
Czy nowy album the Clipse „Hell Hath No Fury” ujrzy w końcu światło dzienne? Datę premiery znów przesunięto. Miał być początek lata, później 31 października. Wersja aktualna to 12 grudnia.
Wszystkiemu winne zamieszanie na linii the Clipse – Jive. Clipse oskarżyło wytwórnię o łamanie warunków umowy i brak działań promocyjnych. Duet wnosił o rozwiązanie kontraktu, gdyż marzyło mu się przejście do zawiadywanego przez Neptunesów (producentów „Hell Hath No Fury”) Star Traka. Prośba ta została jednak kategorycznie odrzucona przez prezesów. Swego rodzaju ugodą było podpisanie umowy na dystrybucję płyt wydawanych przez labelm Clips’ów – Re-Up Gang Records.
„Doszło do tego, że codziennie rozmawialiśmy z adwokatami. Było to bardzo stresujące. Czasem myślałem sobie: 'Daj spokój, przecież dziś nie otworzyłem mojego zeszytu z rymami” – wspomina Pusha T. „To była walka między Jive a Star Trak – my znaleźliśmy się między młotem i kowadłem. Musieliśmy czekać, aż się dogadają. Gdy pozywasz kogoś do sądu, musisz babrać się w papierkowej robocie, co zabiera 6 miesięcy. Zanim się obejrzysz, mija kolejny rok. Po co to komu?” – dodaje Malice.
Clipse zadebiutowali w 2004 roku albumem „Lord Willin'”. W samych Stanach Zjednoczonych płyta sprzedała się w 940 tysiącach egzemplarzy. Czy nowa produkcja produkcja powtórzy ten wynik? „Jesteśmy realistami. Wiemy, że nasze nagrania nie zupełnie nadają się do radia. [Kawałek] 'Gridin’ trafił do stacji dopiero po ośmiu miesiącach. Przeciętnemu odbiorcy trochę więcej czasu zajmuje osłuchanie się z naszymi kawałkami, ale nasi fani łapią je od razu” – mówią the Clipse.
Billboard