
Cały świat wyemitował wczoraj orędzie o stanie państwa prezydenta George W. Busha. Wśród do znudzenia powtarzanych sloganów dotyczących Iraku, zapowiedzi reform podatków i systemu emerytalnego, pojawiła się zapowiedź walki z gangami takimi jak Bloods i Crips. Czy oznacza to również walkę z rapem?
Prezydent USA przedstawił 3-letni program, który pomóc ma młodym ludziom wydostać się z gangów, które zaczynają się rozprzestrzeniać z Kaliforni na całe terytorium Stanów Zjednoczonych. „Nasz rząd nadal będzie wspierać grupy religijne i społeczne, które niosą nadzieję w trudne dzielnice. Teraz musimy skupić się na pokazaniu młodym ludziom, zwłaszcza młodym mężczyznom, lepszych możliwości niż apatia lub gangi lub więzienie” – powiedział Bush i zwrócił się do rodziców, pastorów, trenerów i liderów opinii społecznej o pokazanie młodzieży, że prawdziwa męskość polega na szanowaniu kobiet i odrzucaniu przemocy.
Jak będzie się to miało do rapu, który ostatnio jest coraz szerzej krytykowany ze emanowanie agresją i przemocą, promowanie siłowych rozwiązań, bezwzlędności i brak szacunku, a nawet poniżanie kobiet? Do końca nie wiadomo, jednak hip hopowe społeczeństwo może pośrednio znaleźć się na celowniku, jako najbardziej widoczne 'ucieleśnienie’ zła pleniącego się na amerykańskich ulicach.
Jak mówi Jeff Chang, autor książki „Can’t Stop, Won’t Stop”, zwykłe gadanie ze strony Busha nie wystarczy. Młodzież potrzebuje prawdziwej pracy, opieki medycznej i psychologicznej oraz długoterminowych programów pomocy, które będą prowadzone w ich środowisku przez osoby, które wiedzą jakie jest życie w tak zwanym 'hood’.
Nie można zaprzeczyć, że zarzuty stawiane ostatnio rapowi nie są bezpodstawne. Nie od dziś wiadomo, że najlepiej sprzedaje się przemoc i seks, czego zresztą nigdy nie ukrywano. Wizerunek twardego gangstera przywarł do rapu od czasów N.W.A. O ile wówczas zachowanie pionierów gangsta rapu było autentyczne, o tyle obecnie zbyt wielu artystów bazuje wciąż na utartych schematach karmiąc młodzież dawno przetrwioną papką. I nie ma w tym niczego złego, dopóki sami nie zaczniemy robić sobie 'hood’ i 'getta’ z własnej ulicy. Nie o to przecież w hip hopie chodzi. Nigdy o to nie chodziło.