Chamillionaire – Ultimate Victory
Recenzje

Chamillionaire – Ultimate Victory

Droga Chamillionaire’a do sukcesu nie należała do łatwych i przyjemnych. Artysta rozpoczął swoją przygodę z rapem od wspólnych nagrywek z Paul Wallem, które przyniosły obu panom umiarkowane profity finansowe i ogromny szacunek na ulicach Houston. Z czasem wizje raperów na tworzenie muzyki zaczęły się jednak zasadniczo różnić i drogi przyszłych gwiazd rozeszły się. Paul Wall pozostał w Swishahouse, a Cham założył swój własny label o nazwie Chamillitary. Zaowocowało to konfliktem bohatera recenzji z większością artystów związanych z legendarną wytwórnią, którzy swoje wielkie sukcesy maistreamowe zaczęli odnosić w 2005 roku, w którym to ukazał się również wielki solowy debiut Chamillionaire’a zatytułowany „The Sound of Revenge”. Artysta początkowo mógł się czuć zawiedziony, gdyż wyprodukowany przez Scotta Storcha pierwszy singiel „Turn It Up” nie osiągnął planowanego sukcesu, czego skutkiem było początkowo jedynie średnie zainteresowanie krążkiem. Wszystko zmieniło się wraz z wydaniem singla „Ridin'”. Utwór został pokochany przez publiczność, płyta osiągnęła platynę, artysta wygrał nagrodę Grammy i doszedł wreszcie do upragnionej sławy, utrzymując i paradoksalnie nawet zwiększając sobie szacunek ulicy i całego Południa. Dwa lata później Chamillionaire powraca z nowym krążkiem zatytułowanym „Ultimate Victory”. Oczekiwania ogromne, a sam artysta pewny wartości nowego materiału. Jak to wygląda w rzeczywistości?

Już przy pierwszym przesłuchaniu odbiorca nie ma wątpliwości, że Cham nie tylko nie poszedł na łatwiznę poprzez nagrywanie remake’u The Sound of Revenge, ale postanowił stworzyć album ambitny, lepszy od debiutu, może nawet klasyczny. Przy okazji pierwszej płyty raper objawił się publiczności jako artysta wyróżniający się na tle Południa – jako niebanalny liryk i człowiek, który potrafi mówić o czymś więcej niż platynowe grille i ogromne felgi. Nie raz zdarzało się, że przy drugim albumie muzycy upraszczali formułę znaną z pierwszego krążka. Chamillionaire postanowił ją rozwinąć. Artysta nagrał album niebanalny, w dużym stopniu konceptualny i świetny technicznie.

Na początek trzeba napisać, że nie da się przy tej płycie nudzić. Cham robi wszystko, żeby utrzymać uwagę słuchacza od początku do końca – rymuje szybciej lub wolniej, bardziej lub mniej dynamicznie, lecz zawsze znakomicie kontrolując oddech, podśpiewuje, rzuca podwójnymi i potrójnymi rymami, porusza wiele tematów, prowadząc narrację często w bardzo ciekawy sposób. Tak jak w przypadku debiutu, nie ogranicza się do typowo południowej nawijki, związanej przede wszystkim z pieniędzmi. Obok obowiązkowego braggadocio, pojawiają się zmuszające do przemyśleń społeczno-polityczno-obyczajowe obserwacje, będące poważnym i nieodłącznym komponentem albumu. Otwierający płytę utwór The Morning News i późniejszy The Evening News to świetne przykłady tego typu nagrań, w których Cham prezentuje nam błyskotliwe spostrzeżenia, bezkompromisowo piętnując wady amerykańskiej polityki, społeczności itd. Narracja prowadzona jest oczywiście z punktu widzenia Afroamerykanina i skupia się przede wszystkim na problemach związanych z czarną społecznością i samym rapem. Cham odpowiada między innymi na zarzuty mówiące, jakoby ta muzyka wpływała na wzrost przemocy w Stanach Zjednoczonych. Jedną z głównych ofiar ataków Chama jest Bill O’Reilly, któremu artysta poświęca wile niemiłych słów (Bill O’Reilly is an idiot, he ain’t the only one with an opinion fool). Raper krytykuje politykę swojego rządu, kwestię wojen, zwraca uwagę na przemoc na świecie, rozprawia się z rasowymi stereotypami (When you’re black and you’re educated, people say „You ain’t black man!”. Maybe black in your appearance but really whiter than Batman) i może swoimi spostrzeżeniami sprawiać niemały problem białym obserwatorom życia polityczno-społecznego. W The Evening News wymienia natomiast wiele drażliwych kwestii by zakończyć zwrotkę ironicznym zdaniem: Well let’s just blame hiphop and act like that’s the big problem. W drugiej części po wspomnieniu Iraku (We keep sending troops to Iraq, I figured that we must like danger) kieruje m.in. gorzkie słowa w stronę rodziców (Little kids don’t learn in school, they go to school to go spray a gun, If you a parent, then be a parent, get off the couch and go raise your son), by po refrenie wspomnieć chociażby nierozwiązaną kwestię zabójstw 2Paca i Biggiego w kontekście ciągłych aresztowań Snoop Dogga. Perfekcję jednak osiąga Chamillionaire w konceptualnym utworze Hip Hop Police, gdzie wciela się w rolę siebie samego – niesprawiedliwie oskarżonego rapera-milionera – i bezwzględnego gliniarza:

„Officer I didn’t do it, you can’t blame me for this
Could you please loosen up the handcuffs on my wrists?
You can call me what you wanna mayne but I ain’t a snitch.
No cooperation is exactly what you will get.
'Til I talk to my lawyer, you get no reply…”

„You’ve obviously been watchin too much CSI.
I’m not a crash dummy so don’t even try
to talk your dirty trash to me, no BFI.
If you are not guilty of anything, then why did you run?”

„Cause you’re the police! And plus I saw you cockin your gun
And the chamber wasn’t empty, it was obviously one.”

„If you think I’m believin’ that one, then you’re obviously dumb.”

Wymiana zdań stylizowana jest perfekcyjnie, a ostra i cięta satyra napisana z dbałością o aspekt techniczny robi wrażenie i zmusza do przemyśleń. Nie można tu nie wspomnieć o gościnnej zwrotce Slick Ricka, która dodaje przekazowi pikanterii, gdyż problemy z prawem nie są dla artysty czymś obcym. Podobnie wygląda sytuacja na całym krążku, gdzie zarówno w tych poważniejszych (na wyróżnienie zasługuje jeszcze Rocky Road z gościnnym udziałem Devin The Dude’a) jak i lżejszych utworach, Chamillionaire błyszczy techniką (wokalną i liryczną), pomysłami a także dojrzałością i błyskotliwością spostrzeżeń.

Warstwa muzyczna na Ultimate Victory nie ustępuje popisom liryczno-wokalnym Chamillionaire’a. Odnajdujemy mieszankę przebojowych i dynamicznych podkładów, okraszonych często tym co jest obecnie modne i podoba się w rapie (m. in. rockowe gitary), połączonych z południowym cykaczem i mocnym baseline’em. Niezależnie od tematyki utwory na pewno sprawdzą się w samochodach i zostaną pokochane przez tych słuchaczy, którzy cenią w muzyce jedynie przebojowość. Aranżacje są bogate i doprowadzone do perfekcji. Rock Star z gościnnym udziałem Lil’ Wayne’a to zdecydowanie najlepsza jak dotąd realizacja modnego obecnie połączenia mocnej gitary z rapem o „imprezowaniu jak gwiazda rocka”. Warto dodać, że samozwańczy „best rapper alive”, choć bardzo się stara, jest tylko tłem dla popisów Chamillionaire’a, który radzi sobie z tym podkładem wyjątkowo dobrze. W numerze Industry Groupie producent Jonathan „J.R.” Rotem wykorzystał sampel z klasycznego, znanego chyba każdemu mieszkańcowi Europy i Ameryki, utworu grupy Europe, zatytułowanego The Final Countdown. Podczas gdy wielu raperów mogłoby się kompletnie pogubić, Cham tworzy nam nową jakość, błyskotliwie wplatając w tekst nazwiska artystów wraz z tytułami ich płyt i/lub najpopularniejszych utworów. Kluby natomiast pokochają utwory takie jak Come Back To The Streets produkcji The Runners, czy The Bill Collecta z gościnnym udziałem Krayzie Bone’a. Drugi z numerów, choć o odmiennej tematyce, mógłby spokojnie nazywać się Ridin’ 2 i od jego powodzenia (będzie to drugi singiel) zależy przypuszczalnie końcowa sprzedaż płyty. Aż 5 podkładów dostarczył natomiast na płytę Kane Beatz. Oprócz opisywanych już The Morning News i The Evening News artysta odpowiedzialny jest za równie dobre Standing Ovation, Won’t Let You Down i Welcome To The South, dostarczając na płytę soczyste street-bangery i potwierdzając tym samym swoją klasę jako producenta. Nie obyło się oczywiście bez słabych punktów. Osobiście nie mogę się przekonać do dwóch spokojniejszych numerów – kolejno Pimp Mode i Ultimate Vacation, które wydają się wtórne i wymuszone. Zwłaszcza drugi z utworów, który tematycznie utrzymany jest w bardzo podobnej konwencji co My Swag T.I.’a, zamieszczony w środku płyty zdecydowanie niepozytywnie rozbija jej spójność. Mimo takich drobnych niedopatrzeń powiedzieć trzeba, że producenci wykonali kawał dobrej roboty, a sam Chamillionaire wykorzystał to najlepiej jak mógł.

Sprzedaż płyty Ultimate Victory z pierwszego tygodnia niewątpliwie zawiodła (79 000 sprzedanych kopii). Wiele zależy teraz od powodzenia drugiego singla czyli utworu The Bill Collecta. Jeśli nie odniesie sukcesu, to sprzedaż zamknie się w 200 000 egzemplarzy, jednak nie o powodzenie krążka tu chodzi. Ważne natomiast jest to, że Chamillionaire nagrał materiał rewelacyjny, który umieści płytę Ultimate Victory w ścisłej czołówce tegorocznych produkcji. Raper pokazał, że i na Południu wciąż jest miejsce dla utalentowanych i zaangażowanych liryków, którzy potrafią połączyć przebojowość z ambitną treścią. O ile UGK wracali z pozycji weteranów, tak Chamillionaire to wciąż młody, pełen ambicji artysta, który tak naprawdę dopiero się rozkręca i niejedno jeszcze zdziała. Ja sam czekam z niecierpliwością na kolejne nagrania artysty z Houston i południowe premiery z czwartego kwartału tego roku, dla których albumy Underground Kingz i Ultimate Victory umieściły poprzeczkę bardzo wysoko.

Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris