
Do takich wniosków skłania zachowanie Lauryn Hill. Artystka znana ze swojego wojowniczo-gwiazdorsko-feministycznych wybryków po raz kolejny obraziła fanów.
Tym razem artystka postanowiła zlekceważyć fanów, którzy przyszli na jej londyński koncert. Tłumacząc swoje dwugodzinne spóźnienie stwierdziła, że…nie wiedziała w co się ubrać. Żeby dolać oliwy do ognia niezadowolona, z jej zdaniem, kiepskiego nagłośnienia, artysta wyjęła tomik poezji i zaczęła czytać wiersze. Stało się to w trakcie wykonywania przez nią hitu Fugees „Killing me Softly„.
Tak potraktowani fani zaczęli opuszczać salę koncertową. Część z nich zwróciła się do pracowników Colliseum (gdzie odbywał się koncert) z rządaniem zwrotu pieniędzy. Bilety na pierwszy od siedmiu lat koncert Lauryn Hill kosztowały 80$.
I niech mi ktoś powie, że feministki są normalne…
http://www.lauryn-hill.com/