
WBW 2008 – Wielka Bitwa o przetrwanie
Za nami kolejna edycja najstarszego w Polsce turnieju wolnego mikrofonu.
W tym roku tytuł Mistrza WBW wywalczył Muflon w trudnej finałowej walce jaką stoczył z Flintem. To już drugie zwycięstwo tego uzdolnionego zawodnika. Poprzednio pas Mistrza WBW wywalczył w 2006 roku na finale w warszawskim klubie Palladium.
25 października 2008 roku do walki o tytuł najlepszego stanęło 8 zawodników wyłonionych w eliminacjach: Dolar, Puoć, Flint, Muflon, Green, Solar, Białas oraz Trzy Sześć. Oceniało ich jury w składzie: Tetris, Proceente, Duże Pe oraz Rufin MC, a imprezę poprowadziło dwóch nieprzeciętnych gości od dawna związanych z Wielką Bitwą Warszawską: Funny oraz Filip Rudanacja.
Bez wątpienia to była dobra bitwa. Dla niektórych lepsza, dla niektórych gorsza. Na bitwach wolnego stylu każdy wytrawny słuchacz jest w stanie ocenić czy dany zawodnik zaprezentował się na poziomie swoich umiejętności. Do prędkości przelotowej doszedł młody i świetnie zapowiadający się Solar, natomiast zdecydowany spadek formy można było zaobserwować u Puocia. Reszta zawodników wystąpiła na miarę swoich możliwości. Nie da się tego opisać w krótkim felietonie. To po prostu trzeba zobaczyć.
Było naprawdę dobrze. Każdy z występujących zawodników reprezentuje wysoki poziom, więc nie było występów słabych. Bądź co bądź to finał. Z roku na rok jest trudniej. Miliony słów które już padły na poprzedzających walkach, tysiące metafor, setki epitetów. Coraz trudniej jest zarapować coś oryginalnego, coś czego jeszcze nie było. To nie wątpliwie kunszt i umiejętności zawodników dają widzom poczucie uczestnictwa w czymś wyjątkowym i nie powtarzalnym. Możliwość uczestniczenia w tworzeniu historii kultury Hip-Hop w Polsce.
Jak w stajni…
Niestety klub The Fresh pokazał się od najgorszej strony. Skąpe oświetlenie sceniczne i wodę kapiącą z sufitu można jakoś przeżyć. Nie wybaczalne jest jednak totalne olanie kwestii nagłośnienia w klubie. Można zainwestować w plazmy rozwieszone na każdej ścianie, ale jednocześnie nie można zapominać o prawidłowym przygotowaniu klubu do pełnienia jego podstawowej funkcji – serwowania muzyki. Bałagan w kablach, niedziałające przewody i co najważniejsze i najbardziej żenujące – niedziałające mikrofony! Doszło do tego, że na scenie pozostał jeden (!!!) sprawny mikrofon. Dzielić się nim musiało dwóch prowadzących, czteroosobowe jury oraz dwóch występujących w każdej walce zawodników. W niezłym szoku była również trójka beatboxerów którzy po wejściu na scenę otrzymali informację o „małej awarii” sprzętu.
Extremalny burak…
Pomimo wyśmienitego poziomu finał WBW zakończył się bardzo nie miło. Na szczęście nie za sprawą zawodników. Otóż właściciel klubu z niewiadomego powodu wynajął klub na imprezę charytatywną, która miała się rozpocząć zaraz po finale WBW 2008. Nie byłoby w tym nic złego – wiadomo, impreza charytatywna czyli taka z głębszym przesłaniem – gdyby nie zachowanie jej organizatorów.
Totalnym chamstwem i buractwem popisał się prowadzący imprezę charytatywną Filip Dymkowski o pseudonimie Batman. Chyba wiszenie głową w dół mu nie bardzo służy, bo wciąż nalegał na sprowadzonych przez siebie artystów by „na chama” (dosłowny cytat!) pchali się na scenę. Na szczęście Dj Spike nie dał się sprowokować. Aż strach pomyśleć co mogłoby się wydarzyć gdyby to był ktoś inny. Batman nie potrafił zrozumieć, że walki dobiegają końca i w sposób bezczelny domagał się ich zakończenia. W efekcie w beznadziejny sposób przerwał kończący bitwę pokaz mistrzów.
Jak to zazwyczaj na imprezie charytatywnej bywa obsada artystyczna to prawie sami fani jebania policji. Fajnie prawda? Ale nie ma się co dziwić. Tylko takie barany zgadzają się żeby grać za darmo – w przeciwnym wypadku nie graliby wcale.
Jakie zespoły taka publiczność…
W miarę upływającego czasu klub wypełniał się ulicznikami różnej maści. Jakby tego było mało w klubie pojawił się Chada. Ten jegomość w różowym sweterku po jakiś czas wykrzykiwał niewyszukane inwektywy pod adresem Duże Pe. Wprost idealne połączenie. Intelektualni zawodnicy wolnostylowi oraz ćwierćinteligenci, których życiowym mottem jest uprawianie stosunków analnych z organami ścigania.
Gdy impreza charytatywna przejęła scenę eloziomki szykowały się do koncertu. Tego już było za wiele. Czasami można odnieść wrażenie, że ich Hip-Hop to coś zupełnie innego od naszego Hip-Hopu. Czas do domu.
Refleksja na koniec…
Apel do organizatorów:
Po pierwsze NIGDY WIĘCEJ WE FRESHU!
Po drugie WIĘCEJ ATRAKCJI (bo nie samym freestylem człowiek żyje)!
Po trzecie NIGDY WIĘCEJ ELO ZIOMKÓW!
Jak zapewnił organizator WBW – zgodził się na imprezę charytatywną po finale WBW gdyż spodziewał się lepszej współpracy i pokojowego przejęcia sceny. Nie walki, stresu i buractwa.
Fundacji Cor Infantis, która była organizatorem imprezy przydałby się lepszy dobór współpracowników i artystów, bo to co miało miejsce w klubie The Fresh na pewno nie wpłynie na pozytywny wizerunek fundacji.
Miejmy nadzieję, że ta historia nie wpłynie na rangę WBW i nadal pozostanie ona najbardziej prestiżową bitwą w Polsce. Oto zadbać muszą zarówno organizatorzy, zawodnicy jak i publiczność.