
W naszym smutnym kraju pewnych spraw nie da się przeskoczyć i kropka. Link do artykułu o tym, że Jay-Z podrapał się po tyłku, dostanie dziesięć razy więcej kliknięć, niż art o powrocie Afrika Bambaataa na scenę. Możemy się pocieszać tym, że w ostatnich latach także w USA wielu zasłużonych muzyków i twórców kultury hh nie zbiera należytego szacunku i topi się we własnej frustracji. Niezauważone przechodzą nowe płyty Canibusa, Masta Ace’a, Nelly dissuje KRS-One’a, a tymczasem Irv Gotti kosi tyle hajsu, że bezproblemowo może zafundować sobie kolejną operację odsysania tłuszczu z cycków.
Jednak za oceanem liczba konsumentów kultury hiphopowej jest na tyle duża, że nawet twórcy niszowi posiadają zwykle jako takie grono słuchaczy – w naszej części Azji jest znacznie gorzej. Wiadomo jak wygląda przeciętna „impreza hh” w polskim mieście: Ja Rule i Beyonce w porywach do Snoop Dogga i 50 Centa. Trzeba się długo nałazić, żeby znaleźć coś ciekawszego. I nie chodzi mi tutaj o jakieś kosmicznie hardcorowe produkcje ściągnięte ze strony www.wypasiony.undergroundowy.hh.dla.megaortodoksów.com, a jedynie o coś ciut mniej osłuchanego niż „In da club” albo „Still DRE”. I chora wydaje mi się sytuacja, w której mam piać z radości, że w głośnikach ktoś w ogóle r y m u j e , bo przecież tzw. „hiphopowa” publika woli podrygiwać w rytm zawodzenia jakiegoś imbecyla, typu „fuck you hoe, bla bla bla…”
No dobra, lekka zmiana tematu. W cieniu doniesień o kolejnych nagrodach dla Ushera, kakaowych harcach Lloyda Banksa, oraz o tym, że Mase strzelił gola, pojawiła się tu i ówdzie nieśmiała wzmianka o nowej płycie filadelfijskiego składu Jedi Mind Tricks. JMT są jak dla mnie numerem jeden w rapie z miasta Philly (pozdrówka dla fanów Roots), a „Legacy of blood” to najbardziej miodna produkcja jaką słyszałem przez ostatnie kilka miesięcy. Załaduj krążek, uruchom sprzęt, a dostaniesz 13 bombowych tracków, bez choćby jednej słabizny. 13 wypasów, których będziesz chciał słuchać non stop, aż pęknie sznurek łączący uszy.
W chwili obecnej w Jedi Mind Tricks zapodaje Stoupe (podkłady) oraz Vinnie Paz (rymy). Wcześniej był jeszcze Jus Allah, ale wyleciał po drugiej płycie, bo był ponoć niegrzeczny i nieposłuszny. Przy pierwszym zetknięciu się z twórczością JMT, czynnikiem powodującym opadnięcie żuchwy słuchacza na wykładzinę, są przede wszystkim beaty. Mówiąc krótko i dosadnie, Stoupe jest cholernym geniuszem. Obok czterech płyt Jedi Mind Tricks, udowodnił to również na ostatnim mega-albumie Canibusa – „Rip the Jacker”. Płodzi tak niesamowite, kosmiczne, nader rozbudowane, melodyjne, polifoniczne, bombastyczne i porażające podkłady, że można jedynie wyć z zachwytu niczym osioł.
Gdy już wszyscy pójdziemy do Nieba, na pewno na jednej z chmurek zasiądzie Stoupe, Premo, RZA, Havoc i może ktoś jeszcze (Doktora Dre tam nie będzie, bo on się nie umie dobrze bawić, co widać w dowolnym klipie z jego udziałem), i będą wspólnie grać na harfie, yeah.
Vinnie Paz to kwestia trochę bardziej złożona. Koleżka na pewno obdarzony jest pewną charyzmą, i rymuje całkiem wyśmienicie. Mało który MC potrafi obracać się tekstowo w kręgach dzikiej i nieokrzesanej przemocy, nie popadając przy tym w prostactwo – Vinniemu się to zazwyczaj udaje. Zapodaje w bardzo efektowny sposób, obrazowo i błyskotliwie, skupia na sobie uwagę słuchacza i zawsze stara się dominować. Jednak jego hiperagresywny styl, na dłuższą metę jest trochę męczący; po pierwsze – jest monotematyczny, po drugie – brakuje mu dystansu do samego siebie, po trzecie – często nie umie stonować przekazu, i dopasować się do delikatniejszych podkładzików, po czwarte – zdarza mu się walić straszne bzdury (najczęściej wtedy, gdy proklamuje homofobię i nienawiść do religii innych niż islam). Dlatego właśnie najlepiej słucha mi się tych kawałków JMT, na których udzielają się goście.
I tutaj dobra wiadomość: na „Legacy of blood” featów raczej nie brakuje. Na dwóch największych diamencikach albumu wymiatają GZA (wgniatający w fotel On the Eve of War – w ramach reanimacji proponuję chilloutowy remix) i Killah Priest (w stosunkowo łagodnym tracku Saviorself). Niewiele gorsze, (czytaj: zdecydowanie fenomenalne) są kawałki The Age od the Sacred Terror (sample i scratche w postaci jaką tygrysy lubią najbardziej), The Worst (minimalistyczny podkładzik sprawia, że czuję się jak dziecko w kołysce), Verses of the Bleeding (rollercoaster w stylu bragga, na feacie Des Devious), Beyond the Gates of Pain (mrocznawy, a jednocześnie spokojny, gościnnie Sean Price), And so it Burns (brzmienie typu „wrzuć granat do filharmonii”), Me Ne Sballo (tak mi brzmi trochę „bałkańsko” – jedna z największych porcji przyjemności na płycie). Scars of the Crucifix i The Philosophy of Horror są nad wyraz udane, jednak cierpią trochę z powodu braku featów, i wspomnianego niedopasowania flowu Vinnie Paza, któremu sztuka ta udaje się za to w doskonałym tracku Before the Great Collapse – poruszającym testamencie samobójcy. Na do widzenia dostajemy ociekający scratchami, wyśmienity bonusowy kawałeczek ukryty.
Bardziej w temacie tekstów – co tu dużo gadać; dostajesz dobrą godzinę Filadelfijskiej Masakry Piłą Łańcuchową, z minimalną ilością przerw na otarcie potu z czoła. W tracku z GZA Vinnie podsumowuje: „This is raw, all across the board, Liquid Sword chamber; If it’s coming from my jaw, then it’s pure anger”.
JMT już raz zniszczyli mnie totalnie – swoją drugą płytką „Violent by Design”. „Legacy of Blood” jest również produkcją stuprocentowo udaną – dzięki takim perełkom wierzę w to, że rap w USA wciąż się rozwija, a nie rozcieńcza w potokach wypocin popowych artystów. Mariah Carey dusi biustem Jadakissa, który szamoce się, niczym ofiara mainstreamowego, medialnego chłamu. Nie daj się oślepić telewizyjnemu reflektorowi – sprawdź nowe JMT, światełko w tunelu.
See U next time.
Tracklista:
01. Intro
02. Age of Sacred Terror
03. Scars of the Crucifix
04. Death Falls Silent (interlude)
05. Saviorself – f/ Killah Priest
06. On the Eye of War [Julio Cesar Chavez Mix] – f/ GZA
07. Darkest Throne (interlude)
08. Worst
09. Verses of the Bleeding – f/ Des Devious
10. Beyond the Gates of Pain – f/ Sean Price
11. Farewell to the Flesh (interlude)
12. And So It Burns
13. Spirit of Hate (interlude)
14. Me Ne Shalto
15. On the Eve of War [Meldrick Taylor Mix] – f/ GZA
16. Winds Devouring Men (interlude)
17. Philosophy of Horror
18. Of the Spirit and the Sun (interlude)
19. Before the Great Collapse
20. Bonus Track
iGor