Chingy krytykuje, Ludacris się wkurza
Hip-Hop

Chingy krytykuje, Ludacris się wkurza


W wywiadzie dla grudniowego wydania magazynu XXL Chingy twierdzi, że ma porachunki finansowe z Chaka Zulu, współwłaścicielem Distrurbing The Peace i nieformalnym menadżerem Chingiego. Już wcześniej krążyły plotki, że Chingy wypiął się na ludzi, którzy pomogli mu wkręcić się do biznesu muzycznego. Wypowiedż dla XXL mocno wkurzyła Ludacrisa, który mówi Chingiemu, by pocałował go tam, gdzie słońce nie dochodzi.

„Po raz pierwszy słyszymy te oskarżenia (…) nie mam już do niego szacunku” – powiedział Luda. „Utrzymuje, że wszystko jest okej. Ale nie jest… To koniec. Finansowo wciąż powiązany jest z Disturbing Tha Peace i zrobimy co trzeba, ale nie chcemy żeby nasze crew reprezentował ktoś, kto rzucać będzie fałszywe oskarżenia. Generalnie nie mamy szacunku dla tego osobnika” – dodaje.

Chaka twierdzi, że dwukrotnie pozwolił Chingiemu przeanalizować księgi rachunkowe jego i firmy EbonySon. „Wszyscy jego księgowi i adwokaci powiedzieli, że nie brakuje żadnych pieniędzy. Nie było problemu” – mówi. Podkreśla, że zawsze był skłonny do rozmów, a jego zdaniem Chingy manipuluje faktami pod publiczkę.

Na pytanie czy to początek wojny na słowa, Chingy odpowiada: „Gdyby był [jakiś beef], słyszelibyście o tym”. Na temat zaistniałej sytuacji mówi: „To sprawa związana z kontraktem. Nie chcę się w to ładować. Ja i kierownictwo mieliśmy pewne różnice zdań. Poza tym próbuję rozwinąć swoje umiejętności prowadzenia interesów. Nikt o mnie nie zadba, jeśli nie zrobię tego sam. Musiałem odejść, zacząć wszystko po swojemu. Teraz obserwuję co się dzieje, mówię co o tym myślę. Jeśli coś się pochrzani, będzie to moja wina”.

Chingy powiedział również, że w Disturbing Tha Peace czuł się numerem dwa i miał wrażenie, że nic więcej tam nie osiągnie. „Założyłem własną wytwórnię Slot-A-Lot records. Miałem zespół, który chciałem wypromować. Ale tak naprawdę wcale tego nie robiłem. Nie chcę zostać tu gdzie jestem. Chcę się rozwijać, dlatego staram się popchnąć rzeczy do przodu” – stwierdza.

Na pytanie czy jest zazdrosny o karierę Chingiego, Ludacris odpowiada: „To śmieszne. To widać kiedy ktoś jest liderem lub nie. Wiedząc co mu daliśmy, sam stwórz sobie obraz sytuacji. O swoim stosunku do artystów, którzy dbają o własny interes mówi: „Będziemy cię zachęcać, żebyś to robił. Nikt nie chce być artystą do końca życia. Chcemy, żebyś inwestował – na tym polega biznes. Jestem szefem. Jestem też artystą. Podpisuję umowy z artystami i oczekuję, że każdy z nich osiągnie największy możliwy sukces. To sprawia mi radość, ponieważ jesteśmy rodziną. Możesz równolegle robić swoje rzeczy i być częścią rodziny. Nikt nie będzie cię szuflkadkować. Jesteśmy tu po to, abyś osiągnął sukses, ponieważ to sprawia, że i my go osiągamy” – dodaje.