Recenzje

Paul Wall – „Get Money, Stay True”


Paul Wall, niegdyś jubiler i raper nagrywający niezależnie z Chamillionairem, znany jedynie lokalnie, dzisiaj gwiazda i jeden z bardziej znanych reprezentantów Houston, powraca ze swoim drugim solowym albumem zatytułowanym „Get Money, Stay True”.

Oczekiwania są duże, gdyż pierwszy krążek artysty pt. „The People’s Champ” zrobił swego czasu spore zamieszanie, zadebiutował na pierwszym miejscu listy Billboard i końcowo osiągnął platynę. Biały raper szczerzący platynowe zęby w każdym z ujęć, okładka z „grillem” na pierwszym planie i czołówka najlepszych południowych MCs zaproszonych na krążek, budziły zainteresowanie i całe przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem komercyjnym. Półtora roku później Wall wraca z nowym krążkiem, licząc na to, że ten sam pomysł na zrobienie dużych pieniędzy, znów okaże się skuteczny. Czy jest to słuszne założenie?

Sama osoba Paul Walla oryginalna już wcale nie jest, platynowe „grille” powoli się nudzą, do tego stopnia, że niektórzy raperzy (Chamillionaire, Mike Jones) porzucili „ideały” i przestali się z nimi obnosić, lista producentów i gości na „Get Money, Stay True” jest uboższa niż na debiutanckim krążku, a sama płyta składa się tylko z 14 utworów. Wróży to komercyjną i artystyczną porażkę. Wall wychodzi jednak z tego, jeśli nie zwycięsko, to przynajmniej obronną ręką.

Premierę „Get Money, Stay True” poprzedziło wydanie dwóch singli, zatytułowanych kolejno „Break 'Em Off” i „I’m Throwed”. Są to bezwzględnie najlepsze utwory na płycie – bangery, które doceni każdy fan Dirty South. W „Break 'Em Off” mocne syntetyczne dźwięki mieszają się z perkusją a’la Mannie Fresh i refrenem w stylu Chopped & Screwed, a za całość odpowiada Mr. Lee, który jest producentem większości utworów na „Get Money…”. „I’m Throwed”, którego autorem jest Jermaine Dupri, to klubowy joint o dość dużym potencjale komercyjnym, z refrenem J.D. miło urozmaicającym nawijkę Walla.

Oba kawałki są reprezentatywne dla całej płyty, bo o ile na „The People’s Champ” białas z Houston dbał o różnorodność, tak na tym krążku dostajemy 14 mniej lub bardziej dynamicznych utworów traktujących o liczeniu pieniędzy, świeceniu biżuterią i wkurwianiu hejterów. Ze względu na brak pomysłów, ograniczona liczba kawałków okazała się więc definitywnie zaletą. Wall posiada charakterystyczny głos, dobre wyczucie rytmu i w miarę dynamiczny flow, znany zresztą z jego poprzednich produkcji. Jak widać, w tym aspekcie również nie zaszedł progres, lecz reprezentanta Houston wciąż słucha się dobrze. Wall z wyczuciem płynie po podkładach, stanowiąc dobre uzupełnienie tych lepszych i ubarwiając te słabsze. Aspekt wokalny jest więc mocną stroną autora „Get Money, Stay True”. Jak natomiast wygląda kwestia rymów?

Paul Wall jest tekściarzem poprawnym. Posiada charakterystyczną manierę używania monorymu i dużej ilości porównań. Czasami prowadzi to do banałów w stylu „I’m fly as a Superman”, czy „my hustle is Godzilla, my muscle is King Kong”, zdarza się jednak, że Wall błyśnie czymś ambitniejszym: „I’m addicted to countin’ green/ my money is Bill Gates, my ballin’ is Yao Ming”. Jeśli chodzi o tematykę utworów, to jak już wspomniałem, jest ona bardzo uboga. Tak naprawdę „Get Money, Stay True” to jedno wielkie bragga, urozmaicone dwoma kawałkami o panienkach. Można się było tego spodziewać i nikt nie oczekiwał od Paul Walla wielkiego przesłania, ale brak na tej płycie utworów chociaż w małym stopniu skonceptualizowanych w stylu „Internet Going Nutz” z „The People’s Champ”. Mimo wszystko raper posiada dużą charyzmę i słucha się go przyjemnie.

Tym co wpływa na mój brak pełnego entuzjazmu w stosunku do „Get Money, Stay True”, jest produkcja albumu. Aż dziewięć podkładów wyszło spod ręki Mr. Lee. Są to typowe, południowe brzmienia, którym jednak czegoś brakuje. Oprócz bardzo dobrych singli, ciężko jest wyróżnić jakieś konkretne utwory. Można natomiast powiedzieć, że podkład do „That Fire” brzmi jak produkcja robiona od niechcenia na kacu i nie ratuje jej nawet chwalony przeze mnie flow Walla. Gościnnie występująca Trina również nie zachwyca i do spółki daje to kawałek, do którego już więcej nie wrócę.

Bas w utworze „Everybody Know Me” jest niemalże niesłyszalny, choć całość brzmi całkiem nieźle, głównie dzięki dobrej nawijce Walla i gościnnie występującego Snoop Dogga, który zapadł mi w pamięć punchlinem „I’m the only rapper known by your gradmother”. Natomiast utwory takie jak „On The Grind”, czy „Bangin’ Screw” ratuje tylko i wyłącznie wokal autora płyty. Po namyśle mogę wyróżnić kawałek produkcji Drumma Boy, zatytułowany „Gimmie That”, dostarczający nam porządną porcję crunku i „I’m Real, What Are You” z gościnną zwrotką Juelza Santany, który wyrasta na jednego z lepszych raperów młodego pokolenia. Nie jest więc tragicznie, lecz ja liczę na to, że przy nagrywaniu następnej płyty, Wall zatrudni szersze grono uznanych producentów i tym sposobem stworzy album klasyczny, gdyż ma potencjał, żeby tego dokonać.

Paul Wall by wypłynąć potrzebował sensacji, wysokiego budżetu i plejady najlepszych gości. Przy drugiej płycie postanowił udowodnić, że to on sam jest gwiazdą i nie potrzebuje tak dużego wsparcia. Wiadomo już, że powodzenie krążka w pierwszym tygodniu było umiarkowane (92 000 sprzedanych płyt), lecz z punktu widzenia artystycznego Wall mimo wszystko osiągnął sukces. Bo chociaż „Get Money, Stay True” to krążek gorszy niż debiut, to całkiem przyjemny w odbiorze, pokazujący, że jego autor jest kimś więcej niż gwiazdą jednego sezonu.

Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris

Exit mobile version