DJ Khaled – We Global
Recenzje

DJ Khaled – We Global

DJ Khaled to bez wątpienia jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci we współczesnym hiphopie. Dj, producent, prezenter radiowy i „autor” dwóch świetnie przyjętych płyt, powrócił właśnie z trzecim wydawnictwem zatytułowanym „We Global”. Cudzysłów w poprzednim zdaniu nie został bynajmniej użyty przypadkowo, gdyż wraz z każdą produkcją Khaleda, słuchacze zadają sobie pytanie, za co ten jest właściwie odpowiedzialny. O ile na pierwszych dwóch płytach pojawiały się pojedyncze podkłady DJa z Miami, tak teraz warstwa produkcyjna została w rękach, bądź co bądź, bardziej utalentowanych beatmakerów. Niesprawiedliwością byłoby jednak ograniczenie roli Khaleda jedynie do pokrzykiwania na początkach i końcach utworów i sygnowania całości swoją ksywką. Beat Novacaine jest przede wszystkim producentem wykonawczym, który co roku zbiera śmietankę najpopularniejszych MC’s i producentów i, czuwając nad całością, tworzy przebojowe wydawnictwa. Jest jakby trenerem, który co roku ulepszając skład, pragnie zaprowadzić swój zespół do kolejnych mistrzostw. Dwa tytuły już z pewnością ma w swym dorobku wraz z płytami „Listennn… the Album” i „We the Best”. Co przyniósł rok 2008? Niestety co najwyżej awans do play-off.

Zła sytuacja w jakiej znalazł się album We Global wynika z dwóch czynników. Pierwszy to ogromne oczekiwania po genialnej płycie We the Best, drugi – fakt, że produkcja zawiera jedynie 13 tracków, z których najlepsze wypłynęły zawczasu do internetu. Nie zmienia to jednak faktu, że singiel Out Here Grindin to najgorętszy chyba club-banger tego roku, oparty na starej, sprawdzonej formule – podkład The Runners, ad-libsy DJ Khaleda, śmietanka najlepszych raperów na mikrofonach i refren Akona/T-Paina. Magia takiego połączenia wciąż działa, a w omawianym utworze artyści dodatkowo przechodzą samych siebie, prezentując naprawdę bardzo dobre zwrotki. Na osobne zdanie pochwały zasługuje przede wszystkim Lil’ Boosie, który w ostatnim czasie wyrasta na jedną z największych nadziei Dirty South:

I wake up to get my cake up I’m Alton Brown.
What can I say – I’m a product of my environment.
Uh oh, I’m in the game, watch me do me.
Kickin these niggas, Khaled man call him Bruce Lee.
Summer, winter, spring – I can’t forget the fall,
I still remain a dog, a diabetic and all.
All I want is my paper, I don’t care what they say.
They stick their tongue out when they bow they head (’cause we the best).

Gdy dodamy do tekstu rewelacyjny, agresywny i oryginalny flow Lil Bossiego, otrzymujemy jedną z najlepszych zwrotek na omawianej płycie. Utwór Go Hard będący drugim singlem promującym We Global, jest również bardzo mocnym momentem wydawnictwa. DJ Khaled zapowiadał, że numer ten zmieni biznes muzyczny i mimo że w oczywisty sposób przesadził, nie można odmówić trackowi dobrze wykorzystanego przebojowego potencjału. Kanye West najwyraźniej zakochany w Auto-Tunie dostarcza nam dobre zwrotki, choć najlepszym w tej konwencji występem rapera wciąż pozostaje Put On z płyty Young Jeezy’ego. Kolejny świetny podkład The Runners ubarwiony jest tym razem refrenem T-Paina – również może nie najlepszym w karierze, jednak wszystko do spółki tworzy naprawdę niesamowity utwór, który na długo zagości w głośnikach słuchaczy.

Płyta We Global przynosi nam jeszcze 2 równie niesamowite numery. Pierwszym z nich jest kolejny joint autorstwa The Runners zatytułowany Go Ahead. Tematyka luźno związana z kobietami jest pretekstem do charakterystycznych przechwałek. Z plejady gwiazd najlepiej wypada Fabolous, który z każdą gościnną zwrotką zwiększa mój apetyt na nadchodzącą solową płytę, i popisujący się rewelacyjnym flow Flo Rida. W refrenie słyszymy tym razem Lloyda, któremu coraz lepiej wychodzą kolaboracje z raperami. Kolejnym trackiem, dla którego z pewnością warto posiadać We Global jest rewelacyjny She’s Fine z gościnnym udziałem Busta Rhymesa, Missy Elliott i Seana Paula. Za prosty acz bujający podkład odpowiada Danja, wykonawcy dają z siebie wszystko i utwór zrobi na pewno ogromną karierę w klubach.

Na opisanych czterech numerach momenty rewelacyjne niestety się kończą. Jest jednakowoż czego posłuchać. W numerze We Global artyści opowiadają o sukcesie jaki stał się ich udziałem, śpiewane partie dostarczają Ray J i Trey Songz, a całość urozmaica niezła zwrotka Fat Joe. The Runners przygotowali tym razem spokojniejszy podkład i całości, choć nie powala, słucha się bardzo przyjemnie. Kolejnym tego typu numerem jest Final Warning z największą na płycie ilością gości. Numer miły jest w odbiorze, jednak z pewnością nie wykorzystano w nim potencjału raperów. Dodatkowo, ciekawi mnie obecność na jednym tracku legendy Południa – Buna B – i jednego z najgorszych raperów współczesności – Shawty Lo. Ten po wydaniu najbardziej chyba żenującej płyty dziesięciolecia, paradoksalnie zdobył sobie coś w rodzaju uznania i numer z We Global jest kolejnym trackiem niepotrzebnie zaśmieconym przez jego zwrotkę. Na uwagę zasługuje jeszcze solowy numer Nasa, który wnosi powiew urozmaicenia w południowe nawijki charakterystyczne dla pozostałych utworów. Drugi solowy numer – Red Light The Game’a – jest do przesłuchania, jednak sprawia wrażenie jakby nie zmieścił się na L.A.X. i na siłę wypełniał zawartość We Global.

O ile na We the Best utwory dzieliły się na dobre i bardzo dobre, tak na najnowszym wydawnictwie mamy do czynienia z trzema przeciętnymi numerami, które nic na płytę nie wnoszą. Mowa tutaj o trzech ostatnich trackach a mianowicie Bullet, Blood Money i Defend Dade. Niezbyt oryginalne podkłady, wyświechtana tematyka i raperzy w słabej formie (jedynie Ace Hood zasługuje na pochwałę) to główne wady wymienionych utworów. Trzy słabe kawałki na albumie to nie tragedia, jednak biorąc pod uwagę, że płyta zwiera jedynie 13 tracków, jest to całkiem spory procent. Dodatkowo odnajdujemy na We Global utwór Fuck the Other Side – całkiem niezły jednak znany już od dawna nawet w wersji z Trick Daddy’ym, do której powstał niedawno teledysk. Mamy więc do czynienia z kolejnym wypełniaczem, co wydaje mi się dziwnym ze strony Khaleda posunięciem.

Pojawiła się przed chwilą po raz pierwszy postać debiutanta Ace Hooda – protegowanego DJ Khaleda, któremu pragnę poświęcić osobny, krótki akapit. Wielkimi krokami zbliża się premiera płyty artysty zatytułowanej Gutta, a przy okazji We Global dostaliśmy przedsmak tego, czego możemy się spodziewać po młodym wykonawcy. Ace pojawia się w 4 utworach i trzeba przyznać, że robi wrażenie. Nawet krótkie intro Standing On The Mountain Top po niezbyt porywającym wstępie DJ Khaleda, jest małym arcydziełem samym w sobie. Ace Hood posiada poprawne teksty i niesamowity, agresywny, różnorodny flow, który sprawia że brzmi dobrze nawet obok takich wykonawców jak Trick Daddy, Rick Ross czy sam Bun B. Promujące płytę Gutta tracki Cash Flow i Ride tylko powiększają apetyt na wydawnictwo i sam czekam z niecierpliwością na debiutancką płytę młodego wykonawcy.

Gdyby We Global było pierwszym albumem DJ Khaleda, byłbym wydawnictwu na pewno dużo bardziej przychylny. Kilka słabych numerów, wypełniacze i być może moje zbyt duże oczekiwania wpływają na lekki niedosyt, jaki został we mnie po obcowaniu z omawianą produkcją. Mistrzostwa więc w tym roku nie ma, zarówno w aspekcie artystycznym jaki i komercyjnym (niecałe 50 000 sprzedanych płyt w pierwszym tygodniu). Mam jednak nadzieję, że wpłynie to na Khaleda dopingująco i w przyszłym roku nie popełni opisanych błędów i dostaniemy płytę co najmniej na miarę We the Best. Mimo wszystko polecam zapoznać się z albumem, choćby po to, żeby rozgrzać się w zimne, jesienne dni.

Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris

2 Comments

  • d4l 27 września 2008

    shawty lo>>>>>>chris

  • lol69 25 września 2008

    dj khaled to ciota. nawet rapować nie umie, w out here grindin rapuje tyle co nic, o ile można nazwać to rapowaniem. DJ Khaleka nie Khaled.

Comments are closed.