Recenzje

Afu-Ra – The Body of The Life Force


Afu-Ra to bardzo ciekawy koleżka, trochę niedoceniony jak na swoje nieprzeciętne możliwości. Również w Polsce nie cieszy się aż tak wielkim uznaniem, co dziwi tym bardziej, że dał już kiedyś koncert u nas, mało tego, w kwietniu szykuje się następny. Osobiście nie zastanawiam się ani chwili, tylko określonego dnia wskakuję w pociąg i – para buch, koła w ruch – turlam się do Wrocka.

THE BODY OF THE LIFE FORCE to jeden z najbardziej udanych debiutów, jakie miałem przyjemność załadować do discmana. W rodzinie Wu stawiam ten album w równym rzędzie z takimi dziełami jak LIQUID SWORDS Geniusa GZA, czy UNCONTROLLED SUBSTANCE Inspectah Deck’a. Afu bez problemu udźwignąłby całą płytę sam, trzeba jednak zaznaczyć, że na featach pojawiają się takie osobistości jak GZA, M.O.P i Cocoa Brovaz. Jakby mało było tych wszystkich słodyczy, na dokładkę dostajemy kolejną porcję bitej śmietany i polewy karmelowej, w postaci podkładów tworzonych m.in. przez DJ Muggs’a oraz naszego wspólnego przyjaciela na dobre i na złe, czyli DJ Premiera we własnej osobie.

Wycieczkę do krainy taekwondo oraz duchowej kontemplacji zaczynamy od tracka “Soul Assassination”, wyprodukowanego przez DJ Muggs’a z Cypress Hill. Muggs specjalizuje się w podkładach innego rodzaju niż serwowany tutaj, i właściwie wychodzi mu to lepiej (kto nie wierzy, niech posłucha sobie doskonałej płyty SOUL ASSASSINS, VOL.1), ale i “Soul Assassination” jest całkiem, całkiem. Trzeba się chwilkę pooswajać, ale zachęcam, bo rymy Afu są naprawdę rewelacyjne; “You never heard of this, murderous mic style..”.

Teraz mamy uderzenie z grubej rury, czyli “Defeat”. DJ Premier w najwyższej formie (czyli prawie tak, jak na “Full Clip” GangStarra albo “Invincible” C-N-N) i nieustępujący mu MC Afu, a do tego wszystkiego wypasione skrecze oraz zsamplowany Guru i Tribe Called Quest w refrenie. Właśnie takie kawałki są dla mnie kwintesencją hip-hopu. Kropka.

Nie ma czasu na ochłonięcie i przetarcie szmatką zroszonego potem czoła, bo od razu uderza “Bigacts, Littleacts”, w którym Afu i GZA doszczętnie rozwalają słuchacza, a w symfonii destrukcji pomaga True Master z podkładem chyba jeszcze lepszym niż “Defeat”. Jest to chyba najjaśniejszy punkt płytki, co jest nie lada wyczynem w tak doborowym towarzystwie. Kompletnie niszczy mnie refren, w wykonaniu Afu-Ra: “You know we rip it up, hit the mic like a virus – We never hide this, unique rhymes styles is righteous – Who wanna battle, which rapper thinkin they the nicest – Straight up and down, these rhyme styles is priceless”.

Przyszedł czas na bardzo, bardzo przyjemny kawałeczek, jakim bez wątpienia jest “D&D Soundclash”. Reggae’owo-ragga’owy klimacik zapewniany jest przez wyśmienity podkładzik oraz featy (Cocoa Brovaz, Jahdan i Two Face). Szczególnie przypada mi tu do gustu raggowa zwrotka Jahdana zamykająca kawałek. “They gonna melt like snow..”, la la la..

“Mic stance” to przyzwoity podkład, plus fajowe rymy, plus wyśmienity, typowy dla Premiera, zeskreczowany refrenik, jeden z lepszych na płycie. Klimat zdecydowanie agresywny, jak podczas walki wręcz.

Z Azji przenosimy się na chwilę do Meksyku, ewentualnie Hiszpanii/Portugalii, za sprawą tracka tak zwanego komercyjnego – “Caliente”. Podkładzik jest nawet przyjemniutki, ale jak dla mnie za dużo jest tu meksykańskiego, tudzież hiszpańskiego, czy też wreszcie portugalskiego zawodzenia nieznanej mi bliżej kobiety. Źle działają na mnie również językowe wtręty Afu, trochę kojarzy mi się to z MC Alfonsami, mówiącymi rzeczy typu: “Girl, you know I’m a perro”..

“All that” przynosi drastyczną zmianę klimatu. Afu-Ra, Krumbsnatcha i Hannibal Stax, otoczeni mroczną poświatą, zapodają garść wojennych rymów. Afu wymiata ostro, niczym Wolverine z brygady X-Men, przyzwoicie wypadają też dwaj pozostali panowie.

Trochę spokojniej robi się na “Self Mastery”. Kawałek jest bardzo w porządalu, podkład mamy z tych wolniejszych, a rymy to zdecydowanie jedna z wyższych półek w sklepie – kojarzą mi się trochę z kosmicznym trackiem Rakima “The Mystery”. Szkoda, że to tylko jedna zwrotka.

“Mortal Kombat”, wbrew tytułowi, jest równie spokojny, dodatkowo mamy tutaj największego zamulacza w Wu Tangu, czyli Masta Killa. Mówiąc poważnie, nie jestem szczególnie przywiązany do tego MC, ale tutaj wypada całkiem nieźle (jak na siebie).

Te ostatnie parę kawałków, to było takie wyciszenie przed burzą; pierwszy tajfun uderza w postaci “Warfare” z M.O.P. Nasi krzykacze z Brownsville mają w sobie takie magiczne coś, że każdy (no, prawie każdy) track, na którym udzielają się gościnnie, zamienia się w złoto. Czy to na Lyricist Lounge 2, czy to u Pharoahe Monch, Xzibita, Adama F, czy DJ Clue, zapodają takie wypasy, że nie pozostaje nic, tylko kiwać tym nie za mądrym łbem, hehe.. Chłopaki zapodają w trójkę rymy twardsze niż szczęka ochroniarza w wiejskiej dyskotece. “And of course we have emotions inside, yeah.. – That’s just some shit that we been trained to hide”.

Dalej jest jeszcze lepiej. “Equality” to nader wypasiony kawałek z niesamowitym jamajskim refrenem w wykonaniu Ky-Mani Marleya: “Slow down, don’t rush – I’m here to keep the peace, but I’m prepared to bust..”. Strasznie fajny jest tutaj podkładzik, pamiętam, że był to jeden z pierwszych tracków, który wpadł mi w ucho, gdym słuchał tej płytki po raz pierwszy, back in the days..

W “Monotony” Premo robi kolejny fajowy podkład, w stylu zbliżonym do “Mic Stance”. Jest nieźle, ale moje ucho wyczuwa tu rzeczywiście pewną śladową ilość monotonii, taką naprawdę odrobinkę (być może zasugerowałem się tytułem).

Przedostatni kawałek to dynamiczny “Bring it right”. Utwór wyśmienity, z rewelacyjnym podkładem, jeden z lepszych na całej płycie. Niesamowity Afu zapodaje tutaj kolejną porcję lightowo agresywnych rymów, ale mnie szczególnie podoba się linijeczka: “Now I – hokus pokus – regain my focus”.

“Whirlwind Thru Cities” tekstowo jest naprawdę wyczesany, i wiem, że wielu uznaje go za największy wypas albumu (był zresztą na singlu), ale sam nie mogę przekonać się do podkładu – jest jakiś taki, hm, dziwaczny. Dużo bardziej podoba mi się “Whirlwind II”, który kiedyś wpadł mi w ręce. W warstwie tekstowej jest co najmniej tak samo dobry, a podkładzik choć konwecjonalny, jest po prostu miodny jak cholera. Niezbyt nowojorski w klimacie, ale już Group Home skutecznie udowodnił, że to nie problem, doskonałym trackiem “Be Like That”.

Tyle. Jeśli szukasz oryginalnego MC, niekoniecznie nawalającego o furach i panienkach, oraz prawdziwych hip-hopowych podkładów, z nieelektroniczną duszą, sprawdź Afu-Ra i jego THE BODY OF THE LIFE FORCE. Miej się jednak na baczności, bo mistrz taekwondo może Cię uderzyć bardzo mocno. See U next time.

Igor Przebinda

Tracklista:

01 Intro
02 Soul Assassination
03 Defeat
04 Bigacts Littleacts [f/ GZA]
05 Quotations — skit
06 D & D Soundclash [f/ Cocoa Brovas & Jahdan, Two Face]
07 Mic Stance
08 Caliente [f/ Rasheedah]
09 All That [f/ Krumbsnatcha & Hannibal Stax]
10 Headqcuarterz — skit
11 Self Mastery
12 Visions
13 Mortal Kombat [f/ Masta Killa]
14 Warfare [f/ M.O.P]
15 Equality [f/ Ky-Mani Marley]
16 Monotony
17 Bring It Right
18 Whirlwind Thru Cities
* Whirlwind II

Exit mobile version