
Kanye Westa można kochać lub nienawidzić, jednak przyznać trzeba, że jest jedną z ważniejszych postaci dla rapu XXI wieku. Autor trzech płyt dobrze przyjętych przez fanów i krytykę, szanowany producent i budzący mieszane uczucia raper, artysta obsypany niezliczonymi nagrodami, powrócił w listopadzie 2008 roku z nowym wydawnictwem zatytułowanym „808’s & Heartbreak”. Co przyniosło nam dzieło Westa? Jedno jest pewne – mamy do czynienia z albumem, wobec którego nikt nie przejdzie obojętnie.
Przyznać muszę otwarcie, że za Kanye Westem nigdy nie przepadałem. Był w moich oczach rozwydrzoną gwiazdą, gościem o przerośniętym ego, a co najważniejsze, wątpliwej wartości raperem. Nie można jednak nie doceniać Westa jako producenta i ten właśnie aspekt sprawiał, że z ciekawością sięgałem po kolejne jego płyty, które bądź co bądź, dawały mi całkiem niezłą rozrywkę. Muzyka Kanye Westa zmieniła się bez wątpienia, a czy przeszedł metamorfozę on sam? Nie ma co ukrywać, że ostatni rok był dla artysty bardzo ciężki. Śmierć matki i rozstanie z narzeczoną to tylko 2 najważniejsze fakty z serii niefortunnych dla rapera wydarzeń. Nie wiem w jakim stopniu odbiły się na nim samym, jednak zmiany widać po płycie 808’s & Heartbreak. West postanowił rozliczyć się na albumie z ostatnimi 12 miesiącami i w niespodziewanym stopniu otworzyć przed publicznością. Był to eksperyment tyleż kontrowersyjny co dla kształtu albumu niebezpieczny. Sam jednak przyznaję się już we wstępie, że o ile poprzednich płyt Westa słuchałem jedynie z mniejszą lub większą przyjemnością, tak nowy album po prostu mnie urzekł.
Do owych rozliczeń z wydarzeniami ostatniego roku posłużył artyście przede wszystkim wszechobecny Auto-Tune. O ile po występach w numerach Put On czy Go Hard z płyt kolejno Young Jeezy’ego i DJ Khaleda mogliśmy zakładać, że jest to chwilowa fascynacja „efektem T-Paina”, tak 808’s & Heartbreak przekonało, że mamy do czynienia ze świadomym wyborem artystycznym. Nie ma co ukrywać – Kanye West piosenkarzem nie jest, więc chcąc stworzyć album R&B (bo z takim mamy do czynienia), musiał sięgnąć po tego typu rozwiązanie. Pisałem wcześniej, że nie doceniałem artysty z Chicago jako rapera, a na nowej płycie tenże takiej kategorii właśnie nie podlega. Używanie Auto-Tune’a, które bardzo mnie ostatnio męczy, a już zupełnie żenująco wypada na nowym krążku T-Paina, tutaj zostało wykorzystane w sposób ciekawy i przemyślany. Otrzymaliśmy więc – powtórzę raz jeszcze – album R&B, który trzeba ocenić w kategoriach odpowiednich dla tejże muzyki, czego postaram się w dalszych akapitach dokonać.
Fani „starego” Westa liczyli zapewne, że pierwszy singiel zatytułowany Love Lockdown to wypadek przy pracy i numer nagrany tylko i wyłącznie ze względów komercyjnych. Tychże muszę jednak rozczarować – utwór reprezentatywny jest dla całej płyty. Na przestrzeni wydawnictwa dostajemy tego typu właśnie produkcyjne minimalne i podśpiewywania Westa, ubrane często w metafory, traktujące zwykle o kwestiach poważnych, wśród których miłość i sprawy damsko-męskie odgrywać będą dominującą rolę. Zniknęły natomiast soulowe, spitchowane, charakterystyczne dla twórczości producenta z Chicago sample, a ich miejsce zajęły eksperymenty, które wymagać będą od słuchacza muzycznej otwartości. Wracając jednak do singla – przy pierwszym przesłuchaniu nie zachwycił mnie i bardzo obawiałem się o kształt całego wydawnictwa. Gdy jednak trochę mi się osłuchał i gdy już wiedziałem, z czym na przestrzeni całej płyty będę miał do czynienia, Love Lockdown okazał się całkiem przyjemnym dla ucha numerem. Niewątpliwie dużo lepszym kawałkiem jest mimo wszystko drugi singiel czyli Heartless, który to nota bene jest jednym z nielicznych, w których wokal Westa zbliża się do rapowania. Spokojne pianino zostaje gdzieś w tle, pulsujący bas i perkusja wychodzą na pierwszy plan (co będzie manierą całego albumu) i wszystko razem daje nam jeden z najbardziej chwytliwych kawałków tego roku. Zaznaczyć trzeba, że równie ciekawie wygląda w opisywanym singlu aspekt liryczny. Mamy w utworze do czynienia z głęboko dotkniętym muzycznym alter-ego producenta, które kieruje słowa do wybranki serca i rozlicza się z minionych przeżyć zakończonych zerwaniem. Być może peryfraza użyta w poprzednim zdaniu jest niepotrzebna, gdyż wszystko wskazuje na to, że możemy utożsamiać bohatera utworów Westa z nim samym. Nie jest on jednak już tym gościem z ego Jamesa Bonda, o którym pisałem wcześniej. West z 808’s & Heartbreak to cierpiący, doświadczony przez życie i pozbawiony starej pewności siebie gwiazdor, który nie za bardzo potrafi w obecnej sytuacji znaleźć sobie miejsce na świecie.
Świetnie widać taką kreację w drugim numerze na płycie, zatytułowanym Welcome to Heartbreak. Dowiadujemy się w nim, że znajomi Westa mają już dzieci, członkowie rodziny biorą śluby, a on sam może pochwalić się tylko swym pięknym domem czy nowym samochodem i nie jest w stanie ułożyć sobie życia, bo sława i pieniądze zabrały mu wszystko co w nim cenne. Na pierwszy rzut oka nie brzmi to może zbyt wiarygodnie i wydaje się być tylko pretekstem do autokomplementów, jednak w ustach Westa, niezależnie od tego ile jest w tym prawdy, brzmi naprawdę przejmująco. Cały utwór swym wokalem ubarwił Kid Cudi i track ten jest niewątpliwie jednym z moich faworytów. W otwierającym album numerze Say You Will tekst został natomiast zredukowany niemalże do minimum, podkład rozkręca się leniwie w miarę upływu sekund i wszystko to do spółki daje nam niesamowite preludium do późniejszych rozważań Westa. W Amazing również zaobserwujemy rozdarcie autora płyty – artysta mówi o sobie dziwne rzeczy (I’m a monster, I’m a killer/ I know I’m wrong, yeah/ I’m a problem.. that will never,ever be solved) i tak naprawdę nie do końca wiadomo o co mu chodzi, jednak cały kawałek pozostawia dodatnie wrażenia estetyczne. Jeśli chodzi o produkcję, to mamy tu do czynienia z kolejnym, opartym na dźwiękach pianina, bujającym minimalem, a wszystko okraszone jest naprawdę dobrą, gościnną zwrotką Young Jeezy’ego.
Jak przystało na płytę R&B, na wydawnictwie Westa dominują kawałki związane z kobietami. Oprócz opisanych singli, motyw ten pojawia się jeszcze wielokrotnie, znajdując czasem ciekawe rozwiązania. Bohaterka numeru Paranoid namawiana jest do tego, by nie przejmować się całą nieodłączną otoczką dotyczącą życia Westa, tylko po prostu dać mu to, co najlepsze. Tekst skierowany do przyszłej (lub w zależności od interpretacji – obecnej) partnerki, będący dodatkowo względnie pozytywnym w swym wydźwięku, jest jednak na 808’s & Heartbreak swego rodzaju ewenementem. Bardzo mocno natomiast dostaje się byłym (byłej?) dziewczynom. Bohaterka numeru RoboCop jest zbyt zazdrosna, wtyka nos w nieswoje sprawy, a autor płyty ewidentnie nie chce wejść pod pantofel. I choć mówi o niej the baddest girl I ever seen, to najgorzej dostaje się chyba tej, która będzie nawiedzać Westa i Lil Wayne’a w ich nocnych koszmarach. Numer See You in My Nightmares to najbardziej agresywny kawałek z płyty, a jednocześnie mój zdecydowany faworyt. Patetyczny syntezator, przejmujący wokal Westa i ogromnie emocjonalna zwrotka Lil’ Wayne’a to najważniejsze zalety tego numeru. Utwór ten został co prawda przyjęty z mieszanymi uczuciami, co jest dla mnie niezrozumiałe, bo naprawdę niczego mu nie brakuje. Najważniejszą kobietą na 808’s & Heartbreak jest jednak matka Kanye Westa, do której skierował wykonawca piękną odę zatytułowaną Coldest Winter. Subtelny podkład daje doskonałe tło dla krótkich a pełnych emocji zwrotek piosenkarza i wzruszającego refrenu. Wszystko razem tworzy małe arcydzieło, które powinno zamknąć cały album, bo numer Pinocchio Story (freestyle live in Singapore) zupełnie nic do albumu nie wnosi i wręcz psuje efekt końcowy.
Nowe wydawnictwo Kanye Westa podzieliło odbiorców jak chyba żadne inne w tym roku. Tak naprawdę nie da się o płycie 808’s & Heartbreak pisać neutralnie. Ogromny zawód poczują ci, którzy liczyli na bezpośrednią kontynuację pierwszych trzech płyta Westa, a także słuchacze, którzy podejdą do wydawnictwa jak do płyty hiphopowej. Entuzjaści R&B natomiast wystawić mogą krążkowi jedynie ocenę najwyższą. Inteligentne zastosowanie Auto-Tune’a, oryginalność zarówno liryczna jak i muzyczna, niespotykana szczerość autora płyty i niesamowicie chwytliwe refreny – to właśnie te elementy, które złożyły się na album goszczący w mych głośnikach niespodziewanie jak na płyty Kanye Westa długo. 808’s & Heartbreak miało mieć dla autora albumu funkcję terapeutyczną i jest mała szansa, że powróci on do dawnego stylu. Wydaje się jednak bardziej prawdopodobne, że to tylko początek eksperymentowania i cierpnie mi skóra na myśl, jak wyglądać może kolejne wydawnictwo artysty. Nie ma jednak sensu wychodzić w przyszłość, a lepiej skupić się na płycie obecnej, która to na pewno sprzeda się dobrze i znajdzie tyle fanów co hejterów. 808’s & Heartbreak nie jest albumem dla każdego – osobiście jednak serdecznie polecam.
Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris
11 Comments
Comments are closed.