
Ciężko o tej osobie powiedzieć coś innego niż inteligentna, wyrazista, pomysłowa, utalentowana i na dodatek wyjątkowo ładna. Jak lubi o sobie mówić – uliczna poetka, nierozerwalnie związana z Hip-Hopem, ale pełna miłości dla muzyki w ogóle. Rapuje, śpiewa, pisze, tańczy, produkuje i do tego zawsze znajdzie czas dla fanów – moi drodzy… niepowtarzalna Miss Yarah Bravo!
– Jakub Dymek – Jesteście na półmetku waszej trasy, jak się czujecie? Teraz lecicie przecież aż do Nowej Zelandii…
– Yarah Bravo – Nigdy tam nie byłam, i po prostu nie mogę się doczekać! Będzie świetnie – reakcje na naszą płytę w Nowej Zelandii były fenomenalne; byliśmy numerem jeden na listach, tych niekomercyjnych oczywiście. Mamy tam wielu fanów, zapowiada się lepiej niż nieźle! Byłam już w Australii, którą kocham, mają tam niesamowitą scenę hip-hopową!
– J.D – Wiesz, zastanawiałem się – Spędzacie razem tyle czasu, jesteście w trasie wszyscy a aucie. Zdarzają Wam się kłótnie?
– Y.B. – Spędzamy tyle czasu razem, że właściwie jesteśmy już rodziną, jest jak między Tobą a Twoją mamą czy tatą. Kłócisz się w przeciągu sekundy i w następnej sekundzie już o tym nie pamiętasz – tak to wygląda w rodzinie i tak też jest u nas. Jesteśmy rodziną – i nie ma w tym nic denerwującego…
– J.D. – Jesteście na KEMPIE drugi dzień. Jak wrażenia?
– Y.B. – Czuję się świetnie! Wiesz, dla mnie to jak drugi dom – tyle miłości! Kiedyś powiedziałam, że to dla mnie jak nowe Święta. Nie będę już obchodzić Bożego Narodzenia, będę świętować KEMP !
– J.D. – Nie boisz się, że festiwal kiedykolwiek przerodzi się w coś komercyjnego?
– Y.B – Nieeee!
– J.D – Nawet za 10 lat?
– Y.B. – No, może za dziesięć lat, ale wtedy znajdziemy inne miejsce. Nie możemy tego kontrolować – może kiedyś ludzie z pieniędzmi będą chcieli to przejąć, ale póki się to nie stanie mam zamiar się tym [festiwalem] cieszyć. Dla mnie to piękna rzecz, a to, że nie jest komercyjna jest w tym piękne. Każdy jest tu z powodu miłości dla Hip-Hopu. I dla niczego poza tym!
– J.D. – Na Kempie Vadim jest prawdziwą gwiazdą. Lubi to?
– Y.B. – On to kocha! Mieliśmy lecieć już wczoraj, ale odwołaliśmy swoje rezerwacje. Vadim chciał wrócić do domu, wszystko zorganizować, przepakować się, bo lecimy do Nowej Zelandii. Ale tutaj jest obdarzany taką miłością, że od niego wyszło „zapomnijcie, nie wracamy – zostajemy tutaj”
– J.D. – Jest skromny, nieco nieśmiały, czyż nie? Wczoraj na scenie Dj Statik, krzyczał, skakał i żonglował winylami. Vadim jest raczej daleki od takiego występu…
– Y.B. – On nie jest takim typem, ma w sobie sporo rezerwy. On czuje to w sobie, ale nie jest showmenem. Lubię to w nim, nie jest arogancki. Nie musi być „aaaargh!!!” na scenie (cokolwiek to znaczy – Kuba), on po prostu stoi i cieszy się muzyką. Jest „skromną gwiazdą”
– J.D – Konferansjer zapowiadając Oneself powiedział o Tobie „Ta mała dziewczynka, Yarah Bravo” – nie traktujesz tego jako przytyku do Twojej osoby?
– Y.B. – Nie! Oczywiście, że nie – co w tym obraźliwego? Jestem niska (Yarah ma 152 cm wzrostu przyp. Kuba) i to jest spoko. Myślę, że niscy ludzie, nie obrażając Ciebie, mają większe osobowości – muszą, bo nie zdobędą szacunku po prostu stojąc. Wysocy mogą tylko stać, ale niscy aby zostać zauważonymi i usłyszanymi muszą być wyraziści. Dlatego nie myślę, że to było obraźliwe. Wiesz, robię sporo rzeczy na swój sposób, ponieważ jestem taka mała i „słodka”
– J.D. – Myśleliście już o nowych nagraniach po zakończeniu trasy?
– Y.B. – Jasne, w kółko robimy muzę, nie wiedząc „po co” – na nową płytę? Nowy album? Nie wiemy… Ale Ninja Tune zależy na wydawaniu nowych płyt więc z pewnością coś jeszcze zrobimy. Kiedy? Nie wiem…
– J.D. – Kiedy ostatnio rozmawialiśmy mówiłaś, że masz zamiar poświęcić więcej czasu produkcji – jak Ci idzie?
– Y.B. – Eksperymentuję…
– J.D. – Vadim Ci pomaga?
– Y.B. – Nieeeee… (chwila zastanowienia – przyp. Kuba) Ponieważ… Chcę robić to na własny sposób, uwielbiam odkrywać coś na własną rękę. Wiem jak pracować z MPC, wiem jak użyć sampla i tak długo jak wiem jak pracować ze sprzętem nie potrzebuję pomocy. Nie chcę brzmieć jak Vadim, właściwie nie mogę brzmieć jak Vadim, on ma tak dobre brzmienie. Chcę zrobić coś samemu – czasami kiedy pracuję on przychodzi mówi „Hej, co jest? Jak Ci idzie?” a ja mówię po prostu „Wyjdź!”, ponieważ chcę mieć własny styl, własne dzwięki…
– J.D. – Jest na świecie jakikolwiek producent, który Cię inspiruje? Jakiś styl, który chciałabyś reprezentować? Pomiędzy Vadimem a Madlibem?
– Y.B. – Nie można tak powiedzieć… Tak samo jak z moim rapem – nie chcę brzmieć jak ktokolwiek inny. To samo chcę osiągnąć z moją muzyką, moją produkcją… coś pomiędzy Madlibem i Vadimem? To byłaby szalona rzecz, piękna rzecz, ale ja nie chce taka być. Chciałabym, żeby ktoś posłuchał mojej muzyki i powiedział „Ej, to jest COŚ INNEGO”. Jest taki producent w Hiszpanii, właściwie to jeden z moich najulubieńszych producentów na świecie i jego rzeczy brzmią jak coś czego nigdy w życiu wcześniej nie słyszałeś! Brzmi jak nikt inny i ja właśnie to chcę robić! Nie chcę robić podkładów jak on, ale tak samo chcę być zupełnie inna! Nie chcę być mieszanką czyichś stylów, chcę brzmieć jak Yarah!
– J.D. – Jasne, Hip-Hop musi być innowacyjny! Wam się to udało – chociażby te cytaty z ulotek Oneself [zespół na swoich „flyerach” miał cytaty z magazynów czy audycji radiowych m.in. „Some of the most inventive shit of our time…” przyp. Kuba]
– Y.B. – Tak, a to tylko mała próbka (pochlebnych recenzji)! To niesamowite!
– J.D. – A zdarzyło się wam podczas trasy zagrać gdzieś gdzie ludzie Was nie czuli?
– Y.B – Niespodziewanie… [chwila konsternacji] Nie! Nie zdarzyło się. To pierwsza płyta – nie mieliśmy pojęcia jaka może być reakcja ludzi. Zdarzyło nam się grać na festiwalu rockowym, gdzie byli tylko fani rocka. Wyszliśmy i a ludzie : „co to za gówno?” Ale gdy zaczęliśmy występ Ci ludzie skakali, krzyczeli a po koncercie przychodzili mówiąc „nie lubię hip-hopu, ale to było coś niesamowitego”. Innym razem, w Rzymie graliśmy przed klasyczną publicznością [przed ludźmi z koncertu muzyki poważnej – przyp. Kuba]. Ludzie siedzieli w smokingach, pili swoje koktajle, gówno ich obchodziliśmy ale po koncercie mówili „Wow, to piękna muzyka”. Na każdym koncercie mieliśmy owację na stojąco!
– J.D. – Jest ktoś, kto występował na głównej scenie HHKEMPU, kogo wcześniej w ogóle nie słyszałaś?
– Y.B. – Nie, większość grup znam , ponieważ byłam tu tak wiele razy. Zespoły z Czech? Ich też. Austria? Niemcy? Większość z nich spotkałam w trakcie swoich podróży. Wiesz, ludzie którzy nie najeździli się tyle co ja mogą nie znać np. tych Czechów, ale ja dzięki temu, że byłam tu tyle razy i miałam taką możliwośc – ich poznałam. Znam tu wielu ludzi i pomaga mi to się świetnie bawić.
– J.D. – Pamiętasz, wczoraj Inspecta Deck myślał, że jest w Pradze – wołał „Wassup Prague!?” i temu podobne rzeczy…
– Y.B. – Mmm… myślę, że to jest strrrrasznie aroganckie. Wiesz siedzieliśmy na backstage’u, kiedy on przyszedł i wszystkich wykopał. Miał ze sobą ochroniarzy i powiedział, że chce być sam. Ja? Ja bym nigdy, przenigdy tak nie zrobiła! Nigdy nie chciałabym, żeby mój menadżer wszedł i powiedział „Wyjdźcie! Oneself chcą być sami” – nigdy! Nienawidze tego! Właściwie on nie jest nawet sławnym gościem z Wu-Tang’u. Na HHK nie chodzi o gwiazdy, tylko o muzykę. Nie przychodzę tu myśląc o sobie jak o pieprzonej gwieździe. Jestem tu jako fan, Tak –występuję na scenie, ale też jestem fanem. Wiesz, nigdy mi się nie zdarzyło powiedzieć złej nazwy miasta. Nigdy! Zawsze się bardzo starałam, ponieważ każde miasto, w którym występowaliśmy było inne od poprzedniego. Mogę przyznać, że miałam kłopoty z wymówieniem nazw miejscowości. Wciąż nie mogę powiedzieć
– J.D. – Powiedziałaś to całkiem nieźle ;)
– Y.B. – Ale to zajęło taaaaaak dużo czasu. Ćwiczyłam przed występem, powtarzałam to w kółko, wciąż i wciąż przed występem…
Rozmawiał: Jakub Dymek