JUNIORbWOY – producenckie duo w natarciu!
Wywiady

JUNIORbWOY – producenckie duo w natarciu!


1. Początek Waszej pracy w studio kojaze z udzialem przy produkcji płyty Polski Ogień. Czy właśnie wtedy powstalo JUNIORbWOY?

Mothaship: Nie, JUNIORbWOY powstał nieco wcześniej, jeszcze w roku 2005. Dokładnej daty nikt chyba nie pamięta :) Nie należy też przesadzać z naszym „udziałem przy produkcji płyty Polski Ogień”. W zasadzie nasza rola ograniczała się do pomocy w sprawach technicznych: konfiguracji sprzętu, sequencera. Czasem też mówiliśmy do Pionear’a – „wiesz, że trzecia nuta w drugiej linijce jest za nisko?”, on zaś odpowiadał: „jasne, ale to jest ekspresja artysty” :)
JahcobJr.: Ja myślę że początki sięgają jeszcze dalej, tak naprawdę to współpracujemy muzycznie od chyba 2001, w różnych projektach, nie tylko związanych ściśle z reggae, może to nie była skonkretyzowana współpraca w duecie ale już coś wtedy zaczęło się krystalizować moim zdaniem. Sama nazwa i praca pod szyldem JB to naprawdę świeża rzecz.

2. Mieliście znaczący udział w tworzeniu płyty EastWestRockers ” Ciężkie Czasy „. Jak wyglądała i układała Wam się współpraca z taka mieszanką osobowości, jaką tworzą niewątpliwie wokaliści Ewr?

M: Ogólnie rzecz biorąc współpraca układała się bardzo dobrze, chociaż zdarzały się spore problemy logistyczne :) Cheeba pracował wtedy jeszcze pozamuzycznie – najpierw w Łodzi, potem w Krakowie. To i kilka innych rzeczy sprawiło, że album powstawał tak długo. Dobrze wspominamy tamten okres. Nawet słucham czasem „Ciężkich Czasów” w domu, a to nie zawsze się zdarza w przypadku albumu przy produkcji którego spędziło się 500 godzin.

J: Dla mnie to była wielka szkoła, tak naprawdę nasza pierwsza poważna produkcja, zarówno w sensie kompozycyjnym jak i realizatorskim. Mnóstwo czasu spędzonego nad odpowiednimi aranżami, potem brzmienie, realizacja wokali no i ostateczne miksy całości. Myślę że wiele nas ta produkcja nauczyła. Co do relacji z załogą EWR to jesteśmy dobrymi kumplami i m.in. też dla tego zaufaliśmy sobie podejmując tą współpracę…

3. Współtworzycie zespoł Vavamuffin. Ciężko jest pogodzić liczne koncerty oraz prace w studio?

M: Ciężko jest pogodzić życie osobiste z pracą w studio i koncertami. To jest chyba największy problem. Wiesz, my prawie nie bywamy w domu. Ale na szczęście nasze dziewczyny bardzo nas kochają i – choć nie jest to łatwe – są giga wyrozumiałe. Szacun! :)

J: Nic dodać nic ująć :) Chyba tylko Wielki szacun!

4.W Waszym studio gościli miedzy innymi: General Degree, Daddy Fready, czy Tippa. Z którym wokalistą najlepiej Wam się pracowało?

M: To były tylko sesje dubplate’owe. Dubplate’y to jest specyficzna praca, zupełnie inna niż robienie piosenek. Jahcob, Radar i ja pracowaliśmy z nimi wyłącznie jako realizatorzy, nie producenci. Myślę, że Daddy Freddy zrobił na mnie wrażenie najbardziej otwartej a zarazem łaknącej wiedzy osoby. Z G-Vibez’em – kompanem Tippa Irie zagraliśmy sobie na pianinie jam na cztery ręcę, Tippa coś tam pośpiewał, z Degree pogadaliśmy trochę o riddimach, o europejskim klimacie, polskiej publiczności. Wszyscy trzej okazali się otwartymi, pełnymi poczucia humoru osobami. Jesteśmy zaszczyceni, że mogliśmy ich gościć w KingsTone Studio. Poza tym Jamajczycy, to muzyczne zwierzaki, totalni muzyczni ADHD’owcy. W Polsce chyba tylko Cheeba może się z nimi równać w kwestii scenicznego i studyjnego szaleństwa. Jeśli zaś chodzi o wszystkich trzech jako artystów… Hmmm… Bardzo trudno to ocenić po sesji dubplate’owej. Szczególnie kiedy wziąć pod uwagę, że niektórzy z nich przyjechali do studia prawie prosto z domu, niektórzy po iluś tam dniach czy tygodniach trasy koncertowej. Zmęczenie potrafi zrobić z barwą i emisją głosu fatalne rzeczy…

J: Dla mnie najbardziej niesamowite było to, że praktycznie każdy z tych artystów miał w sobie taki ogromny luz. Żadnego spięcia, że cos nie wyjdzie, wręcz bym powiedział, że nawet odrobina zadufania i przekonania, że jest się naprawdę najlepszym. Natural born Jamaicans, seen? ;) A tak bardziej poważnie to, chyba największe wrażenie zrobił na mnie Tippa, może dlatego, że był pierwszym którego widziałem na żywo w studiu podczas dubplate sesji. Gość wszedł, pogadał chwilę, potem stanął za majkiem i pojechał wszystkie duby bez jednej przerwy, bez żadnych dubli czy powtórzeń. Po prostu, zaczynał się riddim, a Tippa jechał bez zatrzymania aż podkład się nieskończył. Patrzyłem i słuchałem tego z otwartą buzią :)

5. Na pewno macie szerokie rozeznanie na polskiej scenie dancahall/reggae. Na kogo Waszym zdaniem warto zwrócić uwagę? Pojawiają się nowi interesujący wokaliści?

M: Pojawiają się, choć nie tak jak grzyby po deszczu. Jest kilka postaci, które za rok czy półtora będą już na naprawdę na dobrym poziomie – szczerze w to wierzę. Nie będziemy mówić kogo mamy na myśli, bo ktoś sprzątnie ich nam sprzed nosa :) Ale mamy trochę taki plan i program, żeby wspierać młode talenciaczki i młodych talenciaków.

6. Jak wygląda praca JUNIORbWOY na co dzień? Razem pracujecie nad jednym riddimiem, czy tworzycie osobno?

M: To jest praca kilkuetapowa. Na pewnych etapach pracujemy razem, na pewnych osobno, choć i tu nie ma reguły. Zazwyczaj któryś z nas przynosi jakieś tam partie, które przygotował w domu lub wcześniej w studio – Jahcob perkusję, ja linię basu czy po prostu jakąś progresję harmoniczną i potem pracujemy nad tym razem – komponujemy, nagrywamy, dogrywamy, aranżujemy, psujemy albo naprawiamy sample, śpiewamy, wydajemy z siebie szalone odgłosy. Ogólnie bardzo dobrze mi się pracuje z Kubą, prywatnie jesteśmy przyjaciółmi. Myślę, że to jest szalenie ważne. My w zasadzie w ogóle nie mamy konfliktów w pracy. Jeśli któryś z nas uważa, że ten drugi robi lipę, to zwyczajnie się naśmiewa i mówi brzydkie słowa :). Tworzeniu muzyki powinna towarzyszyć zabawa, nawet kiedy chce się mówić czy grać o rzeczach poważnych. Kompozycja, produkcja i miks to rodzaj gry. Grasz z samym sobą, ze swoimi przekonaniami estetycznymi, z tym co widzisz na monitorze, z całą tą psychakustyką, z ograniczeniami sprzętowymi, z słuchaczem, jego przyzwyczajeniami, oczekiwaniami. I jak chcesz wygrać, to trzeba znać swoją wartość, nie przeceniać się, a przede wszystkim zachować dystans. A zwycięstwo znaczy tu tyle, co satysfakcja.

J: Tworzenie muzyki to taki test czy potrafisz przekroczyć pewne granice, a nie tylko powielać to co już sprawdzone i to co się podoba. Wiadomo, że każdy z gatunków w jakimś tam sensie jest określony co do swojej struktury, ale według mnie to najważniejsze jest inspirowanie się tą strukturą a nie jej imitowanie. Gramy z Olkiem bardzo różną muzykę, nie tylko reggae, działamy w szalonym projekcie James Ashen, który jest doskonałym dowodem na to, że w muzyce można wszystko, łączyć house ze swingiem, drum’n’bass z klasycznymi harmoniami czy jungle z punkiem. Udzielamy się sesyjnie w projektach które z muzyką reggae mają niewiele wspólnego. Ale właśnie za tą różnorodność kocham muzykę!

7. ThaBwoy, Słyszałem, że Twoja ksywka rozrasta się wraz z ilością koncertów Vavamuffin. Jaka jest aktualnie? ;)

M: Masz nieaktualne informacje, od dłuższego czasu jest Mothashipp i – przynajmniej oficjalnie – tak już chyba zostanie :) Poza tym mam setkę imion. Wiesz, jak spędza się w trasie pół tygodnia wciąż z tymi samymi osobami, to trzeba im wymyślać nowe imiona – inaczej jest nuda :) Mamy w zespole Cesarzową, Morszczuka, Dzielnego Krzysia, Ojca, Matkę, Wielebnego, Doktora Szmatę, Szczura Wodniaka i juz dalej nie wymieniam, bo będzie ryfa :)

J: Szynszyla, Bolsztyna, Myszę i Stuarta ;)

8. Trwają prace nad drugą studyjną płytą Vavamuffin. Możecie zdradzić kiedy się ukaże oraz co będzie zawierać? Słyszałem o gościach z zagranicy….

M: Będzie zawierać ścieżki audio :) Reggae, dancehall. Ukaże się być może wiosną, bardzo się staramy zdążyć, ale nie chcemy obiecywać, bo nie chcemy się śpieszyć. Za pośpiech prawie zawsze płaci się jakością. Jeśli chodzi o gości, to nic, a nic nie powiemy.

J: Prace trwają w pocie czoła, dniami i nocami. Już niebawem ukaże się pierwszy singiel promujący to wydawnictwo. Potem mamy nadzieję, że drugi no i cała płyta jak mówił Olek na wiosnę.

9. Ponoć w niedługim czasie ma się ukazać seria 7” z Waszym riddimem. Uchylicie rąbka tajemnicy? Pracujecie jeszcze nad jakimiś innymi projektami?

M: I tu niestety nic nie powiemy. Nie chcielibyśmy robić apetytu, dopóki wszystko nie jest dopięte na ostatni guzik. Możemy tylko zdradzić, że w przypadku serii siedmiocalówek będzie to stary, już wcześniej publikowany riddim w nowej wersji, z kilkoma instrumentami nagranymi na nowo i nowym miksem. Zaczynamy też właśnie realizować drugi projekt, ale tu znowu wszystko jest tajemnicą. No może oprócz tego, że riddim jest mega świeży :)

J: I totalnie różny od tamtego…

Warto odwiedzić strony:

http://www.juniorbwoy.com
http://www.myspeace.com/juniorbwoy