Recenzje

Recenzja Pimp C – The Naked Soul of Sweet Jones

Przeczytaj recenzję płyty "The Naked Soul of Sweet Jones" i oceń czy to prawda, że album ten to godne zamknięcie owocnej kariery Chada Butlera.

Pimp C - The Naked Soul of Sweet Jones
Pimp C - The Naked Soul of Sweet Jones

Pimp C osiągnął w rapbiznesie dużo, ale z pewnością nie wykorzystał swojego pełnego potencjału. Nie pozwoliły mu na to przede wszystkim pobyt w więzieniu i przedwczesna śmierć. Bun B poprzez ciężką pracę i ogrom nagranych zwrotek, sprawił, że on sam, ale również i duet UGK, stali się może nie do końca częścią mainstreamu, ale na pewno marką rozpoznawalną na całym świecie.

Gdy Pimp C opuścił więzienie pod sam koniec 2005 roku, stał się od razu rozchwytywany do występów na płytach innych wykonawców, szybko wypuścił swoje solo, a w trochę dalszej przyszłości świetnie przyjętą przez krytykę oraz publiczność płytę „Underground Kingz”. Wyglądało na to, że jest to dopiero przedsmak tego, co Chad Butler może osiągnąć w najbliższym czasie. Plany samego rapera i oczekiwania publiczności pokrzyżowała śmierć tegoż, która nastąpiła niedługo po wydaniu wspomnianego przed chwilą albumu UGK. „The Naked Soul of Sweet Jones” to drugie (po „UGK 4 Life” duetu) i prawdopodobnie ostatnie pośmiertne wydawnictwo Pimp C. Złożenie płyty po śmierci artysty nie zawsze się udaje. Opisywany album to jednak, jak na razie, jedno z lepszych wydawnictw 2010 roku.

W utworze otwierającym krążek, zatytułowanym „Down 4 Mine”, będącym czymś pomiędzy intrem, a pełnoprawnym trackiem, Pimp C mówi, że ta płyta jest jego pierwszym solowym wydawnictwem. Poprzednie wydane były podczas jego pobytu w więzieniu, lub złożone bardziej w formie składanki. Faktycznie, na opublikowanym za życia rapera „Pimpalation”, pojawił się ogrom gościnnych zwrotek i sam Sweet Jones niekoniecznie wysuwał się na plan pierwszy. Jak na ironię i tego albumu nie udało się artyście skończyć. Ogromna lista gości może przerażać i znów tworzyć wrażenie swego rodzaju składanki. Są oni jednak z reguły dobrani pomysłowo i nie dominują nad mistrzem ceremonii. Na „The Naked Soul of Sweet Jones” czuć, że jest to solowa płyta Chada Butlera.

Zamieszczone są tutaj tylko dwa utwory solowe, ale w tych z gościnnymi występami, Pimp C na pewno nigdzie się nie gubi. Jazze Pha we „Fly Lady” pojawia się tylko na refrenie, w „Love 2 Ball” gościnnie występujący Chamillionaire ma jedną zwrotkę, podczas gdy gospodarz dwie, a także refren i podśpiewywanie na końcu. W „Made 4 Me” Pimp C i Too Short świetnie się uzupełniają, nawijając mniej więcej po równo. Sweet Jones często wykonuje refren, bądź jego część, pojawiają się jego mówione partie i naprawdę można odnieść wrażenie, że żyje i mógł kontrolować proces powstawania płyty. Goście dobrani są dość dobrze. Skoro jesteśmy przy „Made 4 Me”, to ciężko sobie wyobrazić dwóch lepiej pasujących do siebie raperów pod kątem traktowania przedmiotowo kobiet i tego, do czego są według nich stworzone. Magia bez wątpienia działa. Bun B, który w wywiadach odcinał się trochę od powstawania „The Naked Soul of Sweet Jones”, występuje tylko w trzech utworach. Ilość moim zdaniem dobrana idealnie. Dodajmy, że w jednym z lepszych tracków na płycie pt. „Go 2 War” jego zwrotka brzmi jak nagrana dobrych kilka lat temu, co dodatkowo dodaje numerowi kolorytu i uroku. J-Dawg natomiast, który dość mocno lansuje się ostatnio w Houston i okolicach, jest tutaj zupełnie niepotrzebny. Wydaje się marną podróbką Pastor Troya, a skoro tego pierwszego często trudno wytrzymać, to tym bardziej nie mam ochoty słuchać jego ksera. Goście z Trill Ent (Lil Boosie i Webbie) już się na wydawnictwach Pimp C pojawiali (ten na ich płytach również), a dodatkowo Sweet Jones w swojej zwrotce wymawia ich ksywki, co po raz kolejny tworzy wrażenie, jakby całość powstawała jeszcze za życia autora płyty. Przyznam się szczerze, że nie wiem, w jakiej części „The Naked Soul of Sweet Jones” zostało ukończone przed śmiercią Chada Butlera. Wrażenie jest jednak dobre – Pimp C na owym wydawnictwie żyje, ma się dobrze i wie, co robi.

Prawie wszystkie kolaboracje brzmią ciekawie i niewymuszenie, niezależnie od tego, czy gościnnie występują raperzy z Teksasu (Slim Thug, Chamillionaire), generalnie z Południa (Rick Ross), czy nawet Bay Area. Oprócz Too Shorta pojawia się bowiem również E-40, który nie tylko pasuje do całości numeru „Since the 90’s”, ale tak naprawdę zjada samego mistrza ceremonii, który brzmi tutaj wyjątkowo dobrze. Kontrowersje wzbudził występ Young Jeezy’ego, który naraził się sformułowaniem “two underground kings, one underground legend†, w drugiej części mając na myśli siebie. Sama kolaboracja jednak nie razi i utwór „Dickies” jest jednym z mocniejszych na płycie. Oprócz wspomnianego J-Dawga razi jeszcze oczywiście Drake w numerze „What Up?”. Pomijając fakt, że jest on obecnie największym nieporozumieniem w amerykańskim showbiznesie, jego zwrotka po prostu brzmi tutaj sztucznie. Prawdopodobnie Pimp C nagrałby z nim numer, skoro zrobił to sam Bun B. Może jednak brzmiałoby to wtedy lepiej. Do całości „The Naked Soul of Sweet Jones” Drake pasuje jednak jak kwiatek do kożucha.

Pimp C może być krytykowany za teksty, bo, nie oszukujmy się, nie jest raperem najlepszym technicznie. Rymy ma średnie, bywa dosadny i ordynarny, dużo przeklina, a jego stosunek do kobiet i upodobanie w słowie „bitch”, powoduje na pewno palpitacje serca u feministek. Ja będę jednak bronił zdania, że w takim sposobie nawijania tkwi jego urok. Sweet Jones obdarzony jest niesamowitą charyzmą i nawet najbardziej prostackie teksty mają w sobie trochę uroku, który potrafił wydobyć tylko bohater tej recenzji. Nikt inny nie może bowiem wypowiedzieć takiej linijki jak: “Hoes eat my dick like it’s corn on the cob†w sposób, który wywoła uśmiech szczery, a nie politowania. Pimp C nawija bardzo różnorodnie – szybciej lub wolniej, czasem przedłużając końcówki wersów, co w przypadku większości raperów jest manierą denerwującą (tutaj w żadnym wypadku), podśpiewuje, a nawet śpiewa. Nie sposób się przy tym nudzić. Jeśli chodzi natomiast o samą treść, to Chad Butler skupia się na tych lepszych sferach życia: rozwiązłe kobiety, narkotyki, zagraniczne samochody, drogie zegarki i pierścionki etc. W „Dwon 4 Mine” porównuje się do dziecka, które musi mieć pewne rzeczy i już, a Pimp C byle czym się nie zachwyci. „Fly Lady” czy „Made 4 Me” to natomiast teksty balansujące na granicy pornografii, „Since the 90’s” to mocne uliczne bragga, a w „Colors” autor płyty i goście opowiadają nam o swoim barwnym życiu. Chodzi oczywiście głównie o kolory pieniędzy, samochodów, ubrań i biżuterii.

Oprócz zalet omówionych przeze mnie do tej pory, trzeba powiedzieć o jeszcze jednej – „The Naked Soul of Sweet Jones” to płyta przede wszystkim świetnie wyprodukowana. Udało się tutaj zachować brzmienie charakterystyczne dla Sweet Jonesa i duetu UGK. Dominują więc mniej lub bardziej dynamiczne, ale prawie zawsze bujające produkcje, oparte na soulowo-funkowych samplach i pędzącej perkusji. Miłośnicy współczesnych brzmień również znajdą coś dla siebie. Syntezatory dopadają nas chociażby w „Since the 90’s”, wyprodukowanym przez Big E, który niejednego bangera ma już na koncie, czy w „Hit the Parking Lot”, za który odpowiada nadworny beatmaker Trill Ent – Mouse. Nie jest to może najgorętszy podkład jego autorstwa, ale z pewnością buja głową i jedyną wadą tego tracku jest jego zbytnia długość. Dwie świetne produkcje (już spoza grona współczesnych bangerów) dostarczył stały współpracownik UGK – Cory Mo. Nawet Boi-1da nieźle wczuł się w klimat podczas pracy nad „What Up?” i tylko szkoda, że jego bit pociągnął za sobą obecność Drake’a. Jednym zdaniem – „The Naked Soul of Sweet Jones” to album naprawdę dopracowany produkcyjnie; brzmieniowo spójny, ale też na tyle różnorodny, by nie zanudzić słuchacza.

Nowa płyta Pimp C robi świetne wrażenie w całości. Każdy znajdzie swoje ulubione tracki, jak i te, które nie przypadają do gustu, jednak najlepiej słuchać albumu od początku do końca. Moi faworyci to na pewno: „Down 4 Mine”, „Love 2 Ball”, „Since the 90’s” i „Go 2 War”. Niezbyt spodobał mi się natomiast nudnawy „Midnight”, którego jednak mimo wszystko mogę słuchać bez zniesmaczenia, jako fragmentu całości. Całości, która nie jest idealna (przez właśnie mniej ciekawe tracki, czy pojedyncze nieudane kolaboracje), ale na pewno robiąca wrażenie. W recenzji płyty „UGK 4 Life” napisałem, że zamyka ona godnie historię duetu i nie sądziłem wtedy, że będzie jeszcze możliwym wydanie albumu z Pimp C w roli głównej, który okaże się nawet lepszy. Teraz mogę tylko tamto zdanie sparafrazować, pisząc, że „The Naked Soul of Sweet Jones” to godne zamknięcie owocnej kariery Chada Butlera.

Exit mobile version