
Po wpłaceniu 250.000 dolarów kaucji Remy Ma wyszła z więzienia Rikers Island. Wciąż ciążą na niej zarzuty usiłowania zabójstwa.
O sprawie Remy Ma oskarżonej o napaść, usiłowanie zabójstwa i nielegalne użycie broni pisaliśmy już dwukrotnie (tutaj i tutaj). Artystka postrzeliła podobno swoją swoją bliską znajomą – 23-letnią Makedę Barnes-Joseph. Jak wyznała poszkodowana przyczyną wybuchu agresji była kłótnia, w której artytka oskarżyła Makedę o kradzież ze swojej torebki 3.000 dolarów.
„Usłyszałam tylko strzał z pistoletu. Nie mogę uwierzyć, że [Remy Ma] mnie postrzeliła!” – powiedziała Barnes-Joseph wciąż przebywająca w szpitalu na Manhattanie. „Najbardziej boli mnie to, że (…) ona nawet nie zastanowiła się nad tym, co robi. Nawet się nie zatrzymała, tak jakby nic się nie stało” – dodała.
Remy Ma nie przyznaje się do stawianych jej zarzutów. W jej winę nie wierzy też menadżer artystki Big Joe z New Era Management: „Według mnie Remy nie należy do osób, które mogłyby kogoś postrzelić. To co mamy obecnie, to śledztwo, które wkrótce przerodzi się w proces, w którym stawką [oprócz wolności artystki] będą miliony dolarów” – mówi.