
No może nie do końca. Puffy nie kandyduje na prezydenta USA, ale wyraźnie pragnie mieć wpływ na to, kto nim zostanie w zbliżających się wyborach. Diddy założył właśnie niedochodową organizację o nazwie „Citizen Change”, której celem jest podniesienie świadomości wszystkich młodych wyborców.
„Chcę żeby młodzi ludzie zdali sobie sprawę z tego, że ich głos może odmienić ich życie” – czytamy w oświadczeniu Combsa. „Proszę młodych Amerykanów, aby wykorzystali swoje głosy wyborcze jak wykorzystuje się zakładnika i zmusili w ten sposób kandydatów na prezydenta do zwrócenia uwagi na najważniejsze dla nas kwestie”.
Według Diddiego edukacja, opieka zdrowotna i rynek pracy to tylko niektóre z najważniejszych kwestii dla młodego pokolenia. Świadomość tych problemów będzie w ciągu najbliższych miesięcy podnosić organizacja „Citizen Change”.
W siedmiu najważniejszych miastach w Stanach Zjednoczonych uruchomione zostaną specjalne programy, które swym zasięgiem objąć mają również 'prowincję’. Organizacja zamierza również organizować imprezy z udziałem gwiazd, wysyłać maile, uruchomić infolinię i dotrzeć do każdego w jego domu. Wszystie podejmowane działania mają uświadomić społeczności Czarnej i Latynoamerykańskiej jak ważne jest głosowanie w listopadowych wyborach.
„W Stanach jest tylko kilka osób, które mają energię i entuzjazm, aby przyprowadzić młodzież do stołu i sprawić, by poczuły pasję i ekscytację związaną z tymi wyborami. Ja jestem jedną z tych osób.” – zapewnił P. Diddy. „Rewolucja się rozpoczęła” – dodaje.
Ciekawe czy i w nasze, krajowe wybory prezydencie zaangażują się polskie rapgwiazdy. A jeśli tak – kto będzie za Samoobroną, a kto za Ligą Polskich Rodzin? :) Pożyjemy, zobaczymy.
http://www.citizenchange.com