Wywiady

Grandmaster Flash


Legenda hip hopu – Grandmaster Flash – był w tym biznesie od samego początku. Zaczynał w czasach, gdy DJing stawiał swoje pierwsze nieśmiałe kroki. Pamięta czasy, gdy o profesjonalnym sprzęcie nie było mowy, a odpowiedniego gramofonu trzeba było długo szukać.

Pamiętasz pierwszy usłyszany dźwięk muzyki?

Grandmaster Flash: Pamiętam mojego tatę puszczającego płyty. Byłem wtedy bardzo, bardzo młody. Pamiętam, że tata miał specjalną szafę, w której przechowywał swoje płyty – był Miles Davis, Stan Keneton, Cab Colloway. Moja mama słuchała Elli Fitzgerald, Leny Horne. Pamiętam, że sprzęt stereo stał w dużym pokoju i nie można mi było się do niego zbliżać. Nie wolno było mi wchodzić do tego pokoju, nie wolno mi było otwierać szafy ojca. Gdy tylko mój tata wychodził do pracy i zamykał za sobą drzwi, od razu biegłem do kuchni, brałem krzesło, otwierałem szafę z płytami, brałem jedną z nich i puszczałem ją na gramofonie. Najlepsze było to, że zawsze starałem się odłożyć płytę dokładnie na to samo miejsce, z którego ją wziąłęm, ale nigdy mi się to nie udawało. Mój tata zwykle wiedział co zrobiłem, dlatego regularnie dostawałem po dupie.

Dlaczego zamiast DJ’em nie zostałeś muzykiem?

Grandmaster Flash: Uczyłem się w zawodówce i nigdy nie chodziłem na lekcje muzyki. Zawsze ich uniakłem. Być może robiłem to z powodu sposobu nauczania, wiesz o co mi chodzi – podręcznik, nuty, notatki…

Swoją wiedzę wyniosłeś więc z innego miejsca.

Grandmaster Flash: Tak, dobrze to ująłeś. Nie rozumiałem rzeczy typu: jak się zapisuje muzykę i jak się gra na klawiszach. Zamiast tego uwielbiałem patrzeć jak mój tata kładzie winyla na gramofonie. Kochałem te momenty.

Kiedy skończył się etap dzieciaka siedzącego w domu przy gramofonie, a zaczęła się era ciebie jako Dj’a?

Grandmaster Flash: Zanim zostałem DJ’em musiałem rozgryźć jak te wszystkie elektroniczne urządzenia działają, jak wyglądają w środku. Chodziłem wtedy na złomowiska, wyszukiwałem różne zepsute rzeczy i próbowałem je naprawić. Zawsze starałem się rozgryźć do czego służą takie a takie części, jak działają obwody elektryczne.

Kiedy więc nastąpił ten przeskok z rozkręcania rzeczy do bycia DJ’em?

Grandmaster Flash: Razem z moimi najlepszymi przyjaciółmi i sąsiadami, Easy Mikem, Trumenem, Monkey Georgem i OJ’em, mieliśmy taki klub, bo ojciec Trumana był gospodarzem domu. Było to na Pell Street i Southern Boulevard w rejonie Hunt’s Point w Bronxie. Robiliśmy tam różne dziwne rzeczy. Tam po raz pierszy przyniosłem cały system stereo i nauczyłem się na jakiej zasadzie działają gramofony. Tam uczyłem się, jak wykorzystać ten sprzęt do dobrej zabawy.

A więc początkiem nie była muzyka lecz technologia?

Grandmaster Flash: Absolutnie, technologia była pierwsza. Całą zajawkę z gramofonami załapałem dużo później. W zachodniej części Bronxu był taki człowiek, o którym wszyscy mówili – DJ o imieniu Kool Herc. Chłopaki opowiadali mi, że koleś robi osiedlowe imprezy. On przynosi sprzęt, a ludzie w każdym wieku przychodzą i bawią się przez kilka godzin. Patrząć na niego mówiłem sobie: 'chwila, lubię te wszystkie techniczne rzeczy, ale patrzcie na tych wszystkich ludzi. Też bym chciał tak robić’. Było to w roku 1973-74. Patrzyłem na tego kolesia jak na superboahtera grającego muzykę, której po prostu nie było w radiu. Był naprawdę niezły, a słuchały go setki, setki ludzi. Było to coś niesamowitego. Był wszędzie – i we wschodniej i zachodniej części Bronxu. Wszyscy się tym jarali.

I tak zacząłeś organizować własne imprezy.

Grandmaster Flash: Tak, zacząłem organizować własne imprezy, ale właściwie to był moment, w którym zacząłem się jakby definiować. Herc grał jeden kawałek z tempem 110BPM, a następny z tempem 82BMP. Gdy grał pierwszy kawałek widać było jak ludzie zgodnie kiwają głowami, ale gdy zmieniał kawałek widać było małe zamieszanie w tym harmonijnym ruchu publiki. Wtedy właśnie skalkulowałem sobie w głowie taki współczynnik zgodności i zmieszania. Doszedłem do wniosku, że nie zawsze przejście z jednego bitu do drugiego jest płynne. Myślę, że wtedy właśnie powiedziałem sobie, że każdy kawałek ma swój najlepszy fragment i te wszystkie najlepsze części muszę w jakiś sposób połączyć tak, żeby tempo pozostało to samo. Wiedziałem, że musi być jakiś sposób na połączenie popu, rocka, jazzu, bluesa, funku, R&B i znów popu tak, by stworzyć z tego jedną spójną całość. Od tamtgo momentu przestałem chodzić na osiedlowe imprezy i do naszego klubu. Czuję, że było to jakieś wezwanie od Boga. Wyruszyłem na poszukiwanie. Siedziałem w pokoju, skupiłem się na technicznej części gramofonów i zacząłem szukać odpowiedniej igły. Kolejnym etapem było poszukiwanie gramofonu z odpowiednim momentem obrotowym. Wymyśliłem tedy coś takiego: jeśli talerz był w stanie inercji i po naciśnięciu przycisku power gramofon uzyskiwał normalną prędkość w mniej niż jedna czwarta obrotu, miał odpowiedni moment obrotowy. Tak więc wciąż biegałem i szukałem odpowiedniego gramofonu. Szukałem u Fisher Price, Pioneera, Thorensa, Maganavox. Próbowałem wszystkiego co było dostępne na ziemi, aż któregoś dnia, wracając ze szkoły, trafiłem do sklepu na Southern Boulvard, w którym na wystawie stał okropnie brzydki gramofon. Wszedłem do środka i błagałem sprzedawcę, żeby pozwolił mi go włączyć. Był to sprzęt wówczas mało znanej firmy o nazwie Technics. Gdy tylko włączyłem ten gramofon i delikatnie położyłem na nim swoje ręce okazało się, że jest tym, czego szukałem. Od razu wiedziałem, że to jest to. Poprosiłem więc mojego szefa, żeby dał mi więcej pracy i przesyłek, żebym mógł więcej zarobić i kupić sobie tamten gramofon.

Ile kosztował?

Grandmaster Flash: 75 dolarów. A ja potrzebowałem dwóch. To był model SL20. Było to jakieś 10 lat przed pojawieniem się SL-1200, który teraz jest bardzo popularny. Tak więc miałem już odpowiedni gramofon i igłę. Pozostało mi jedynie słyszeć muzykę w głowie zanim ludzie ją usłyszą. Wymyśliłem system zwany Peek-a-Boo System.

Mówisz jak naukowiec.

Grandmaster Flash: Musiałem to wyjaśnić w ten sposób, ponieważ powszechnie mówi się, że wszystko było zwykłym przypadkiem zainspirowanym wyklaskanym rytmem, podczas gdy była to wszystko dokładnie przemyślana nauka. W każdym razie dzięki niej mogłem korzystać z popu, rocka, jazzu, bluesa i płyt funkowych. Później nazwaliśmy to breakami, a później, jak sam wiesz, hip hopem. Mogłem puszczać płyty jedna po drugiej, po kolej. Nie musiałem puszczać każdej od początku i czekać na cokolwiek. Mogłem przejść od razu do sedna – do breaków. Właśnie to jest moją zasługą. Cały okres dojrzewania poświęciłem na to, by do tego dojść.

Kiedy w końcu pokazałeś się ludzkości?

Grandmaster Flash: Gdzieś pod koniec 1974, na początku 1975 roku. Puszczałem najbardziej klimatyczne fragmenty moich płyt. Myślałem, że wprowadzę ludzi w zachwyt, a tymczasem wszyscy milczeli jak grób. Wróciłem do domu i ryczałem przez cały tydzień. Nie rozumiałem co znów było źle.

Jak więc stałeś się Grandmaster Flashem?

Grandmaster Flash: Była taka postać z kreskówki – Tobor the Eighth Man. Był też naturalnie Flash. Tobor the Eighth Man był w dzień łagodnym w obejściu kolesiem z biura, ale w nocy stawał się superbohaterem i potrafił szybko robić różne rzeczy. Ja szybko biegałem i wydawało mi się, że jestem najszybszy. Mój najlepszy przyjaciel z tamtych czasów – Gordon Upshaw – oświadczył, że będzie mówić do mnie Flash. I tak na pewien czas przywarła do mnie ksywka Flash. Grandmaster pojawił się gdzieś w 1976 roku. Był taki koleś, który regularnie przychodził na moje imprezy. Pewnego Sylwestra powiedział mi, że powinienem nazywać się 'grand master’, bo robię niesamowite rzeczy z gramofonami, a to co robię, sam wymyśliłem.

Kiedy zacząłeś zapraszać MCs na swoje imprezy?

Grandmaster Flash: Zapraszałem ich stopniowo, bo z początku chciałem robić to samemu. Byłem jednak w tym raczej do kitu. Ciężko jest skoncentrować się jednocześnie na szukaniu dobrego breaka i na czymś innym. Nie da się robić dwóch rzeczy na raz. Moim MC mógł być każdy, kto dopełniał to, co robiłem z gramofonami. Wielu próbowało, wielu nie dało rady. Był jednak jeden naprawdę dobry koleś o imieniu Keith Keith. Miał dar, dzięki któremu ludzie robili co chciał – podnosili ręcę w górę, krzyczeli i tak dalej. Odciągnął ode mnie uwagę publiki, a że byłem nieśmiały, mogłem dzięki temu pójść na całość. Po Keith’ie przyszedł Kid Creole. Kid Creole zainteresował tym swojego brata – Melle Mel’a. Melle Mel miał natomiast swojego przyjaciela imieniem Scorpio. Tak powstało Furious Four. Była też konkurująca z nami grupa, którą tworzyli Deejay Breakout i Funky Four. Był tam MC o imieniu Rahiem, który postanowił przyłączyć się do nas. Tak powstała Furious Five.

Powiedz nam coś o „The Adventures of Grandmaster Flash On the Wheels of Steel”.

Grandmaster Flash: Prosiłem Sylvię Robinson z Sugar Hill Records, abym mógł nagrać własną płytę. Po wielu namowach w końcu się zgodziła. Album nie wyszedł jednak od razu. Styl DJ’ingu, który prezentowałem był zupełnie nowy. Wielu sławnych wówczas DJi tego wtedy nie robiło. Tylko jeden DJ radiowy zaryzykował i puszczał tę płytę w radiu, nadał jej rozpęd. Był to Frankie Crocker. Przedstawił ją Ameryce i mówił o niej jako o zupełnej nowości. To on pomógł tej płycie zaistnieć.

Zdefiniuj proszę hip hop. Czym on jest?

Grandmaster Flash: A ilu słów mogę użyć?

Ilu chcesz.

Grandmaster Flash: Hip hop to … nieograniczony, muzyczny kalejdoskop słów i muzyki. MCs mogą mówić prawie o wszystkim – tenisówkach, sznurowadłach, wszystkim. Mogą fałszować, a i tak miliony ludzi będą wiedziały o co chodzi. Z muzycznego punktu widzenia, w kewstii DJingu, możemy ciąć pop, rock, jazz, blues, funk, R&B, punk i jeśli zostanie to odpowiednio złożone, sklejone, możemy dzięki temu porwać tłumy. Tu nie ma gatunków. Nie ma muzyki czarnej, białej, zagranicznej, amerykańskiej. To jedna muzyka. Kiedyś każdy gatunek muzyczny miał swój wzór, szablon. Hip hop porwał je wszystkie, zniszczył i wyrzucił do śmietnika.

Co sprawia, że jest się świetnym DJem?

Grandmaster Flash: Świetny DJ wchodzi do klubu i porzez muzykę podnosi w nim temperaturę. DJ sprawia, że ludzie sami zaczynają się poruszać. Stojąc na scenie kilka metrów od nich potrafi ich poruszyć. Nikt inny tego nie potrafi. Musisz dobrze wiedzieć co robisz i dokąd zmierzasz.

Co sądzisz o obecnej sytuacji hip hopu?

Grandmaster Flash: Zdarza się, że wychodzisz z pomysłem, poświęcasz życie jego realizacji, prezentujesz to ludziom, a oni poprostu mówią 'nie’. Jestem całkiem szczęśliwy, że jestem częścią czegoś w rodzaju fundamentu i że mogę patrzeć jak hip hop manifestuje to, czym jest obecnie. Nie mogę narzekać.

Exit mobile version