Kim jest J-Zone?
Wywiady

Kim jest J-Zone?


J-Zone to wyśmienity producent, który ma na swoim koncie współpracę z największymi: Masta Ace, King T, J-Ro, Louis Logic, Tame One czy Grand Puba. O swoim rapie, nowych produkcjach, finałach NBA, masturbacji, pornosach i Whitney Houston w rozmowie z Krzyśkiem Prażanowskim…

J-Zone to nie tylko producent. To również wydawca, raper, dj, dziennikarz i wielki fan koszykówki. W swoich kawałkach wciela się w różne postacie: znany jest jako Captain Back$lap, The Tom Jones of Rap, The 2006 Bobby Brown, Chief Chinchilla czy wreszcie Kenny Hoggin$.

Wyznaje zasadę „Fuck You, Pay Me„, z laskami umawia się tylko w lokalach typu Mc Donalds czy White Castle (o którym mówi „Le Chateau Blanc”), a kobiety, które mają gromadkę dzieci nie mają czego szukać w jego towarzystwie. Na początku roku wspólnie z Celph Titled wypuścił album „Boss Hog Barbarians – Every Hog Has It’s Day„.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z tym oryginalnym artystą.

==================================================

Nadal umawiasz się z dupami w Le Chateau Blanc?

J-Zone: Wogóle się już nie umawiam! Te laski doprawadziły mnie do szaleństwa. Teraz to ONE muszą mnie wyciągać, bo ja nie mam ochoty wkładać w to jakiegokolwiek wysiłku. Jestem już blisko odpuszczenia sobie tych szalonych lasek, bo mam do nich pecha jak cholera. Teraz chodzi tylko o MNIE.

Wiem, że ciężko Ci w to uwierzyć, ale są w Polsce ludzie, którzy NIE WIEDZĄ kim jest J-Zone. Możesz powiedzieć nam kilka słów o sobie? Jesteś mc, djem, producentem, alfonsem, fanem koszykówki…Coś jeszcze?

J-Zone: W sumie dziwi mnie to, że ktoś w Polsce wogóle mnie kojarzy (śmiech). Większość ludzi tutaj w Stanach nie ma pojęcia kim jestem, więc to wcale nie jest takie trudne. Przede wszystkim jestem producentem, chociaż również rapuję. Jestem dj’em, mam własny label, piszę artykuły do magazynów, jestem wreszcie wielkim fanem koszykówki. Powiedziałeś praktycznie wszystko, tyle, że nie jestem alfonsem. Skupiam się na sianie, nie sądze bym mógł bardziej zlewać te przerażające dziwki. Jedyne na czym mi zależy, to mieć jakieś prawdziwe kobiety w swoim otoczeniu. Rap groupies już mi się znudziły i poszły w odstawkę.

Przeczytałem gdzieś, że zrobiłeś soundtrack do pornola. Powiedz więęęęcej! To było tylko robienie bitów czy wiesz…grupowe dymanie Captain Back$slapa?

J-Zone: (Śmiech). Nieee, to były tylko bity. Nawet nie widziałem tego filmu. Po prostu wysłałem im bity, a oni ich użyli. Dowiedziałem się potem, że moja muzyka ma dla nich to “pornolowe” brzmienie. NADAL nie widziałem tego filmu! Nawet mój ojciec go widział, bo mu wysłałem kopię. W sumie pornosy mnie nie jarają, po prostu lubię robić do nich muzę. Nie mogę oglądać pornola, bo nie znoszę oglądać kolesi. Może wiesz…jakaś kobieca akcja. Ale nie kupuję pornoli czy coś w tym stylu. Jadę na ręcznym przy zdjęciach normalnych lasek (śmiech). Bardziej mnie kręcą laski na ulicy niż dziwki z pornoli.

To jak? Możemy liczyć na jakieś zwariowane sex historie na twojej następnej płycie?

J-Zone: Niee, nie rapuję od pewnego czasu. Moje dwa najbliższe projekty to będą instrumentalne koncept albumy. Znajdą się na nich naprawdę pojechane, perwersyjne bity!

Dobra, zmieńmy na chwilę temat. Wrócimy jeszcze do pornoli. Twoja ostatnia produkcja to płyta zatytułowana „Bos Hog Barbarians – Every Hog Has It’s Day”. To było twoje collabo z Celph Titled. Możesz mnie oświecić? Co oznacza ten tytuł? Hog to przecież wykastrowany wieprz…

J-Zone: Nieee (śmiech). Hog to osoba, która poświęca się swojej pracy, czymkolwiek by ona nie była. Pieniądze, władza, mycie garów, napieprzanie z łopatą…cokolwiek robisz, rób to dobrze i z zajebistym zaangażowaniem. To jest właśnie hoggin’. Tytuł płyty oznacza, że każdy z nas będzie miał swoje pięć minut. Każdy będzie miał okazję zabłysnąć. Ja i Celph żyjemy w takim uśpieniu, niezauważani przez underground jak i przez masowego odbiorcę. Musimy zbierać punkty, łapać propsy. Ten album sprzedaje się całkiem nieźle, a jednak nadal zbieramy wiele negatywnych recenzji i przez to ludzie nas niezauważają. Ale “Każdy Kozak Ma Swój Dzień”. Będziemy mieli swoje pięć minut i dostaniemy to na co zasługujemy. Kwestia czasu. Na dodatek – nasz album był wydany niezależnie, własnym sumptem. Sami go tłoczyliśmy. To jest właśnie hoggin’ – nie potrzebowaliśmy labelu, żeby wypuścić naszą muzykę.

Wracając do tych projektów, o których przed chwilą mówiłeś. Nowe płyty są w drodze…

J-Zone: Tak! Planuję wydanie dwóch instrumentalnych projektów tego lata. Jeden z nich jest hołdem dla mojego ulubionego rock-artysty i będzie zatytułowany “Experienced!”. To będzie 10 kawałków, które pewnie wyciekną do internetu, bo rozdaję je moim znajomym. Płyta zostanie też najprawdopodobniej spiratowana…Ale…robię to dla zabawy a nie dla hajsu. To ma być złożenie hołdu a nie sprzedaż egzemplarzy. Zrób wszystko, żeby to mieć – album pojawi się w lipcu! Następnym projektem jest instrumentalny soundtrack do filmu. Roboczy tytuł płyty to “To Love A Hooker”. Jej premiera będzie miała miejsce w sierpniu. Album ma swój motyw przewodni, bohaterów, scenariusz, opowiada konkretną historię. Wszystko to na zwariowanych bitach i zero rapu! To szalony projekt i naprawdę cieszę się z tego, że wychodzi. To jest produkcja w stylu “Old Maid Entertainment”. Skupiam się teraz na bitach, więc raczej nie ma na horyzoncie i w najbliższej przyszłości albumów z rapującym J-Zonem.

Pojawią się jacyś goście? Poza ekipą Old Maid i Mt. Kill-A-Ho? Twoja współpraca z King T, J-Ro i Masta Acem to był kawał dobrej roboty. Szczególnie “Choir Practice” z albumu “Sick of Being Rich”

J-Zone: Nieee, zero gości. Sadat X gra jedną rolę, jest jednym z bohaterów na tej płycie i to wszystko. Na razie odpuszczam sobie rap i pracę z raperami. Skupiam się na bitach. Chociaż, gdyby udało mi się namówić Suga Free na wspólny kawałek, to spełniłoby się moje marzenie.

Powiedz mi, o co chodzi z Twoją fascynacją filmami. Słychać to w Twoich bitach. Wycinasz i używasz tysięcy dialogów z filmów i seriali.

J-Zone: Tak, jestem wielkim fanem starych programów telewizyjnych. Szczególnie seriale detektywistyczne z lat 60, 70 i 80tych. Bardziej TV niż filmy.

Szukałem dosyć intensywnie, ale nie udało mi się znaleźć Twoich teledysków. Nie robisz ich czy tak ciężko je znaleźć?

J-Zone: Jedyne wideo, które zrobiłem to było w 2001 roku – “ Eastern Conference All-Stars”. Pojawiłem się w tym obrazie i to by było na tyle.

Właśnie miałem się Ciebie o to zapytać. Znalazłem Eastern Conference Allstars. Czym jest ten projekt?

J-Zone: To byłem ja i kilku innych raperów w jednym kawałku: Mad Skillz, Tame One, Copywrite, High & Mighty oraz Cage.

Na tym teledysku byłeś jedynym raperem otoczonym przez hmm…panie

J-Zone: (śmiech) Taaa, udało nam się namówić kilka znajomych lasek z college’u. To wideo było pojebane. Ciężko się je kręciło, bo robiliśmy je w miejscu, gdzie pakują mięso. Śmierdziało jak cholera, więc staraliśmy się skończyć ten teledysk tak szybko jak to tylko możliwe!

Często, kiedy słucham Twoich płyt mówię: 'Cholera, J-Zone, pierdol tego Kapitana BackSlapa, daj mi więcej 2006 Bobby Browna!’ Możemy się spodziewać duetu 2006 Bobby i Whitney? Wiesz…historia miłości, nienawiści, koksu i srania na podłogę w kuchni.

J-Zone: Hahaha, daj spokój stary! Oni są naprawdę zwariowani! Bobby przeprogramował tą zdzirę. Wytrenował ją! Jeżeli nagram kiedyś album z wokalami to na pewno będę 2006 Bobby Brown, bo będę na tej płycie śpiewał! Na pewno prędzej zaśpiewam niż zarapuję!

Dobra, pogadajmy o NBA. Clippers kochanie!

J-Zone: Moja ekipa! Mam nadzieję, że dokopią Suns! To naprawdę dobrze widzieć ich w playoffach po 30 latach nieobecności.

Cavs idą ostro

J-Zone: Człowieku, oni grają naprawdę!! Byłem przekonany, że Pistons ich rozjadą, ale na szczęście się pomyliłem. LeBron to jest kurwa to. Liczę na to, że zawstydzą Pistons. To byłaby zwariowana akcja! Heat/Cavs to byłaby klasyczna seria…

And the winner is…Nowitzki

J-Zone: Możliwe. Dirk to mój ziomek, ale będzie im ciężko wygrać z Detroit. Ale jeżeli Pistons i Heat polegną z Cavs, wtedy Dirk i Mavs wezmą wszystko. Mavs nie poradzą sobie z Pistonsami lub Miami, ale na pewno dadzą radę Cavs.

Dobra, ostatnie pytanie o NBA. W Polsce wierzymy, że Maciej Lampe będzie następnym Karlem Malone…

J-Zone: Kto?

(śmiech) Okej. Na koniec kilka słów od “najmilszego jasnoskórego rapera…” Czy naprawdę scena w Stanach jest taka tragiczna? Wiesz, chodzi mi o te wszystkie apele “przywróćcie NY”, “westcoast musi się zjednoczyć” i tym podobne pierdoły.

J-Zone: Jebać Nowy Jork. Wszystko na temat. Jestem stąd, kocham Queens bo tu mieszkam, ale pierdolę Nowy Jork. Nie mogę się doczekać kiedy się stąd wyprowadzę.

Rozmawiał: Krzysiek Prażanowski