Recenzje

Bun B – II Trill

Niewielu jest raperów bardziej zasługujących na miano żywej legendy Dirty South niż Bun B. Współautor sukcesu ekipy UGK mainstreamową karierę zaczął dość późno wraz z występem w 2000 roku w numerze „Big Pimpin” Jaya-Z. Ogromny szacunek i późniejsza kampania „Free Pimp C” zaowocowała obecnością rapera na każdej niemalże południowej produkcji. Uwieńczeniem popularności 1/2 duetu UGK była wydana w 2005 roku płyta „Trill”. Osobiście nie byłem nigdy fanem tejże produkcji. Bun B zgromadził na albumie śmietankę najpopularniejszych wówczas gości i producentów i moim zdaniem po prostu nie wykorzystał ogromnego potencjału. Do kontynuacji wydawnictwa sprzed trzech lat, zatytułowanego „II Trill” podchodziłem więc z dystansem, ale też z nadzieją. Już przy pierwszym przesłuchaniu Bun B przekonał mnie, że wszystkie wątpliwości były nieuzasadnione.

Śmierć partnera z zespołu nie tylko nie wpłynęła na autora płyty destrukcyjnie, ale wręcz paradoksalnie dodała mu skrzydeł. Bun B stanął bowiem przed trudnym zadaniem sprostania w pojedynkę wysokim wymaganiom jakie postawiła przed nim poprzednia wspólna produkcja duetu UGK – Underground Kingz. Artysta zgromadził po raz kolejny mieszankę popularnych producentów i gości, choć mam wrażenie, że dobierał ich z trochę większym pomysłem niż w przypadku Trill. Otrzymaliśmy więc materiał w miarę spójny, który doskonale łączy klasyczny klimat Teksasu ze współczesnymi dążeniami mainstreamu.

Już pierwszy singiel That’s Gangsta pokazał, że Bun B jest w formie. Na kolejnym świetnym podkładzie J.R. Rotema nie razi nawet refren Seana Kingstona, a sam autor płyty pokazuje nam się z najlepszej strony. Jest bowiem Bun B raperem jak na standardy południowe niemal idealnym – posiadaczem mocnego wokalu, doskonałej dykcji, a także przyzwoitych skillsów lirycznych, które owocują w umiejętności opowiadania o czymś więcej niż pieniądze i szeroko pojęte gwiazdorstwo. W przypadku pierwszego singla warstwa liryczna jest może nieco uproszczona, ale hustlerska opowieść autora płyty i tak robi wrażenie:

Mane I’m a gangsta now let me tell you what that means,
See I’m a gangsta – always got my mind on my green,
And I’m a gangsta – always gon’ do what I got to do,
Unless it’s giving game to police and sellin’ out his crew.

Uliczny, gangsterski wizerunek będzie jednym z trzech, które zaprezentuje nam Bun B na II Trill. Odnajdziemy również numery nagrane z pozycji gwiazdy showbiznesu, a także inne, będące efektem analizy wnikliwego obserwatora życia getta. Te trzy zupełnie różne opcje nie tylko nie wykluczają się, ale świetnie uzupełniają, sprawiając, że mamy do czynienia z różnorodnym, naprawdę ciekawym materiałem. Uliczne braggadocio odnajdziemy już w pierwszym, tytułowym numerze II Trill, a także chociażby w utworze My Block, w którym Bun opowiada nam o urokach swojego osiedla. Choć podkład autorstwa Jazze Pha z pewnością buja głową, jest niestety wtórny i nasuwa smutną refleksję, że jego autor nie jest już w stanie zrobić czegokolwiek oryginalnego. Przechwałki przeprowadzone w dużo lżejszy sposób odnajdziemy również w rewelacyjnej kolaboracji Damn I’m Cold, w której autora płyty bardzo udanie wspiera Lil’ Wayne. Choć Bun B bardzo się stara, Weezy kradnie mu ten numer, popisując się jak zwykle rewelacyjnym flow i niezbyt może inteligentnym w swym przesłaniu tekstem, opartym jednak na przyzwoitych rymach i błyskotliwych grach słów (Ya’ll boys too weak like 14 days). Autor podkładu – CHOPS – wyczynia z dźwiękami rzeczy niesamowite zarówno w tym jak i w kończącym płytę utworze Keep It 100, będącym przypieczętowaniem i ostatecznym dowodem legendarnego statusu Buna B. W You’re Everything opartym na samplu z numeru Cry for You grupy Jodeci, śmietanka południowych MCs daje wyraz swej miłości do Południa, będąc jednak jedynie tłem dla zwrotki autora płyty, który moim zdaniem w pojedynkę mógłby zrobić z produkcją autorstwa Mr. Lee coś znacznie lepszego. O ile MJG jest ewidentnie w formie, tak zwrotki pozostałych gwiazd po prostu nudzą. W opisie produkcji nie można pominąć już bezwzględnie genialnego utworu Underground Thang, który klimatycznie nawiązuje do ostatniej płyty UGK i mamy w nim przyjemność usłyszeć archiwalną zwrotkę Pimp C, co jest jak najbardziej miłym akcentem, zmuszającym jednak do refleksji nad śmiercią, która pół roku temu zabrała naprawdę nieskończony potencjał.

Warto wspomnieć, że oprócz muzyki przeznaczonej dla osiedli, Bun B zadbał również o kluby. Numer I Luv That, w którym na typowej produkcji Scotta Storcha autor płyty wokalnie wyczynia cuda, jest z pewnością najgorętszym club-bangerem tego roku i przypuszczam, że pozostanie na piedestale jeszcze przed dłuższy czas. Pop It 4 Pimp to hymn skierowany do chętnych na wszystko kobiet, w którym mamy przyjemność po dłuższej chwili ciszy usłyszeć całkiem niezłą, gościnną zwrotkę Juvenile’a. Małe zastrzeżenia mam do samego podkładu, który choć niezły, bardziej pasowałby na płytę któregoś z artystów Trill Entertainment, a na II Trill rozbija spójność krążka. Tematyka kobieca, obowiązkowa na każdej produkcji, również znalazła odzwierciedlenie w utworze Good II Me, w którym Bun przekonuje przyszłą wybrankę serca, że jest najlepszym co mogło jej się przytrafić. O klasie legendy z Teksasu świadczy fakt, że nawet ten numer nie jest zwykłym wypełniaczem i zagościłby w mych głośnikach na dłużej gdyby nie przesłodzony, popowy, choć w pewnym sensie urokliwy refren.

Największą klasę pokazał jednak Bun w numerach, w których porusza tematykę poważniejszą niż pieniądze, kobiety, osiedla i szeroko pojęte bragga. W jednym z moich faworytów – utworze Get Cha Issue, opartym na gitarze w klimacie niemalże country, raper w 3 zwrotkach wytyka błędy kolejno pastorowi, policjantowi i politykowi, zwracając uwagę na hipokryzję pierwszego, skorumpowanie stróża prawa i aspekt między innymi obecności wojsk amerykańskich w Iraku. If I Die II Night natomiast to rozliczenie artysty z błędami przeszłości połączone z rozważaniem na temat śmierci (Mane I don’t wanna die, but I ain’t scared to, I just wanna make sure that I’m prepared to). Wszystko okraszone rewelacyjnym refrenem Lyfe’a Jenningsa daje nam do spółki najlepszy chyba utwór na płycie. W numerze If It Was Up II Me Bun B porusza natomiast różne kwestie dotyczące problemów czarnej społeczności w tym brak edukacji czy po prostu biedotę. Utwór Angel in the Sky jest natomiast odą do zmarłego przyjaciela z zespołu – w przesłaniu wzruszającą, jednak opartą na nudnym soulowym podkładzie, co sprawia, że paradoksalnie mamy tu do czynienia z najgorszym momentem płyty.

Jeden numer nie jest jednak w stanie zepsuć obrazu całości. Bun B nagrał bowiem rewelacyjny, spójny i interesujący album. Album, który na stałe zagości w głośnikach nie tylko fanów Południa, ale każdego entuzjasty rapu. Album wreszcie, który potwierdza niesamowity potencjał autora, status żywej legendy i daje nadzieję na jego kolejne równie dobre nagrania. II Trill to jak na razie najlepsza płyta tego roku i niech będzie wzorem dla dokonań pozostałych, nie tylko południowych wykonawców.

Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris

Exit mobile version