
Sam Cam’ron zwątpił w dotychczas obowiązującą teorię dotyczącą jego postrzelenia 23 października w Waszyngtonie. Czyżby nie chodziło o kradzież samochodu?
„Nie sądzę, żeby ktokolwiek zdecydował się na tak bezczelną kradzież przy tylu świadkach. Nie wiem, czy to była kradzież. Dopóki wszystkie ślady nie zostaną zbadane, za wcześnie jest na jakiekolwiek spekulacje” – powiedział Cam’ron i podkreślił, że nigdy nie pozwoliłby nikomu zabrać jego, wart 150.000 dolarów, samochód – niebieskie Lamborghini rocznik 2005.
Raper dodaje, że zdaje sobie sprawę, że bycie rozpoznawalnym niesie ze sobą pewne niebezpieczeństwa, dlatego zawsze jest czujny. „Zawsze jestem ostrożny, jakby ktoś mnie śledził. Nie twierdzę, że rzeczywiście ktoś mnie śledzi, ale poprostu trzeba być świadomym swojej pozycji. To coś jakby Malcolm X i Martin Luther King we współczesnych czasach. Nie lubię używać ich jako przykładu, ale chodzi o to, że obaj zostali zamordowani i obaj byli wspaniałymi przywódcami (…) Gdy jesteś liderem, masz silną pozycję i zamierzasz zrobić duży krok naprzód, a tak jest w moim przypadku, zawsze masz oczy szeroko otwarte” – mówi.
Czy strzelanina wpłynie na życie Cam’rona? Okazuje się, że nie tak bardzo jak można by się tego spodziewać: „Nie będę więźniem własnej sławy” – zapewnia artysta – „To wydarzenie nie zmieni mojego sposobu zachowania i poruszania się”.
Przypomnijmy, 23 października Cam’ron wracał swoim samochodem z klubu H20, gdy trzech niezidentyfikowanych sprawców poruszających się Fordem Expedition oddało strzały w kierunku rapera. Ostrzelano również różowego Range Rovera, którym poruszała się część ekipy Cam’rona. Raper został przewieziony do szpitala z trzema ranami postrzałowymi – dwiema w prawej ręce i jedną w lewej nodze. Po opatrzeniu ran i krótkiej obserwacji został zwolniony do domu, gdzie dochodzi do zdrowia.
http://www.mtv.com