Cappadonna – Slang Prostitution
Recenzje

Cappadonna – Slang Prostitution

Najlepszy taksówkarz w Wu-Tang Clan przywiózł nam swój pierwszy album w Chambermusik. Czy warto sięgnąć po „Slang Prostitution”? Niestety, ani slang, ani prostytucja, nie ochroniły Cappadonny od nudy, która spoziera ze ścieżek płyty…

Jak zwykle uprzedzę fakty – „Slang Prostitution” nie jest słabym albumem. Po obcowaniu z nim nie mam ochoty wyprzeć z pamięci tego faktu, co np. zdarzyło mi się z „Universal Mind Control” Commona. Niemniej jednak, nie oszukujmy się – Cappadonna nagrywał względnie dobre albumy, ale należy do graczy średniego kalibru, którzy nie zachwycają, po prostu robią swoje.
Zacznijmy od bitów. Niestety, na „Slang Prostitution” nie da się zawiesić ucha na dłużej, chyba ze względu na podkłady. Owszem, są perełki – singlowy „Somebody’s Got To Go” wyprodukowane przez G-Clefa Da Mad Komposa, który atakuje świetnymi dęciakami (absolutnie przebijają bezbarwne nawijki Lounge Lo),”Stay Shining” Digem Traxa, który jest, ekhem, słoneczny, czy „Fire”, który sympatycznie płynie, podlany wokalnymi samplami. Trzy bity to trochę mało… Sorewicz, ale jeśli znowu słyszę popłuczyny po 36 Chambers (praktycznie wszystkie bity Q-Diniego), to czuję się znudzony, proste. Tak samo nie przemawiają do mnie quasi-nowoczesne historie („Walk with me”, „Hustle And Flow”, „Life’s A Gamble” i wieele innych). Niestety, bity na „Slang Prostitution” są w większości zleżałe niczym owoce na dworcu, a kilka porządnych podkładów niczego nie zmienia. Nuda, panie, nuda straszliwa.
Kwestia rapowania, czyli jak mówią chłopaki z Leszna – „ruszania się do muzyki”. Cappadonna ma flow, to wiadome. W najlepszym na płycie „Do You Remember?” bardzo sprawnie kładzie swoje wspomnienia na szalę bitu (całkiem zabawny fragment o hokeju), ale z kolei w bardzo napiętym „Hustle And Flow” bardzo boli wtórność rymów, podobnie jak w „Walk With Me” i w „Grungy”, gdzie rymy w refrenie są jakieś takie… Przekombinowane w złą stronę? Fajnie też prezentują się przerywniki acapella w postaci trzech części „You Can’t Keep A Good Man Down”, gdzie Cappadonna prezentuje swoją summę systemu wartości.
Niestety, ficzuringi na „Slang Prostitution” do historii nie przejdą. Największą częstotliwość ma bardzo słaby Lounge Lo, który psuje trzy kawałki, chłopaki z Wu-Tang Clan też zbyt wiele nie pokazują (względnie dobry Raekwon w „Life’s A Gamble” i słaby Masta Killa w „Fire”, który pasuje do tego kawałka, jak pięść do nosa). Niestety, pozostali goście nie są warci wspominania przez swoją bezbarwność.
Cóż, „Slang Prostitution” to zdecydowanie najsłabsza płyta Cappadonny. Jest długa i szeroka (19 utworów), przez co dłuży się niemiłosiernie, nie pomagają jej też nudne, zleżałe bity i zestaw gości o zerowym kalibrze. Oczywiście, nie jest też absolutnym syfem, ot, przeciętny album, który można by skrócić o 5 kawałków, a na pewno wyszłoby mu to na dobre.

Paweł „Jimmy” Klimczak

2 Comments

  • do wuja sama 5 lutego 2009

    chujowa ortografia

  • wuj sam 4 lutego 2009

    hujowa recenzja

Comments are closed.