Danny Brown koncert Warszawa
Recenzje

Danny Brown: Stardust – Wielki powrót w oparach hyperpopu

Danny Brown koncert Warszawa

Współpracując z nową gwardią outsiderów sceny elektronicznej, raper z Detroit daje upust swojej dziwaczności. Efekt? Materiał momentami chwiejny, ale przepełniony szczerymi emocjami.

Lista gości na nowym albumie Danny’ego Browna, Stardust, może wywołać szok u każdego, kto wciąż kojarzy go wyłącznie z mrocznym, narkotykowym desperado i ciężkimi beatami. Trudno wyobrazić sobie drogę od współpracy z Kendrickiem Lamarem czy Earlem Sweatshirtem do elektronicznych czarodziejów nowej generacji, takich jak femtanyl czy Frost Children. Jednak tym, co spaja twórczość Browna na przestrzeni lat, nie jest konkretna paleta dźwięków, lecz pulsujące, surowe emocje. Brown od zawsze wybierał swoje kolejne ruchy tak, jakby wyciągał je z magicznego kapelusza.

Odwyk, pandemia i nowa pasja

Stardust to pierwszy album Browna nagrany w pełnej trzeźwości i owoc eksploracji hyperpopowej „króliczej nory”. Ta przygoda zaczęła się podczas pandemii, a pasję do muzyki na nowo rozpaliło w nim słuchanie albumu Wallsocket (2023) autorstwa underscores tuż po wyjściu z odwyku. Brown powoli zaprzyjaźnił się z siecią młodych producentów i wykonawców, stając się częścią ich świata. Album ten to jego pełna transformacja w taneczną diwę – oda do życia i miłości, która jest radosnym, choć nieokiełznanym spektaklem.

Historia odrodzenia

To klasyczna opowieść o powrocie: były „ćpun i alkoholik”, który stracił kontrolę, teraz powraca uzdrowiony i odrodzony. Choć album jest skąpany w elektronicznym pyle, to wciąż w dużej mierze płyta rapowa. Muzyka rave, często kojarzona z narkotykowym zatraceniem, dla Browna staje się euforycznym uderzeniem radości wyczarowanym przez neonowe syntezatory:

  • W utworze „Book of Daniel” (kolaboracja z Quadecą) Brown stawia się obok największych, opisując przetrwanie czasów picia do nieprzytomności i zachęcając do bycia sobą.
  • W „Flowers” 8485 otacza trance-rapowy numer niebiańską aurą.
  • W „What You See” raper zdobywa się na niespodziewaną szczerość, wyznając błędy z przeszłości.

Między eksperymentem a chaosem

Choć technicznie jest to album koncepcyjny, Stardust najlepiej brzmi jako zestaw rave’owych tekstur do wyboru. Brown balansuje między chwytliwością a totalnym dziwactwem, jak w utworze „Baby”, zainspirowanym brytyjskim grimem. Jednak nie wszystko zachwyca – niektóre utwory, jak house’owe „Lift You Up”, nie zostawiają trwałego śladu, a instrumentale bywają na siłę wtłaczane w rapową formę.

To nowe wydawnictwo od Danny’ego Browna to znacznie więcej niż tylko kolejny album w jego dyskografii – to manifest przetrwania i artystycznego odrodzenia. Poniżej znajdziesz obszerną, skompilowaną recenzję albumu Stardust, która łączy wątki osobiste z techniczno-muzyczną analizą tego eksperymentalnego projektu.

Danny Brown: Stardust – Hyperpopowa terapia i taniec nad przepaścią

Dla słuchaczy, którzy zapamiętali Danny’ego Browna jako uosobienie narkotykowego paraliżu i mrocznych, „brudnych” beatów, lista gości na Stardust może wyglądać jak błąd w systemie. Zamiast powrotu do współpracy z Kendrickiem Lamarem, otrzymujemy kolaboracje z nową falą cyfrowych wizjonerów, takich jak femtanyl, Frost Children czy 8485.

Odrodzenie w pełnej trzeźwości

Stardust przejdzie do historii jako pierwszy album Browna stworzony w stanie pełnej trzeźwości. To opowieść o powrocie z krawędzi – były „ćpun i alkoholik” odnajduje nową tożsamość w świecie hyperpopu, do którego trafił podczas pandemii dzięki poleceniu Doriana Electry. Muzyka rave, kojarzona zazwyczaj z odurzeniem, stała się dla niego paradoksalnie narzędziem do celebrowania radości z odzyskanego życia.

Muzyczny „Magic Hat”

Album jest fascynującą, choć momentami chwiejną konstrukcją, w której Brown transformuje się w „taneczną diwę” lat 20.:

  • Warstwa dźwiękowa: Płyta jest przesiąknięta euforycznymi syntezatorami, wysokimi tempami i cyfrowym pyłem. Znajdziemy tu wszystko: od minimalistycznego „bubblegum bass” po agresywne, futurystyczne tekstury.
  • Kluczowe momenty: Utwór „Book of Daniel” (z Quadecą) to emocjonalny fundament płyty, gdzie raper rozlicza się z przeszłością, namawiając słuchaczy do bycia sobą. Z kolei „Flowers” z udziałem 8485 to unikalne połączenie trance’u z rapem.
  • Duch outsiderów: Brown znajduje wspólny język z młodą gwardią producentów, którzy podobnie jak on, odrzucają sztywne ramy gatunkowe.

Werdykt: Chaos z sercem na dłoni

Choć krytycy zauważają, że niektóre eksperymenty (jak house’owe „Lift You Up”) wypadają blado na tle jego wcześniejszych, bardziej radykalnych dokonań, Stardust broni się jako szczery, Grassrootsowy statement. To nie tylko rap z dodatkiem hyperpopu, ale próba całkowitego zatarcia granic między tymi światami.

Finałowe „All4U” z samplem od Jane Remover nie pozostawia wątpliwości – Danny Brown jest oszołomiony faktem, że przetrwał i że muzyka znów go ekscytuje. To słodko-gorzka, ale ostatecznie triumfalna oda do życia, która udowadnia, że Brown wciąż potrafi zaskakiwać.

Przypomnijmy – już 9 marca Danny Brown wystąpi w Stodole w Warszawie.