
Nowa płyta 1/2 UGK jest wydawnictwem przyzwoitym, ale w żadnym wypadku na 5 majków nie zasługuje. Zaczyna się jednak dość mocnym uderzeniem. Na utwór „Chuuch!!!” czekali chyba wszyscy fani Południa. Dostaliśmy to, co najlepszego ma nam Bun B do zaoferowania. Dynamiczny podkład, przyzwoite rymy, momentami ciekawe punchline’y i perfekcyjne wykonanie wokalne. Autor płyty pokazywał już w końcu niejednokrotnie, że na każdym bicie brzmi dobrze. Szkoda tylko, że na każdym tak samo. 37 lat to już być może nie wiek, żeby zmieniać flow, moim największym zarzutem wobec płyty „Trill O.G.” będzie jednak to, że nie zaskoczyła mnie ani na moment. Gościnnie w opisywanym tracku pojawia się tradycyjnie J. Prince, będący gościem wszystkich utworów otwierających płyty Buna. Mówi, że obserwując powstawanie wydawnictwa widział pracującego geniusza, a gdy wspomina o Drake’u (którego niby odkrył) i słyszymy jego „Ugh” (czy jak to fonetycznie zapisać), pojawia się odruch wymiotny. To tylko jednak sam początek, a utwór „Chuuch!!!” jest – zupełnie bez ironii – jednym z najmocniejszych momentów płyty.
Numerem 2 na „Trill O.G.” jest wyprodukowany przez „J.U.S.T.I.C.E. League” kawałek „Trillionaire” z gościnnym udziałem T-Paina. Skład jest niesamowity, ale czegoś tutaj brakuje. Od strony produkcyjnej to chyba dynamika, bo podkład brzmi, jakby autorzy nie mogli się zdecydować, czy chcą zrobić bangera czy słodziaka. Jeśli chodzi o refren, to dobry jest połowicznie, a słuchacz drży na samą myśl, jakby brzmiała druga jego część bez Auto-Tune’a (skoro z efektem brzmi średnio). Co do samego Buna to brakuje po prostu czegoś więcej niż zwrotek, jakie zapodawał nam w swojej karierze setki razy. Nie narzekajmy jednak – bohatera recenzji prawie zawsze słucha się przyjemnie, całość wkręca z każdym przesłuchaniem coraz bardziej i generalnie zaliczam ten track in plus. Sam tytuł jest dodatkowo ciekawą grą słów, wskazującą z jednej strony na kogoś kto ma na koncie w banku sumę z bardzo dużą ilością zer, z drugiej – osobę, która jest „trill” czyli true i real w jednym.
Do kategorii bangerów trzeba również zaliczyć track „Just Like That”. Tak jak w przypadku poprzednika, zyskuje on z każdym odsłuchaniem, tutaj jednak pozostaje wrażenie niewykorzystanego potencjału. Z kolaboracji Drumma Boy-Bun B-Young Jeezy powinien wyjść najgorętszy kawałek roku. Wyszedł numer niezbyt wymyślny zarówno produkcyjnie jak i tekstowo, choć panowie nie zeszli poniżej akceptowalnego poziomu. Niewiele zarzutów można mieć natomiast do numeru „I Git Down 4 Mine”. Dynamiczny minimal stanowi świetne tło dla jeszcze mocniejszej nawijki Buna i mogę doczepić się jedynie tego, iż track ten próbuje naśladować genialny „I Luv That” z płyty poprzedniej, a trochę mu ustępuje. Do braku oryginalności „Trill O.G.” przyzwyczajamy się jednak po 3-4 kawałkach. By zamknąć temat utworów zaliczanych do kategorii „bangerów”, wspomnijmy jeszcze na koniec o singlowym „Countin’ Money”. Niby wszystko ok, ale tak naprawdę jest to najgorszy pierwszy singiel, promujący płyty Buna B – wszak ile można słuchać o liczeniu pieniędzy? „No matter where I go, no matter what I do/ If chillin’ with myself or ballin’ with my crew(…)/ I got that money on my mind, so tell me what it do” – bohater recenzji jest chyba jedyną osobą na świecie, która może sprawić, że tak słabe linijki mimo wszystko brzmią przyzwoicie.
Jest na „Trill O.G.” pokaźna grupa utworów spokojniejszych. „Put It Down” zaskakuje tylko tym, że jest to pierwszy występ Drake’a, który nie sprawia, że mam ochotę jak najszybciej ów track wyłączyć (z „It’s Been a Pleasure” nie jest już niestety tak wesoło). „Let 'Em Know” to jedna z najsłabszych ever kolaboracji DJa Premiera z raperami innymi niż Guru. Ciężko powiedzieć, co w tym tracku jest bardziej nieśmiałe – sampel, perkusja czy skrecze na refrenie. Nawet Bun B mało ma tam charyzmy, a zdziałać coś takiego, to już naprawdę sztuka. Przypomnijmy, że raper z Teksasu występował już na bitach 1/2 Gang Starra. Zadziałało to w utworze „How We Rock” z płyty Termanology’ego, tym razem niestety jednak magii nie udało się stworzyć. „Ridin’ Slow” natomiast to utwór, co do którego miałem dość duże nadzieje. Tytuł i gość sugerowali, że dostaniemy spowolniony bit z refrenem w stylu „chopped-n-screwed”, a panowie zabiorą nas do roku 2005, kiedy to nastąpił największy boom na rap z Houston. Spowolniony jednak był jedynie proces myślowy twórców podczas pracy nad owym trackiem i dostaliśmy najnudniejszy chyba utwór tego roku. Nic w tym numerze nie jest ciekawe, brzmi, jakby był nagrywany na kacu, a słodkie dzwonki pobrzmiewające sobie w tle potęgują tylko wrażenie kiczu roku 2010.
„Right Now” z kolei to utwór, którego bardzo się bałem. Umieszczanie w jednym tracku zwrotek 2Paca i Pimp C wydawało mi się pomysłem odważnym i wręcz niemożliwym do zrealizowania na poziomie. Tutaj jednak magia działa. Nie jest to kolaboracja wymuszona, numer brzmi lekko, beztrosko i naprawdę można pomyśleć, że wszyscy panowie spotkali się razem w studiu. Jedynie refren, który wykonał Trey Songz, sprawia, że dostajemy za dużo cukru w tej już i tak słodkiej ale optymistycznej mieszance. „All A Dream” natomiast nie przekonuje mnie jakoś specjalnie od strony produkcyjnej, jest to jednak jedyny utwór, w którym Bun tak naprawdę odchodzi od nawijania bragga – wraca do przeszłości, mówi o wychowaniu na osiedlu, marzeniach, idolach, ówczesnych planach itd. Tematycznie nic oryginalnego, ale autor płyty swoje rozważania zamyka w naprawdę ciekawe i składne konstrukcje słowne, pokazując tym samym, że wciąż potrafi nawijać o czymś, tylko biorąc pod uwagę lwią część „Trill O.G.”, nie za bardzo mu się chce.
Nowa płyta Buna B niczym mnie nie zaskoczyła, choć, prawdę mówiąc, wcale nie liczyłem, że tak się stanie. Raper z takim stażem i bazą fanów powinien jednak dać im coś więcej niż zwrotki, jakie słyszeliśmy niejednokrotnie. Bun B jest bowiem świetnym raperem i bez większego wysiłku może zrobić track, którego słucha się dobrze. Wysiłek mógłby jednak sprawić, że stworzyłby kolejny po „II Trill” klasyk. Tego aspektu przy pracy nad „Trill O.G.” niestety zabrakło. Bun B bez żadnych wątpliwości zasługuje na 5 majków, jeśli chodzi o całokształt twórczości. Nowe wydawnictwo jednak powinno zgarnąć co najwyżej trzy.