
Koniec sprawy rzekomej napaści Young Bucka na sprawcę 'pobicia’ Dr.Dre – Jimmy’ego Jamesa Johnsona – w czasie rozdania nagród Vibe Awards.
Buck nie pójdzie do więzienia. Raper pogodzić się musi z karą roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Zmuszony będzie również odpracować 80 godzin na cele społeczne i zapłacić 200 dolarów grzywny. Buck nie będzie mógł się też zbliżać do Johnsona.
„Powiemy teraz coś, czego nie powiedzieliśmy wcześniej. Któregoś dnia powiedziałem wam, że nagranie może być zwodzące. I wiecie co? Były zwodzące. Wiedzieliśmy, że Buck trzymał w ręce widelec, a nie nóż. Wiedzieliśmy, to nie on ranił tego mężczyznę. Na podstawie testów DNA i analizy nagrań video udało nam się dowieść, że to nie on pchnął tego człowieka nożem” – powiedział po wyjściu z sali sądowej adwokat rapera – Scott Leemon. Jak się okazało na nożu, którym zadano rany napastnikowi Dr.Dre, oprócz krwi ofiary znaleziono ślady potu, którego DNA nie pasowało do DNA Buck’a.
Za co więc taki wyrok? Buck trzymał w ręce widelec – narzędzie, którym mógł wyrządzić krzywdę. Raper przyznał się do jego posiadania i do udziału w przepychance, w której ranniono Johnsona.
„Cieszę się, że to jest już za mną i że mogę wrócić do siebie i dalej tworzyć muzykę. Szykujcie się na mój nowy album 'Bad Influence’, który wyjdzie latem przyszłego roku. Usłyszycie na nim całą prawdę o tej sytuacji. G-Unit!” – krzyczał zadowolony Young, któremu kamień najwyraźniej spadł z serca. Raperowi nie przeszkadza nawet nakaz pracy społecznej. „Muszę trochę bardziej odwdzięczyć się społeczeństwu, więc całkowicie mi to odpowiada. I tak miałem to zrobić” – powiedział dodając: „Przygotowany byłem na coś gorszego, choć miałem nadzieję na najlepsze dla mnie rozwiązanie. Chciałem w tym miejscu podziękować wszystkim, którzy wspierali Young Bucka. Mam nadzieję, że już nigdy nie ujrzycie mnie w takiej sytuacji”.