
Spadek popularności rapu jest faktem. Co o tym sądzą najbardziej zainteresowani? Oto kilka komentarzy zza oceanu.
Przyszłości w kolorze róż nie widzi Bun-B, którego zdaniem z odczuwalnym spadkiem sprzedaży borykają się całe Stany Zjednoczone. „Hip-Hop jako taki w żadnym regionie nie cieszy się dużym popytem” – stwierdził artysta w wywiadzie dla magazynu Vibe. „Obecnie mniej więcej sześć osób robi kasę na rapie. Wszyscy to wiedzą. Myślę, że szansę na międzynarodową karierę ma obecnie Z-Ro. To, jak daleko zajdzie, zależy tylko i wyłącznie od niego. Jedyną osobą, która go hamuje jest on sam” – dodał.
Receptę na sukces podaje Ja Rule: „Walczymy z innymi gatunkami muzyki. Walczymy z rockiem, walczymy z popem. Musimy działać wspólnie i zrezygnować z podziałów na Wschód, Zachód i Południe. Myślę, że teraz widać wyraźnie powrót Nowego Jorku. Myślę, że robimy to, co do nas należy. Mamy Maino, mamy Red Cafe, dajemy radę.”
Co na to Jadakiss? „Był czas, że cały Nowy Jork robił kasę. Sprzedaż płyt miała się dobrze. Każdy odnosił sukces dopóki w grze nie zaczęło dominować ludzkie ego. Nikt nie chciał już robić wspólnych kawałków, strzelając focha jeden na drugiego. W rezultacie wszyscy na tym ucierpieli, przestały wychodzić nowe płyty. Wtedy zaczął dominować Zachód i Południe i razem przez kilka ostatnich lat zbierali całą kasę. Myślę, że koniec końców może coś dobrego z tego wyniknie. Nadchodzi nowy Fabolous, powróci kilku artystów z Północy. Red Cafe robi swoje, Maino też daje radę. Może to zmotywuje wszystkich do wydawania swoich kawałków, żeby nikt nie musiał już narzekać” – mówi.
Sohh/Gie