
Jay-Z jest pierwszym raperem, który odważył się głośno skrytykować panującą w rap biznesie modę na autotune. Fani truskulowego brzmienia są zachwyceni, z kolei artyści i słuchacze otwarci na nowe brzmienia zaatakowali Hovę.
Co szczególnie ciekawe – trudno znaleźć raperów, którzy jednogłośnie poparliby Hovę w jego krucjacie anty-autotune. Zdecydowana postawa rapera sprowokowała z kolei wielu artystów do zaatakowania ikony Nowego Jorku.
Wśród raperów, którzy zaatakowali Jaya są między innymi Jim Jones, Ludacris, Lil Wayne, Twista, Nore, Ron Browz, Plies, The Game i oczywiście T-Pain. Z tym ostatnim (a jednocześnie najbardziej zainteresowanym) artystom związana jest krępująca i śmieszna jednocześnie sytuacja.
Podczas koncertu, który Jay-Z dał w ramach imprezy Hot 97 Summer Jam, T-Pain wparował na scenę w momencie, gdy Jay-Z wykonywał kawałek „Death of Autotune”. Zbity z tropu Jay-Z przez dłuższą chwilę nie wiedział jak się zachować, następnie objął niespodziewanego gościa i wspólnie dokończyli kawałek.
Całą historię tak tłumaczy Jay-Z: „Nie widziałem, że to T-Pain. Widziałem tylko, że podszedł jakiś koleś i byłem przekonany, że to fan, który chce przybić piątkę i pobyć przez chwilę na scenie. Mega się zdziwiłem gdy się zorientowałem, że to był T-Pain. On zachował się całkiem spoko, bo wie, że to nie jest kawałek przeciwko niemu czy autotune’owi jako takiemu. Ja nie twierdzę, że autotune jest do niczego, jeżeli ludzie tak to odbierają, to rozumieją to błędnie.” – powiedział raper w wywiadzie udzielonym Angie Martinez.
Tłumaczenia rapera nie powinny dziwić: swoje ataki na niego przeprowadziło co najmniej pół rap biznesu, włączając w to artystów swego czasu blisko związanych z Jay-Z. Jedynymi, którzy poparli rapera w jego krucjacie przeciwko autotune’owi są Slim Thug i Young Jeezy.