Kanye West – College Dropout
Recenzje

Kanye West – College Dropout


Nic podobnego! Płyta jest dobra. Dobra, ale nie wybitna. Bardziej nawet średnia niż dobra…Nasuwa się pytanie: co się stało? Dlaczego taki dobry producent tak zawalił tę płytkę ? Ano pomyślmy.

Na płycie znajdziemy 21 kawałków. Takich typowych jointów jest tylko 13 – reszta to różnego rodzaju skity – bardziej bądź mniej śmieszne. Ale o nich będzie dalej.

Produkcją w 100% zajął się Kanye West. W każdym bicie słychać jego łatwo rozpoznawalny styl. Obfite, częste i bardziej, bądź mniej wyszukane samplowanie z klasyków soul. Takich bitów mamy więc pod dostatkiem na tej płytce. Muszę uczciwie przyznać, że generalnie bardzo mi pasują klasyczne bity Kanyego, ale na tej płycie przesadził. Jest ich za dużo! Po którymś z kolei przesłuchaniu zaczynają człowieka męczyć, nudzić, wreszcie irytować. No ile można przyspieszać Chaka Khan, Luthera Vandrossa, Marvina Gaye’a itp ?? No dajcie spokój! W Polsce lubuje się w tym Ten Typ Mes – w USA – Kanye. Męczące. Uczciwie przyznam.

Teksty…Znowu muszę powiedzieć, że się zawiodłem – o ile jeszcze spodziewałem się tego, że Kanye lirycznie nie zachwyci, to miałem nadzieję na dobrą postawę gości. Tym bardziej, że lista gości jest imponująca:

Twista, Common, MosDef, Talib Kweli, Jay-Z, Ludacris, Syleena Johnson, Freeway…

Najlepiej dają radę Twista i Talib, no i może Common. Nie jest to wynik moich muzycznych sympatii czy jakoś tak. Nie. Po prostu reszta zawodzi. A najbardziej chyba Jay-Z. Nie dziwię się, że kończy karierę – zostanie po prostu zjedzony następną płytką NAS’a. Dobra, wracając do płyty…Twista gościnnie udziela się w kawałku, który został również umieszczony na jego płytce – Kamikaze – czyli „Slow Jamz”. Wersja z „College Dropout” jest troszkę inna – pojawia się tam wokal, którego na singlu Twista nie ma, troszkę bogatsza aranżacja – generalnie kawałek lepszy niż oryginał.

Ludacris pojawia się gościnnie w kawałku „Breathe in Breathe out”. Jak sam tytuł wskazuje – utwór o medytacji i relaksie ;) Do tego dochodzi tematyka platyny, alufelg, cipek…i to chyba wszystko. Ludacris udziela się jedynie w refrenie – nie wiem czemu – mógłby od siebie dodać kilka ciekawych porównań ;) Kawałek więc wybitnie na tym traci…A do tego słaby bit – jeden z kandydatów do najgorszego na płycie.

Talib Kweli i Common raczą nas wspólnym udziałem w jednym kawałku. Jest to „Get em high”. Wypadałoby wspomnieć, że obydwaj panowie należą do tych szczęśliwców, których
Kanye uraczył swoimi bitami na ich solo płytki. O ile Talib będzie miał kilka instrumentali
Westa, o tyle Commona płytka prawie w 100% została wyprodukowana przez Kanyego.
„Get Em High” jest utworem ciężkim. To jest właśnie charakterystyczne dla tej płytki – obok
typowo imprezowych kawałków, pojawiają się podobne kąski do tego. Ciężkie, narkotyczne,
przygniatające ciężarem bitu i przekazu.

Kawałkiem leciutkim, żartobliwym, wręcz prześmiewczym jest „The New Workout Plan”. Tematyka? Może pozwolę sobie na cytat:
„It’s a party tonight and ooh she’s so excited
Tell me who’s invited: you, your friends and my dick
What’s scary to me is Henny makes girls look like Halle Berry to me
So excuse me miss, I forgot your name
Thank you, God bless you, good night I came…”
Jak więc widać – kawałek konkretny, imprezowo-prześmiewczy. A o czym traktuje? O Paniach, których jedynym celem w życiu jest wyrwanie się ze swojego kwartału i przyczepienie do jakiegoś rap artysty czy koszykarza…Takie panie z marketu, na które w NY i Chi-Town mówi się „pigeons”. Kawałek jest po prostu śmieszny. Ekstremalnie śmieszny!

Humor to wyróżnik tego albumu. A to dlatego, że obok kawałków poważnych, takich jak „Through the Wire”, mamy wspomniany wcześniej „Workout”, „Slow Jamz” czy wreszcie skity! Tak skity – począwszy od intra, poprzez „Graduation Day” kończąc na „School spirit” skits. Tak mnie właśnie zastanawia jedno…Płytka nazywa się „College dropout” – co po prostu oznacza wypierdzielenie ze szkoły. Ten temat przewija się również w kilku utworach. Wnioskuje z tego, że Kanye miał jakieś edukacyjne problemy, które jednak o obliczu sukcesu, który spotkał jego najnowszy album…są po prostu nieistotne :)

Hity. Są. To pewne. Wymieńmy chociaż „Slow Jamz”, który już w tej chwili bije się o numer jeden z inną produkcją Kanye Westa – „Through the Wire”. A do tego jest tam jeszcze taka komercyjna perełka jak „All falls down”. Kawałek wręcz wymarzony do radia. Zapamiętajcie moje słowa – to będzie hitem. NA BANK. W refrenie udziela się Syleena Johnson, do tego dobrze brzmiąca gitarka, nieskomplikowany tekst. Wszystko wpada w ucho. Hit na pewno.
Ja widzę tam jeszcze dwa potencjalnie hitowe utwory. Pierwszy z nich to „We don’t care” – kawałek od razu wpada w ucho. Głupi tekst – większość o ziołach, dealingu itp. – to jednak może być plusem tego utworu na konserwatywnym amerykańskim rynku. Drugi proto-hit to wspomniany wcześniej „The New Workout Plan”. Zalety oczywiste. Dobra tematyka i przyzwoity, wpadający w ucho bit. Czego chcieć więcej?

Tak jak napisałem na początku, zawiodłem się na tej płytce. I to tak konkretnie. Liczyłem na to, że znajdzie się tam więcej takich kąsków jak np. „Get by” Taliba Kweli czy „Celebrity Overnight” z Kamikaze – Twista’y. A co tu mamy? Płytkę ze średnimi bitami, z kiepskimi featuringami…No cholera – nijaką po prostu! Jest kilka utworków, które mogą się podobać. Ale zdecydowanie więcej jest takich, które irytują. I jest jeden, którego przesłuchiwanie powoduje u mnie opadanie szczęki…Sprawdźcie proszę „Jesus Walks”. Nie słyszałem nigdy podobnego bitu…Podpowiem tyle, że w refrenie udziela się jakiś chór gospel. Co Wy na to?

Krótką prezentację płytki przedstawię Wam w najbliższej audycji „Breakin da Club”.

Krzysiek Prażanowski aka Eber