No I.D. – wywiad z pionierem Chicago
Wywiady

No I.D. – wywiad z pionierem Chicago


No I.D. to pionier chicagowskiej sceny. Wyprodukował trzy pierwsze albumy Commona, w tym klasyczny już „I Used to Love H.E.R.”. Był pierwszym, który poznał się na talencie Kanye Westa. To właśnie u No I.D. najgorętszy producent Roc-A-Fella zdobywał pierwsze szlify. To on wprowadził Shawnnę do rap biznesu. To wreszcie jego bity zapoczątkowały brzmienie Chi-Town. Jego bity znalazły się na kilkudziesięciu albumach, od Jay-Z przez Commona, GLC, Bow Wow, Janet Jackson, DMXa, Dogg Pound i Ghostface Killah, na T.I., Young Jerzym i G-Unit kończąc.

O swojej pracy, podejściu do rap biznesu, Commonie, Kanye West’cie, talencie Rhymefesta i Gwiezdnych Wojnach w rap grze w rozmowie z Krzyśkiem Prażanowskim.

To będzie dla Ciebie bardzo pracowity rok.

No ID Taak, to będzie naprawdę pracowity rok…Staram się jednak nie nasycać rynku moimi produkcjami.

Robiłeś bity dla bardzo wielu artystów z pierwszej ligii. Jak to możliwe, że nie zyskałeś takiego uznania i takiego fejmu jak inni producenci ?

No ID: Jestem raczej spokojnym człowiekiem. Nie należę do ludzi typu „wbiję się na teledysk, przylansuję się u jakiegoś ziomka”. Dla mnie ważne jest robienie dobrej muzyki i ogarnianie kariery. Wielu ziomków łapie tą zajawkę na teledyski i blask…i znikają szybciej niż się pojawili. Za 15 lat ja nadal tu będę i uważam to za błogosławieństwo. Wolę pozostać skromnym typem.

Wyprodukowałeś m.in. „I Used to Love H.E.R.” Commona. Dałbyś radę, patrząc przez pryzmat tego utworu, ocenić dzisiejszy hiphop? Coś się zmieniło przez ten czas? Na lepsze czy na gorsze?

No ID: Hmm…Hip Hop jako kultura nie zmienił się na lepsze. Hip Hop jako biznes, owszem. Wielu ludzi tak naprawdę nie rozumie tej różnicy…Ten utwór, patrząc na to z obecnej perspektywy, oznaczał zakończenie pewnej ery i narodziny następnej. Nie będę Ci ściemniał – podoba mi się to…ale tylko jeżeli chodzi o muzykę.

W Twojej muzyce znajdziemy wiele klasycznych soulowych sampli. Jaka muzyka Cię inspirowała i inspiruje? Soul, Funk? Wczesna elektronika, house?

No ID: Dokładnie, house music, Chicago style. To jest moja główna inspiracja. Inna sprawa jest taka, że kocham muzykę tak bardzo, że poświęciłem się jej studiowaniu. Słucham praktycznie każdego rodzaju muzyki. W moim Ipodzie znajdziesz wszystko co tylko sobie możesz wyobrazić! To jednak tylko ułamek tego, co znajdziesz w mojej kolekcji winyli. Kiedyś był taki dj, Ron Hardy. On już nie żyje. Na swoich imprezach grał soulowy, funkowy house, tak operując płytami, że zapętlał określony fragmenty nagrań, nadając im zupełnie innego brzmienia. Tak naprawdę to on jest moją największą inspiracją, to jego gra sprawiła, że teraz tak a nie inaczej traktuję dźwięki.

Jesteś dumny z tego, co Kanye pokazuje na swoich albumach i w swoich produkcjach? Był przecież Twoim padawanem (śmiech). Pojawiły się również plotki, jakobyś miał być jego ghostproducentem. Miałeś wyprodukować m.in. „My Boo” Ushera i Alicii Keys.

No ID: Jestem z niego bardzo dumny! Zdolny uczeń dobrego nauczyciela zawsze powinien przewyższać dokonania mistrza! To nie jest łatwe być pionierem w danym mieście i pionierem określonego brzmienia. Na to potrzeba więcej niż wysiłków jednej osoby. Jestem dumny ze wszystkich producentów z Chicago. A co do ghostwritingu… Rzadko się w to bawię. Moja ksywka jest wszędzie, pojawia się przy każdym projekcie, w który jestem zaangażowany. Ale nie jestem egomaniakiem. Cieszę się z faktu, że dostałem tę łaskę, która pozwala mi na bycie kreatywnym artystą.

W takim razie…Wyprodukowałeś trzy pierwsze albumu Commona, ale ostatni, „Be” był w większości wyprodukowany przez Kanyego. Zrobiłbyś to lepiej?

No ID: (Śmiech) Niee, nie zrobiłbym tego lepiej. Wydaje mi się, że zrobili to, na czym obydwoje się najlepiej znają. Dla mnie, najlepszym albumem, który zrobiliśmy z Commonem był „Ressurection”. Między pewnymi ludźmi wytwarza się określona chemia i to było tam czuć…Podoba mi się to, co robią. Ja bym pewnie miał na ten album zbyt duże ciśnienie, obydwaj byśmy mieli zbyt duże ciśnienie. Chociaż…może akurat nie w tym momencie, ponieważ teraz jestem w trochę innej sytuacji. Nie wiem jak by jednak wyglądała sytuacja, gdybym to ja miał robić ten album. Zmieniłbym coś.

Często słyszymy, że Rhymefest ma to coś, co pozwoli mu zostać jednym z największych mcs w historii. Ty z nim pracujesz już od jakiegoś czasu…

No ID: Tak, Fest powoli staje się kimś specjalnym dla Hip Hopu. On już jest wyjątkowy, a w ciągu najbliższych kilku lat może osiągnąć bardzo dużo. To będzie tak jak z Commonem, wróżę mu podobną karierę. Co prawda pracuję z nim od jakiegoś roku, ale znamy się od lat.

Wiem, że w tym roku działasz wspólnie z Jermainem Dupni. Nad jakimi wydawnictwami pracujecie i czym Ty się w tych projektach zajmujesz?

No ID: J.D. to koleś, który ostatnio najbardziej mnie inspiruje. Ja jestem Young Yoda on jest Anakin Skywalker. Jesteśmy przeciwieństwami, ale działając razem tworzymy magię. Tak jakbyś wziął z nas to co najlepsze. Dwa rozumy tworzące wspólnie. Pracowaliśmy nad Janet Jackson, Young Jeezy, Monica, Johnta Austin…Zrobiliśmy również szalony bit dla T.I., ale nie mogliśmy wyczyścić do niego sampli. Pracuję teraz nad masą projektów So So Def i Virgin Records. Mam też dobry układ, jeżeli chodzi o moich artystów. Niedługo wychodzi Mikkey Halsted i jego płyta porazi wasze oczy. Z J.D. układ mam taki jak Just Blaze z Roc-A-Fella. Taka jest moja rola. Robię kawałki dla siebie i dla So So Def.

Od jakiegoś czasu scena z MidWest przejmuje mainstream. Nadal współpracujesz z undergroundowymi artystami z Chi-Town? Czy to miasto nadal ma swój potencjał?

No ID: Ciągle trzymam rękę na pulsie. Znam producentów, tekściarzy, artystów…każdy z nich czeka na swoją kolej. Polerują ostrza. Promocja tych artystów to dla mnie większa zajawka niż bycie fejmowskim producentem. Pomogłem bardzo wielu ludziom z Chicago. Bardziej niż ktokolwiek inny. I nie zamierzam przestać!

A czy możemy się spodziewać kontynuacji Twojego producenckiego albumu „Accept Your Own And Be Yourself”? Khaled wydał płytę, swoje szykują Cool & Dre. Może przyszedł czas na No I.D. ?

No I.D.: Tak, ale nie zrobię tego na zasadach komercyjnych. Może niezależnie. Przemysł naprawdę nie ma pojęcia jak wypromować tego typu projekty. Nie wiedzą za bardzo jak się za to zabrać, żeby to wszystko działało. Coś na bank przemycę, ale raczej nie w umowie z majorsem. Kiedy robiłem swój pierwszy album, uświadomiłem sobie, że nie mam tej determinacji i pasji, żeby stać się gwiazdą. Mi się podoba to, co robi MF Doom…

Czym w takim razie jest Beat Machine?

No ID: Beat-Machine to marka, która będzie promowała nowych zawodników, których mam na liście. Nie mam ambicji zrobienia z tego nowego Bad-Boy czy coś. To będzie po prostu firma, która będzie wprowadzała do biznesu artystów, producentów, tekściarzy, wokalistów etc.

To tak na koniec – nad jakimi produkcjami teraz pracujesz?

No ID: Pierwszy singiel Johnta Austina „Turn it Up”. On napisał sporą część albumu Mariah Carey, podobnie jak Mary J Blige. Kilka utworów na Janet Jackson, jeden na Johna Legenda. Razem z JD robiliśmy bity dla Young Jeezy’ego, dla Daza z Dogg Pound. Kończymy teraz pracę nad albumem Rhymefesta. Do tego Mikkey, Q da Kid, Bossman, Kaye Fox – to są nowi artyści. Jestem naprawdę zapracowany!

Kilka słów dla słuchaczy w Polsce?

No I.D.: Bierzcie z życia pełną garścią! Kochajcie Stwórcę. Muzyka nie jest życiem, to tylko coś, co nam towarzyszy. Tło. Bądźcie szczerzy wobec samych siebie i unikajcie Matrixa. Young Yoda aka No I.D. spada! Peace and Love!