pojawiają się artyści dancehallowi?

G: Wiesz…To nie jest tak, że to jest wpływ Ameryki na Jamajkę czy Jamajki na Amerykę. Wszędzie znajdziesz ludzi dobrych i złych. Tacy są też w muzyce. W muzyce jest dużo głupoty, nieodpowiedzialności. Ludzie wykorzystują muzykę, żeby mówić o rzeczach, o których nie powinni mówić. Nie chcę tego osądzać, tak już jest, ale zwróćmy uwagę na to, że naszej muzyki słuchają głównie dzieciaki! Wiesz, to co ja robię z moją żoną w sypialni zachowuję dla siebie. Nie mieszkałem w getcie i nie znam życia na ulicy dlatego o tym nie śpiewam.

R: Jesteś artystą z Europy, białym. Jak jesteś postrzegany na Jamajce? Jak ludzie z stamtąd na Ciebie reagują?

G: Ludzie na Jamajce słuchają słów. Tam nie jest tak jak w Europie, że bardziej liczy się osoba, gwiazda niż muzyka. Nie! Oni tam wsłuchują się w słowa, mają w dupie kto to śpiewa. Ważne jest o co mówisz a nie jak wyglądasz czy skąd jesteś. To jest rzecz, która mi się niesamowicie na Jamajce podoba. Tak nie spotkasz takiej sytuacji typu: „Wow, Gentleman, podpisz mi się na cyckach.†Nie, tam ludzie po koncercie podchodzą i się pytają, co chciałem przekazać w swoich tekstach. Podchodzą do tego bardziej filozoficznie – dużą rolę odgrywają teksty. Wiesz, to też jest coś, co tam obserwuję od dawna. Jak jechałem na Wyspę po raz pierwszy, miałem 17 lat. Teraz mam trzydziestkę, łysieję…(śmiech) Jedna rzecz się nie zmienia: Ich podejście do muzyki. Za to kocham Jamajkę.

R: Czy spotkałeś na Jamajce z objawami nietolerancji? Jesteś białym mężczyzną, muzykiem grającym karaibską, czarną muzykę.

G: Nie, nie było z tym problemu. Powtarzam, jeżeli robisz muzykę z serca, to jest to dobra muzyka. I ludzie na Jamajce to docenili. Problemy były tak naprawdę u mnie w kraju, w Niemczech. Wiesz, atakowali mnie tam za to, że nie używam niemieckiego, że śpiewam w patois. Zarzucali mi, że zdradziłem swoją ojczyznę, że odrzuciłem moją tożsamość…Wiesz…urodziłem się w Niemczech i tam się wychowałem. Ale dla mnie, moją ojczyzną jest Ziemia. Cieszę się, że teraz śpiewam po angielsku. Jestem na tourne europejskim, gdybym pojechał do Hiszpanii i im śpiewał po niemiecku, to by mnie pewnie nie zrozumieli. Tak samo by było w Stanach czy na Jamajce. A poza tym, nie lubię brzmienia języka niemieckiego, za dużo tu jest hrrhrr (śmiech). Ale wiesz. Są ludzie, którzy robią muzykę po niemiecku i dobrze brzmią. Takie grupy jak Seeed, Jan Delay bardzo dobrze sobie radzą śpiewając po niemiecku. Wiesz, dla mnie zmiana teraz na niemiecki to by było jak zaczynanie od zera. Od lat śpiewam w patois i byłoby prawie niemożliwym zmienienie tego.

R: Jakie były pierwsze reakcje ludzi na Jamajce na twoją muzykę? Jak to odbierali? Jak odbierają teraz?

G: Powiedzieli. że mam spadać (śmiech). To nie było tak, że ja jakoś strasznie na nich naciskałem, żeby się mną zainteresowali. Ja spokojnie robiłem swoje, tworzyłem muzykę. Trochę tam, trochę w Europie. Byłem cierpliwy. Słuchaj, kilka lat zajęło mi przekonanie tych ludzi do siebie. I w tym widzę całą tajemnicę mojego obecnego sukcesu. Cierpliwość.

R: Czy zetknąłeś się może z jakimiś polskimi wykonawcami reggae? Jeżeli tak, to jak prezentują się na tle artystów z innych krajów?

G: Dostałem jakieś płytki (śmiech), ale nie wiem jak się nazywały te zespoły (tu Gentleman zwrócił się o pomoc do swojego menadżera i obsługi trasy, nikt nie pamiętał o jakie grupy chodziło). Wiem, że Wasza scena ma ogromny potencjał, jest dużo muzyków, producentów. Dostaje dużo demówek od Was. Wczoraj dostałem trzy płytki, jedna była do dupy, dwie były okej (śmiech). To wszystko rozbija się o to, żeby tych ludzi motywować do pracy, żeby cały czas nad sobą pracowali, osiągając coraz więcej i więcej. To jest zadanie dla firm nagraniowych do mediów, żeby dać im zielone światło. Ważne jest żeby w muzykę wkładać dużo serca, dużo uczucia. Jeżeli w to, co robisz, wkładasz serce – na pewno to będzie dobra rzecz.

R: Kiedy możemy spodziewać się Twojej nowej płyty?

G: Będzie świetna (śmiech). Cały album będzie nagrywany na Jamajce. Spędziłem tam cztery miesiące nagrywając nowy materiał, teraz, za dwa dni wracamy znowu na Wyspę, żeby tą płytkę dokończyć. Nie będzie się za bardzo różniła od tego, co zaproponowaliśmy na Journey To Jah. Będzie to płytka nawiązująca do tematyki roots reggae, z jednej strony energetyczna, z drugiej relaksująca. Pracuję m.in. z Bobby Digital (autor m.in. Dem Gone czy Love Chant – przyp.red.), Firehouse Crew, Far East Band czy Black Scorpio. Pierwszy singiel wypuścimy w lipcu, będzie nosił tytuł “Superia†. Cały album planujemy wydać we wrześniu, tytułu jeszcze nie wymyśliłem. Macie jakiś pomysł? (śmiech).

R: Co sprawia Ci większą przyjemność? Nagrywanie z muzykami z Niemiec czy z muzykami z Jamajki?

G: Lubię grać z ludźmi, którzy robią muzykę z serca. Bez znaczenia jest to, skąd pochodzą. Ważne, żeby wkładali w to dużo uczucia, dużo serca. Wtedy robienie muzyki jest bardzo przyjemne.

R: Czy w związku z tym usłyszymy na Twojej płycie gości z Niemiec?

G: Nie wiem czy będą goście na najnowszym albumie, ale nie wykluczam udziału Niemców na przyszłych płytach. Np. Seeed to jest zespół z którym się znamy, szanujemy i lubimy. Za każdym razem jak się widzimy, mówimy sobie: „Jutro siadamy i nagrywamy kawałek†Ale taka sytuacja trwa już od wielu lat. Może kiedyś będziemy mieli czas, żeby o tym poważnie pogadać (śmiech).

Dzięki za wywiad.

Dzięki również.