
Sprawa Cassidiego o morderstwo pierwszego stopnia rozpoczęta. W procesie zeznają świadkowie, którzy przedstawiają sprzeczne wersje wydarzeń.
23-letni Cassidy oskarżony jest o morderstwo pierwszego stopnia. Raper, którego prawdziwe imię i nazwisko to Barry Reese, odpowiada za zabicie Demonda Hawkinsa. Zabójstwo to miało miejsce 15 kwietnia ubiegłego roku w trakcie strzelaniny, w której dodatkowo dwie inne osoby zostały ciężko ranne. Strzały padły na ulicy za domem rapera w czasie sprzeczki, w której udział brała ekipa Cassidy’iego i Hawkinsa. Demond zginął w vanie, którym wraz z ziomkami przyjechał do Cassidiego uzgodnić to i owo.
Badania balistyczne wykazały, że w kierunku samochodu oddano około 30 strzałów, a z wnętrza pojazdu – 12. Wciąż nie wiadomo kto strzelał pierwszy – zeznania świadków dają sprzeczny obraz sytuacji.
Na ostatniej rozprawie zeznawał Roberto Johnson – przyjaciel denata i jedna z głównych postaci kwietniowej sprzeczki. Zeznał on, że gdy padły strzały, znajdował się przy samochodzie w niewielkiej odległości od domu Cassidy’iego (oddawał mocz, jeśli trzymać się szczegółów). Gdy padły strzały, schował się za samochodem. Przesłuchiwany przyznał się, że chwilę wcześniej był w domu rapera i to nie w celach pokojowych. Przyznał, że chciał odegrać się za bójkę, która miała miejsce w aptece wcześniej tego dnia.
Adwokat Cassidiego wysunął hipotezę, że pierwszy strzał mógł w rzeczywistości paść z broni Johnsona. Świadek utrzymywał jednak, że tamtego wieczora nie był uzbrojony. Zeznał, że w vanie widział tylko broń swojego kumpla, którą po strzelaninie zabrał ze sobą, schował we własnym samochodzie, a następnie sprzedał.
Nieco inny obraz sytacji przedstawił Joseph Newkirk. Świadek ten twierdził początkowo, że na własne oczy widział jak Cassidy oddaje strzał z własnej broni. Na rozprawie odwołał jednak poprzednie zeznania i oświadczył, że złożył je pod naciskiem policji.
Prokuratura mimo wszystko dążyć będzie udowodnienia, że Cassidy zaplanował morderstwo Johnsona. Raper rozmyślnie rozstawić miał czterech wspólników na pozycjach, z których ekipa zamordowanego nia miała ucieczki. Chodziło rzekomo o zapędzenia przeciwników w miejsce, z którego nie było odwrotu i wyrównanie porachunków.