Plies – The Real Testament
Recenzje

Plies – The Real Testament


Hiphopowa scena z Florydy wydała na świat kolejnego dobrze zapowiadającego się rapera. Plies, bo o nim tu mowa, wypuścił właśnie swój debiutancki album nakładem wytwórni Slip-N-Slide, zatytułowany „The Real Testament”. Niewiele osób wie, że to właśnie bohater tej recenzji miał być początkowo gościem w megahicie Akona pod tytułem „I Wanna Love You”. Rapera jednak aresztowano pod zarzutami nielegalnego posiadania broni i usiłowania zabójstwa (incydent zdarzył się na jego koncercie), czego skutkiem było zastąpienie Pliesa Snoop Doggiem. Teraz, wsparty dobrą promocją i singlem z T-Painem, który robi w Stanach Zjednoczonych ogromną karierę, reprezentant Florydy przygotowany jest na podbój rynku muzycznego. Czy sprosta zadaniu?

Raperzy wywodzący się z południa lansują dla siebie różne wizerunki. Plies chce uchodzić w naszych oczach za twardego i prawdziwego ulicznika. Płyta The Real Testament przepełniona jest emocjami dotyczącymi najczęściej tej ciemnej strony południa. Cukierkowy, choć i tak wulgarny jak na singiel, utwór Shawty może mylnie charakteryzować autora płyty, chociaż teksty w stylu the hottest nigga in the city, baby you can’t ignore it/ I showed her I was real nigga and she went for it zdają się zapowiadać to, co czeka nas na albumie The Real Testament. Plies wychował się na ulicy, więzienie to dla niego chleb powszedni, przepełniony jest nienawiścią do konfidentów i hejterów, a kobiety traktuje w sposób (łagodnie mówiąc) instrumentalny. Nie wiadomo, która z wymienionych przeze mnie cech przekłada się na życie osobiste rapera. Pewne natomiast jest to, że na The Real Testament przez 57 minut będziemy mieli do czynienia z taką właśnie osobą.

Plies nie opiera jednak swojej kariery jedynie na wizerunku. Jest niezłym raperem, posiadającym dynamiczny, agresywny flow, przypominający niekiedy T.I.’a, jednak na tyle inny, by bez problemu odróżnić obu panów na jednym tracku. Tekściarzem jest poprawnym – nie zaskakuje nas wirtuozerią, ale technicznie teksty w większości nie rażą słuchacza. Obiekcje można mieć co do przesłania, jednak przed włożeniem płyty do odtwarzacza, trzeba sobie zadać pytanie, czego się od rapu oczekuje. Jeśli chodzi nam o rozrywkę, płyta The Real Testament na pewno nam jej dostarczy. Plies opowiada słuchaczom o ciężkim życiu na ulicy zagrożonym więzieniem (100 YearsYou’re a nigga that mean you guilty ’til proven innocent…), nie pozostawia złudzeń, co do swojego stosunku do donosicieli (I Know U Workin’), porusza jakże oryginalny temat pieniędzy (On My Dick) i prezentuje nam wulgarne, agresywne braggadocio, jadąc wszystkim wrogom, zdecydowanie nadużywając określenia pussy-ass nigga (Friday, Kept It Too Real czy Money Straight). Raper sporo miejsca poświęca również kobietom. Oprócz singla Shawty w utworze 1 Mo Time przekonuje partnerkę, by zanim od niego odejdzie, przespała się z nim jeszcze raz, a w numerze You (z genialnym refrenem Tanka) jest po prostu głodnym seksu zwierzęciem. Również pikantne przesłanie kawałka zatytułowanego Hypnotized łagodzi jednak cukierkowy refren Akona. Nie odnajdziemy na płycie natomiast wielu strip-clubowych bangerów, choć i ten rodzaj ma na The Real Testament swojego przedstawiciela (I Am The Club). Jedynym poważnym fragmentem tej produkcji jest utwór Runnin’ My Momma Crazy, będący retrospektywnym hymnem dla matki, w sposób zdecydowanie pozytywny urozmaicającym zawartość albumu. Warto dodać, że Plies nie zaprosił na płytę żadnych rapujących gości i sprostał zadaniu jakim jest utrzymanie uwagi słuchacza przez 15 utworów. Pomimo wspomnianego braku oryginalności i niejednokrotnie przesadzonych tekstów, rapera z Florydy po prostu słucha się z przyjemnością.

Warstwa muzyczna na The Real Testament jest idealnym odzwierciedleniem tekstów zawartych na płycie. Mamy więc do czynienia z mocnym, ulicznym brzmieniem, zabarwionym tendencjami charakterystycznymi dla południa USA. Jest to jednak brzmienie nasuwające skojarzenia bardziej z wczesnym No Limit, niż współczesnymi dążeniami rodem z Dirty South. Plies zatrudnił do pracy nad krążkiem śmietankę dobrych producentów, wśród których znalazły się m. in. takie gwiazdy jak wszechobecny Jonathan „J.R.” Rotem, znany z owocnej współpracy z Trick Daddym Goldru$h, czy współodpowiedzialny za sukces Nelly’ego Jayson „Jay E” Epperson. Artyści stworzyli brzmienie spójne, charakteryzujące się dynamiką i ponurym klimatem, będące świetnym tłem dla dokonań debiutanta z Florydy. Nie jest to może mieszanka przebojowa, ale i tak przyjemna dla ucha, będąca pewną miłą odskocznią od tego co dzieje się obecnie na południu. Współczesne dążenia muzyczne są jednak widoczne w utworach takich jak Shawty czy I Am The Club, ale nie psują nam one ogólnego, spójnego klimatu płyty, będąc tak naprawdę miłym urozmaiceniem. Zupełnym nieporozumieniem jest natomiast numer Goons Lurkin’, posiadający płytki pseudosyntetyczny podkład i zupełnie rozwlekła nawijkę Pliesa, który porzucił swój dynamiczny flow, chcąc chyba sprawiać wrażenie wyluzowanego rapera jadącego wszystkim wrogom. Zamiast tego artysta osiągnął efekt niemalże komiczny. Mimo wszystko pośród innych dobrych utworów, kawałek ten można chyba nazwać wypadkiem przy pracy, bo warstwa muzyczna wypada na The Real Testament zdecydowanie pozytywnie.

Plies ma dobry flow, ponadprzeciętną charyzmę i budżet na tyle wysoki by zgromadzić na płycie dobre produkcje. Pozwoliło mu to nagrać mało komercyjny album, który w pierwszym tygodniu, mimo ulicznej zawartości, sprzedał się w ilości 97 000 egzemplarzy. Album, którego słucha się przyjemnie, chętnie się do niego wróci w przyszłości, ale tak naprawdę nic nowego do rozwoju rapu nie wprowadza. Mimo wszystko pozostaje się cieszyć, że pojawiła się kolejna porządna produkcja z południa i debiutant, który ma szansę jeszcze niejedno zdziałać. Płyta The Real Testament nie spodoba się wszystkim, a Plies nie zostanie okrzyknięty królem Dirty South. Mimo wszystko warto dać krążkowi szansę i przesłuchać go choćby ten jeden raz, nie z potrzeby ducha, lecz po prostu dla czystej rozrywki.

Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris

2 Comments

  • abc 16 lipca 2008

    Ty kurwo, Goons Lurkin’ to kozak!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • Anonim 2 kwietnia 2008

    minelo sporo czasu i juz jest złota płyta ale co tam album bardzo dobry mi sie podoba czekam na nastepny album jego a zapowada sie niezły ;]

Comments are closed.