
Ice Cube naraził się aspirującym raperom z Los Angeles, oświadczając, że jako weteran rap biznesu nie ma żadnego obowiązku pomagania komukolwiek w wybiciu się na rapowej scenie.
Na swoim blogu Ice Cube stwierdził, że pokolenie młodych artystów jest na niższym niż on poziomie: „Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek poznał tych clownów albo nawet był choćby z jednym z nich w jednym pokoju. Nie mają na siebie pomysłu, więc potrzebują pomocy prawdziwych O.G.’s. Nie zamierzam rzucać im koła ratunkowego. Pieprzyć ich. Robienie z kogoś gwiazdy nie należy do moich obowiązków”.
Wypowiedź rapera wywołała falę wzburzenia. Urażony poczuł się m.in. Jay Rock, który stwierdził: „Nigdy nie miałem problemów ani z Cubem, ani z żadnym innym O.G. Ale jeśli [Cube] odnosi się do 'Nowego West [Coastu]’, którego czuję się częścią, to biorę tę uwagę do siebie. Skoro nie wymienił nikogo z imienia i nazwiska, rozumiem, że mówi o nas wszystkich”.
Aby załagodzić sytuację Ice Cube zapewnił, że choć ma pewne zastrzeżenia do młodych artystów, stawiających pierwsze kroki w rapgrze, to nie zamierza odwracać się do nich plecami. „Dlaczego nie promuję młodych raperów, jak to miało miejsce w przeszłości? Wypaliłem się. Ci kolesie nie potrafili przejąć pałeczki i działać samodzielnie. Powyżej dziurek od nosa miałem matkowania dorosłym facetom i prowadzenia za rączkę po tym biznesie. Czułem się jak Dr. Frankenstein tworzący jakieś potwory. Dlaczego? Bo jeśli nie zrobisz z nich gwiazd, to oni za swoje niepowodzenie będą winić ciebie. Jeśli nie zrobisz z nich gwiazdy, odejdą. Miałem dosyć tej ich niewdzięczności”. Cube nie zdradził jednak kogo konkretnie miał na myśli. Podobno dowiemy się tego z jego najnowszej płyty „I Am The West”, która ukaże się 13 lipca tego roku.