
50 Cent zbiera żołnierzy z G-Unit i szykuje się do wojny. Na pierwszy ogień pójdzie nowa płyta Fiftiego „Before I Self Destruct”, która ukaże się wiosną tego roku.
„Słyszałem, że ludzie mówią w radiu o końcu G-Unit, ponieważ kilku artystów ma kłopoty. To co widzicie, to przemysł muzyczny. Nie ma drugiej firmy, która osiągnęłaby sukces porównywalny do G-Unit. W trzy lata osiągnąłem to, co innym zajmuje 10 lat” – mówi 50 Cent. „Jeden projekt nie wypalił i dlatego G-Unit ma być skończone? Co z 50? Nie boję się presji, jaką na mnie kładziecie, bo jak wrócę [z nową płytą], rozwalę wasze mózgi” – zapewnia.
Jak zdradził Fifty, nad nowym albumem pracować będą J.R. Rotem, Rich Harrison i … Timbaland. Raper przyznaje, że praca z producentem takiego kalibru to swego rodzaju stres i wyzwanie. „Szczerze mówiąc, gdy wchodzę do studia z producentem, czuję zupełnie inny rodzaj presji. Nie chcę tracić czasu. Ponieważ nie mieszkam na Florydzie, muszę tam jeździć, by móc pracować z Timbalandem. Płacę za przelot mojej ekipy, za ich noclegi, za czas w studio. Jestem w studio z Timbalandem i z powodu tych wszystkich okoliczności myślę sobie, że muszę kurwa nagrać hit” – wyznaje. Zapewnia przy tym, że na nowej płycie nie znajdziemy lekkich, melodyjnych kawałków.
Kolejni na front wysłani zostaną Young Buck i Young Hot Rod. Tym czasem postanowienie Centa jest jedno: „Czuję, że będzie to mój rok. Nie będę miał absolutnie żadnej konkurencji. Znów będę dominować. Obojętnie jak to brzmi – zrobię to, po co tu jestem” – mówi.
1 Comment
Comments are closed.