VNM – Etenszyn: Drimz Kamyn Tru (recenzja)
Polski Rap i Hip-Hop Recenzje

VNM – Etenszyn: Drimz Kamyn Tru (recenzja)

VNM - Etenszyn: Drimz Kamyn Tru
VNM – Etenszyn: Drimz Kamyn Tru

No dobra, my tu gadu gadu, ale czas na konkrety. Zacznijmy więc, od największej wady „Etenszyn: Drimz Kamyn Tru†(no nie mogę…), czyli tego cholernego śpiewu i inspiracji za taki wybór artystyczny odpowiedzialnej. Pamiętacie serię skeczy Dave’a Chappelle’a pt. „when keeping it real goes wrong†? Często gdy patrzę na dokonania polskich wykonawców (to że nie słucham, nie znaczy, że nie wiem, co się dzieje), mam ochotę sparafrazować to na „when inspiration goes wrong†. A może powinienem napisać „łen inspirejszyn gołs rong†?… Anyłej, wiele jestem w stanie wybaczyć i choć oczywiście wkurwia mnie, że taki Mes oparł swoją karierę na flow ukradzionym Fabolousowi, to tutaj przynajmniej jest się na kim wzorować. Jeśli jednak inspiracją wykonawcy podczas tworzenia płyty są Drake i J. Cole… nie może się to dobrze skończyć.

Do śpiewania na albumie VNMa przyczepić się można na dobrych kilka sposobów. Raper przede wszystkim tego robić nie potrafi, do czego niby sam się przyznaje, ale autoironia nie zawsze wystarcza, by usprawiedliwić swoje bezsensowne poczynania. Ów śpiew znośny jest w jednym tylko numerze. „Weekend†, bo o nim mowa, nawet jakoś mi wszedł przy pierwszym przesłuchaniu jeszcze przed premierą całości, ale wtedy myślałem, że będzie to jedyny wyskok w tym stylu na przynajmniej kilka następnych lat. Tymczasem otrzymałem tego typu eksperymenty w co drugim kawałku, czy nawet częściej. Pomijając jednak brak talentu VNMa do śpiewania i ewidentne fałszowanie, którego nie ratuje nawet lekko nałożony Auto-Tune, wstawki tego typu zupełnie rozbijają spójność zwrotek i właściwy flow (tak to nazwijmy) wykonawcy przestaje momentami robić wrażenie. Leci sobie bowiem chłopak w starym dobrym stylu, gdy nagle słyszę: „wtedy padał grad, padał graaaaad†i zadaję sobie pytanie, czy zwariowałem i tylko ja uważam, że jest to żenująco słabe, czy wszyscy w Prosto stracili słuch, czy VNM daje w ryj każdemu, kto go skrytykuje, czy… no już sam nie wiem, co może być powodem puszczenia czegoś takiego do obiegu. Fałsz, brak umiejętności, czy rozbijanie zwrotek to jednak nic w porównaniu z tym, co jest największą wadą tego śpiewania – są to po prostu marne próby naśladowania wspomnianego Drake’a. VNM buduje melodie jak on (o ile możemy tutaj mówić o melodiach), intonuje jak on, składa zwrotki i rymy jak on – po prostu kradnie chłopakowi styl. Pomijając fakt, że w moim odczuciu samo słuchanie Drake’a zakrawa na problemy z gustem muzycznym, to w tym przypadku możemy powiedzieć nawet nie tyle o inspiracji, lecz plagiacie. Gdy słyszę natomiast, że „padał grad, padał graaaaad†brzmi to wręcz jak niezamierzona parodia, a to już jest naprawdę poważnym problemem.

Na śpiewaniu jednak wady opisywanego albumu niestety się jeszcze nie kończą. Ogromne zarzuty mam do obniżenia o co najmniej dwie klasy poziomu składania rymów przez VNMa. Był on od zawsze wykonawcą nierównym, niektóre konstrukcje słowne bywały naciągane, ale tak naprawdę każde niedopatrzenie bardzo szybko rekompensował mi ostrym punchem, czy błyskotliwą serią podwójnych. Teraz natomiast ciekawych konstrukcji słyszę naprawdę mało. Widać, że VNM cały czas coś ze słowem kombinuje, ale często nie są to już typowe podwójne czy potrójne rymy, lecz składane konstrukcje słowne oparte na jednym długim i jednym krótkim acz często powtarzającym się wyrazie. Nawet jeśli słowa się nie dublują, to słyszymy co chwilę kończenie wersów na „ich†, „jej†, „cię†, „mi†, „i†, „to†, „bo†, „się†, a czasem VNM już ewidentnie nie może znaleźć rymu, więc wali na koniec wersu nic niewnoszące merytorycznie „ej†. Bywa, że posuwa się do konstrukcji w stylu „robię swoje i pierdolę co w tej chwili modne/ nawet jeśli ci dookoła mają z tym problem†, co nawet w konwencji follow-upa jest już wyrażeniem oklepanym do przesady. I pomyśleć, że ten koleś potrafił nawinąć kiedyś coś w stylu „nos mnie boli, bo koks jest drogi,/ wóda – piję ją bez coli, bo mocniej robi,/ nie wiem, czy na lot z dropsem los pozwoli,/ bo czuję, że ten stroboskop mnie rozpierdoli†i potem dalej w tym samym kawałku: „tu ziomek po blancie zasłabł, pada na asfalt/ raz, dwa wstaje, chwilę trwa to bo/ jeszcze musiał pokazać, ile zjadł i co…†Tymczasem na „Etenszyn: Drimz Kamyn Tru†(powoli zaczynam się przyzwyczajać…) są 2 (słownie: dwa) zapadające w pamięć punchline’y. „Byłbym niemy, nawijałbym morsem†i „mój hajs ma niezłe libido, często idzie jebać się†to naprawdę mocne linijki i tylko w kontekście tego, co napisałem wcześniej, mam nadzieję, że nie zostały zerżnięte od Drake’a. Dla tych, którzy albumu jeszcze nie słuchali, mam jednak przykrą wiadomość – nic bardziej odkrywczego już się tam nie zdarzy…(>> następna strona)

5 Comments

  • Igor Legoń via Facebook 6 marca 2012

    Jak dla mnie płytka to mocne 4, nie zasługuje na 5, bo Śnieg i Nie po to zalatują gównem, ale reszta jak najbardziej na propsie. Śmieszy mnie trochę krytyka za inspirację Colem i Drakiem, którzy są jednymi z lepszych obecnie na scenie moim zdaniem, śmieszy mnie przyczepianie się do Mesa za flow od Faboulousa, podczas gdy „mam 4 flow na koncert, sprawdź, przewertuj” rozwaliło mnie też to jak podawał te świetne rymy z poprzednich płyt, które tak zapadły w pamięć, które były moim zdaniem słabe, bo jechał je na czasownikach, po czym jakże ostra krytyka za czasownikowe w Piątku :) Nie ma ani słowa o featach co też jest dziwne, nie chce mi się dalej pisać, więc nara wszystkim ;)

  • Przemek Raźny via Facebook 6 marca 2012

    W…

  • Maciej Urycki via Facebook 6 marca 2012

    Jak na mój gust muzyczny to 4,5/5 ;-)

  • Michał Szemberski via Facebook 6 marca 2012

    nie a ty

  • Michał Szymański via Facebook 6 marca 2012

    żenada w chuj, nie wiem czemu się ludzie tym jarają

Comments are closed.