
W miniony czwartek w liście do MTV Shyne ostro skrytykował urzędników wymiaru sprawiedliwości, którzy odebrali mu przywilej korzystania z więziennego telefonu.
Shyne, rapper odbywający 10-letnią karę pozbawienia wolności, poskarżył się na wszystkie spotykające go niesprawiedliwości w ręcznie napisanym liście, który jego prawnicy przefaksowali prosto do MTV News. Skarży się w nim na pracowników więzienia Clinton State Correctional Facility, którzy oskarżyli rappera o łamanie zasad korzystania z telefonu (między innymi zakaz prowadzenia interesów przez telefon) i odebrali Shyne’owi tę możliwość kontaktowania się ze światem.
„Kategorycznie zaprzeczam, jakobym dokonał jakiegokolwiek umyślnego wykroczenia” – czytamy w liście Shyne’a. „Skrajne środki przedsięwzięte przez departament wykroczeń, polegające na odebraniu mi przywileju korzystania z telefonu i zakazie dostępu do mediów, są delikatnie mówiąc drakońskie. Tak skrajne kroki są podejmowane tylko w stosunku do najbardziej niebezpiecznych lub niezdyscyplinowanych więźniów; ja nie zaliczam się do żadnej z tych grup”.
Shyne wspomina również, iż od samego początku jest więźniem wzorowym i dla nikogo nie stanowi zagrożenia. „Mimowolnie muszę stosować się do regulacji mających na celu zabezpieczenie się na wypadek terroryzmu, które to [przepisy] w rzeczywistości przeciwdziałają szantarzom i wymuszeniom” – dodaje i kończy swój list wezwaniem do głosowania na Johna Kerry’ego w najbliższych wyborach prezydenckich.
Brak dostępu do telefonu i mediów z pewnością jest dla Shyne’a sporym kłopotem. Znacznie utrudni to bowiem promowanie albumu „Godfather buried alive”, który całkiem niedawno ujrzał światło dzienne.
Czyżby list był głośnym wołaniem rappera o pamięć? „Hej, nie mam dostępu do telefonu! To nie tak, że mnie nie ma – jestem, ale nie mogę dzownić! Pamiętajcie o mnie i kupujcie moją płytę!”