HH Rbk Tour i Lil Dap: Czy Polska to kraj frajerów
Recenzje

HH Rbk Tour i Lil Dap: Czy Polska to kraj frajerów


HH RBK Tour 2005 w Krakowie. Vienio i Pele, Pezet, OSTR, neon reeboka nawalający w oczy ze sceny, a obok niego wielki i groteskowy bucior naszej ulubionej firmy dresowo-hiphopowej. No i w ramach bonusu, bohater ostatnich miesięcy, kultowa postać nowojorskiej estrady, okrzyknięta przez polskie portale i fora legendą rapu, prawie-że-członek GangStarra, król hardcoru i fejmu, Ósmy Cud Świata – Lil Dap.

Mówiąc bardziej poważnie, ciekawa sprawa z tym naszym Lil Dapem. Jeśli ktoś zapomniał – koleżka stanowi połówkę nieistniejącego już niestety składu Group Home, który swój najlepszy okres miał w drugiej połowie lat 90. Płytka Livin Proof, wyprodukowana w całości przez DJ Premier’a, uważana jest za pomniejszy klasyk, niedoceniona produkcja A Tear For The Ghetto jest według mnie jeszcze lepsza – wiem, że się z tą opinią nie zgadzasz, ale nie ma potrzeby się teraz o to kłócić. Fakt faktem, że w tamtym czasie obydwa krążki ugruntowały pozycję Group Home w NY i skład wyrósł na coś znacznie więcej, niż tylko podopiecznych GangStarr Foundation. Pisząc te słowa, słucham sobie takich kąsków, jak Sun for a reason, 12 o’clock, Oh sweet America, czy 4 give my sins i po raz setny w życiu myślę sobie: kurde, ten Group Home, to naprawdę ma mocny klimat.

I co dalej. Group Home rozpadł się, zanim udało mu się wejść do pierwszej ligi, a kto miał szczęście, mógł wcześniej usłyszeć skład w Polsce. Melachi the Nutcracker – druga połowa GH – zniknął na dobre z biznesu, o Lil Dapie przez kilka lat było raczej cicho, i nagle bomba – Dap nagrywa płytę w wytwórni Prosto.

To jest oczywiście bardzo dobra wiadomość. Lil Dap jest pierwszy, ale zapewne nie ostatni. Może okazać się, że za trzy lata płytkę nagra u nas np. Afu-Ra, pod warunkiem, że jego następna produkcja okaże się większym niewypałem niż Perverted Monks, co nie będzie łatwym zadaniem. Optymiści mogą liczyć na to, że za 20 lat album z biało-czerwoną flagą wyda DMX albo Busta Rhymes. Sprawa jest względnie prosta – jeśli marzy Ci się płytka Twojego idola wydana w Polsce, módl się nocami o to, by jego nadchodzące produkcje okazywały się tak nędzne, jak to tylko możliwe.

No dobrze, znowu zagalopowałem się w sarkazmie, a tu trzeba sobie zadać pytanie: jaka będzie jakość płytki Lil Dapa i każdego innego rappera z importu, który pojawić się może u nas w przyszłości. Pesymiści już odpowiedzieli: mizerna; Dap wydaje w Polsce, bo w Stanach nie mógł już po prostu (zbieżność nazw zamierzona) łyknąć kontraktu, jego czas się skończył, wybrał muzyczną emeryturę w kraju frajerów, którzy zapłacą mu za prawie nic. Mam nadzieję, że pesymiści się mylą. Racją jest, że polski rynek to nawet nie druga, ale trzecia liga. Na koncerty przyjeżdżają do nas głównie przebrzmiali gwiazdorzy, lub ci, których ostatnie płyty okazały się słabe (Onyx, Mobb Deep, Beatnuts, Afu-Ra). Ale racją jest też, że z roku na rok koncertów jest coraz więcej, i każdy, kto ma grubą zajawę, będzie się na nich podniecał jak małe dziecko. I tym razem mówię to bez ironii, bo sam zaliczam się do zajawieńców. Jeszcze nie ostygł news o koncercie Nasa w Warszawie, Snoop przyjedzie popluskać się w Morzu Bałtyckim – to są rapperzy, którzy z pewnością mają szeroki wachlarz możliwości, jeśli chodzi o miejsca występów. Liczba takich imprez z wysokiej – muzycznie i cenowo – półki, będzie zapewne wzrastać. I to jest dobre, tym się trzeba cieszyć, niech żyje Unia Europejska.

Na HH Rbk Tour występ Lil Dapa nie powalił. Był niezły, ale nic ponadto. Częściowo wynikało to z winy nagłośnienia, częściowo ze specyfiki imprezy – poszczególne koncerty trwały krócej, niż pół godziny, nie było raczej elementu wyczekiwania i kulminacji. Ale mimo wszystko koncercik był niczego sobie, z pewnością przewyższał ostatni pokaz Dapa we Wrocławiu. Dobry klimacik, wyśmienity kawałek Get it, przyzwoita porcja zajawy u słuchaczy – tylko tyle i aż tyle.

I tak też pewnie będzie z nową płytą Lil Dapa.

Igor Przebinda