
E-40 jest legendą rapu z Bay Area. Nawet jeżeli nie znacie jego twórczości, to na pewno posługujecie się słowami, których jest nieskromnym autorem. O Bay Area, południowym rapie, szacunku i nowej płycie – E-40!
Na początek: gdybyś miał ocenić w 10 punktowej skali, rap z Bay Area wtedy i teraz. Jaką ocenę byś dał obecnie? Biorąc pod uwagę muzykę i cały biznes, który za nią stoi.
E-40: Dałbym dziesiątkę, ale taką na kredyt, ponieważ mam wrażenie, że publika nie kojarzy nas tak bardzo jak resztę sceny. Jednakże nasz talent, nasz rap, produkcja i w ogóle cały ruch Bay Area zasługuje na dyszkę. W porównaniu z przeszłością nic się za bardzo nie zmieniło. A biorąc pod uwagę ten kryzys, potrzebujemy tylko trochę czasu, żeby odzyskać pozycję, przejąć piłeczkę i przestać narzekać.
Więc według Ciebie, nic się nie zmieniło?
E-40: Powiedziałbym, że się trochę polepszyło, z czasem jest coraz lepiej.
Kilka lat temu artyści zaczęli narzekać, że scena z Bay Area jest niedoceniana. Większość z nich mówiła, że scena potrzebuje jedności. Czy dałbyś radę wymienić dwie rzeczy, które udało się zmienić, a które mogły zmienić tą sytuację?
E-40: Jedność to podstawa. Musisz sobie jednak uświadomić, że Bay jest miejscem, z którego pochodzi słowo Playa Hater, wiesz o co mi chodzi? Tu zawsze będą te elementy, wiesz, zepsute jabłka, które będą chciały tu smrodzić. Na szczęście większość tutejszych raperów, większość mieszkańców Bay, ludzi, którzy tu po prostu żyją, ta większość chce widzieć nasze zwycięstwo. W tym jesteśmy zjednoczeni.
Czy fakt, że większość ludzi stąd jedzie niezależnie, sprawia, że Bay wygląda na spokojną scenę?
E-40: Wiesz…niee. Wydaje mi się, że nie mamy innego wyboru niż niezależność. Chociaż z drugiej strony nigdy nie byliśmy na widoku, w takiej sytuacji, gdzie majorsy przychodziły, żeby podpisać z nami kontrakty. Tak więc moim celem jest takie zarządzanie tą sprawą, żeby przyciągnąć ich do Bay. Chciałbym, żeby Bay była takim miejscem, w którym każdy dobry raper dostaje kontrakt w majorsie. Słuchaj, tu jest taka rzeczywistość, że dla niektórych kotów jest to jedyna praca, jedyna droga, żeby nakarmić swoich bliskich. Jeżeli to się uda, nie będziemy mieli problemów z głodnymi dzieciakami i tym podobnymi historiami.
Jak to jest? Czy ludzie z innych rejonów, powiedzmy z Nowego Jorku, mają problem ze zrozumieniem tego czym jest Bay Area? Rozumieją Wasz ruch?
E-40: Dla mnie jest okej. Ciągle mam wrażenie, że nie osiągnąłem jeszcze wszystkiego, co chciałbym w życiu osiągnąć. Ale z drugiej strony, jest kilka rzeczy, z których jestem zadowolony, wiesz o co mi chodzi? Moi najwierniejsi fani wiedzą, że istnieją dla mnie rzeczy, które są ważniejsze niż znajomość naszego slangu. Przede wszystkim sprzedałem mnóstwo mixtejpów: 200, może 300 tysięcy egzemplarzy – bez oficjalnej dystrybucji i super promocji. I taka sprzedaż płyt, bez kontraktu w majorsie, bez całej tej komercyjnej otoczki – to jest coś. Znajomość naszego slangu to nie wszystko – znajomość tego słownictwa nie sprawiła, że tyle ludzi kupowało te płyty. Wiesz, jestem pionierem; to ja zacząłem sprzedawać płyty prosto z bagażnika, całe pokolenie ludzi wyrosło na mojej muzyce. I każdy ma w sobie coś z E-40, może nawet nie zdawać sobie z tego sprawy!
Czy teraz też jedziesz na kolesi, którzy kradną Wasze patenty czy dajesz sobie z tym spokój?
E-40: Wiesz…tylko tyle możesz zrobić. Musisz pozwolić, żeby rapgra się tym zajęła. Nie wkurzam się na tych ludzi, którzy używają naszych patentów, bo prawda jest taka, że to są po prostu nasi fani. Martwi mnie jedynie to, że gdy oni już się wybiją i gdy przychodzi do wywiadów, to oni nie wspominają słowem o tym, ile nam zawdzięczają. Wiesz, dziwi mnie ta ich niechęć do unikania tematu Bay Area. Oni zdają sobie sprawę z tego, że mają nasze wsparcie, że stąd czerpią swoją inspirację. Gdybyśmy to my się tak zachowywali, wiesz, że nic nie mówimy, nic nie robimy, nie pokazujemy się przez pięć lat, to jestem pewien, że ten biznes stałby się po prostu nudny, wiesz o co mi chodzi? My wnieśliśmy do rapgry tak wiele: od poppin’ the collars, poprzez slang, na naszym wożeniu się kończąc. Byliśmy kozakami, hustlerami, nawijaliśmy o tym wszystkim odkąd powstała rap muzyka. Nawijaliśmy o tym, że jesteśmy alfonsami, nawijaliśmy o sukach i całym tym gównie.
Myślisz, że coś by się zmieniło, gdybyś odłożył swój słownik w połowie lat 90-tych?
E-40: Niee, bo wiesz…słownik jest upgrejdowany co cztery, pięć miesięcy. Zawsze będzie się pojawiała jakaś nowa zajawka, jakieś nowe słowo. Zawsze je będę wymyślał. Nie sądze, że słownik rozwiąże jakiś problem, jedyne co może zrobić, to uświadomić kolesiom o co biega w biznesie. Jedyne o co tych młodziaków proszę to o to, żeby płacili nam szacunkiem. Niech przestaną używać naszego slangu, naszej jazdy, naszego dorobku. Niech w końcu przestaną kraść naszą tożsamość. Jeżeli już to robisz, to powiedz komu to zawdzięczasz, stary! „Fo sheezy†czy cokolwiek innego chcesz powiedzieć – powiedz kto Ci to dał!
Twoja solówka wychodzi już za miesiąc. Czego możemy się po niej spodziewać: jakich gości, jakich producentów?
E-40: Okej. Płyta nosi tytuł „My Ghetto Report Card” i wychodzi nakładem Sick-Wid-It / BME / Warner Bros Records. W sklepach pojawi się 14 marca, wiadomo. To jestem ja – E-40. Klasyczny E-40 z odrobiną nowej szkoły. Bity na płytę podklepali Rick Rock, Lil’ Jon, Droop-E reprezentujący Pharmasuticles, prywatnie mój syn. Do tego Bosko i Studio Ton. Wziąłem na płytę mojego człowieka Studio Ton, ponieważ tą płytę traktuję jako moje drugie zwycięstwo, nowy początek. Ziomek wyprodukował moje bangery „Captain Save A Hoe” czy „Hurricane„. Tak więc jeżeli chodzi o producentów, to mam na płycie prawdziwy All Star Team. Jeżeli zaś chodzi o raperów, to na płycie pojawili się ludzie, których naprawdę rozumiem. Jest Too Short, Bun B i Pimp C. Mam Mike’a Jonesa, mam całą ekipę Sick-Wid-It. Na płycie znaleźli się również Turf Talk, B-Legit, Keak Da Sneak i Juelz Santana. Jest również T-Pain, który śpiewa kilka dobrych wersów na moim klubowym kawałku.
Czyli na płycie nie znajdziemy The Click?
E-40: Nie no, B-Legit jest na albumie. Wiesz – mój brat robi filmy i kręci cały ten biznes, D-Shot robi swój solowy album, który też niedługo wychodzi. Moja siostra weszła w gospel – wiesz, robi akcje typu przemówienia w szkołach, takie wiesz, duchowe mowy. Ale nadal rapuje, chociaż robi to w bardziej duchowym stylu, wiesz o co mi chodzi? Tak się sprawy mają. Zdradzę Ci tylko, że niedługo możesz zacząć się rozglądać za nowym albumem The Click.
Czy „My Ghetto Report Card” rozpocznie się w tym momencie, w którym zakończyła się “Breakin News†? Czy tym razem wyjdziesz jednak z inną formułą?
E-40: To taka mieszanka. Ten projekt to jeden z lepszych jointów jakie kiedykolwiek zrobiłem. Liczy się temat, tak samo jak rapy. Całość jest ważna, ponieważ jest tak, że jest kilku raperów, którzy zmieniają swoje tematy. Wiesz – ja pochodzę z czasów, gdy opowiadano dziesiątki historii. Teraz jest tak, że większość fanów nie ma na tyle cierpliwości, żeby usiąść i posłuchać całej historii. Więc to, czego od nas samych teraz wymagamy, to umiejętność tworzenia. Kreatywność ta polega na tym, że wrzucasz do kawałka metafory i panczlajny, a jednocześnie mówisz ludziom jak jest i o co ci chodzi. I to jest właśnie to, co robię, tak właśnie zrobiłem na tej płycie. Dlatego mówię, że jest to mieszanka dojrzałego E-40 z new schoolowym twistem.
Zawsze były robione porównania między Bay Area a Południem. Czy masz wrażenie, że Południe miało jakiś wpływ na Bay i odwrotnie?
E-40: Myślę, że wszyscy wywodzimy się z tej samej muzyki, jesteśmy inspirowani muzyką samą w sobie. Tak samo powie Południe. Widzisz…Południe złoży hołd i przyzna, że dorastało patrząc na to, co się dzieje w Bay Area, widząc naszą niezależną jazdę i naszą ostrą harówę. Południe tak teraz żyje. I oni to powiedzą. Ale muszę też przyznać, że Bay i Południe zawsze się dobrze ze sobą dogadywało. Zawsze czuliśmy południowy rap i pojawialiśmy się na płytach południowych raperów. Byłem na dwóch czy trzech płytach Mastera P. Byłem na albumach Eightball & MJG. Zawsze kupowaliśmy południowy rap i oni o tym wiedzieli. Tak samo oni kupowali naszą muzykę. Tak jak mówiłem, Bay Area i Południe zawsze dobrze ze sobą żyło.
Rozmawiał: Lil Jay/WCNN
Tłumaczył: Krzysiek Prażanowski