
Nas stoi kiepsko z sianem. Kelis ciągnie od rapera setki tysiące dolarów, a on sam nie koncertuje zbyt intensywnie. Do tego kiepsko układają mu się relacje z wytwórnią, co skutkuje tym, że jego konto świeci ostatnio pustkami. Nie powinien więc dziwić atak rapera na wytwórnię Def Jam.
Nas domaga się od labelu lepszego traktowania oraz uczciwego podejścia do nagrywających artystów. Nas skarży się na brak zainteresowania i wsparcia ze strony Def Jam. Według słów rapera, władze labelu nie są zainteresowane niezależnymi inicjatywami rapera.
Biorąc pod uwagę fakt, że szefem Def Jam jest Jay-Z, poniższe słowa to ewidentny atak na Hovę:
„Problem numer jeden w Def Jam to szefostwo wytwórni. Osoby stojące na czele Def Jam są przekonane, że są gwiazdami i nic poza ich własnym biznesem ich nie interesuje. Nic bardziej mylnego. Siedząc za biurkiem jesteś nikim. Dla odbiorców muzyki to ja jestem na pierwszym miejscu. Mam fanów, którzy wszystko oddaliby za moją muzykę i label, który ma w dupie rap. Pojebana sytuacja.” – napisał Nas w liście otwartym do Def Jam.
Co się stało? Wiadomo – chodzi o kasę. Nas dostał za nagranie nowej edycji „Lost Tapes” 200 tysięcy dolarów. To, zdaniem rapera, zbyt mało.
„Mam w dupie gówniane 200 tysięcy dolców. Dajcie mi prawdziwy budżet! To w końcu album jednego z pionierów Nowego Jorku, nie zostało nas zbyt wielu. Jestem gotów wydać tą płytę w czwartym kwartale tego roku. Zróbmy to siano!” – pisze raper.
Hmm…To się porobiło. Szacunek dla Nasa za to, że jest pierwszym raperem z dymanych przez Def Jam artystów, który zdecydował się zabrać głos. W jego ślady spokojnie może pójść Juelz Santana, Fabolous, Chingy czy LL Cool J.
19 Comments
Comments are closed.