
Zespół Vavamuffin powstał mniej więcej w lutym 2003 roku w Warszawie. W skład zespołu weszli przedstawiciele dwóch, a może i trzech, pokoleń reggae i raggamaniaków. Trzech nawijaczy oraz band tworzą bardzo energetyczną miesznkę.
Jak i kiedy powstał zespół Vavamuffin?
Vvm: Mniej więcej 2,5 roku temu, teraz to już może być 3 lata jak istniejemy w tym składzie, chociaż niewielkie zmiany miały miejsce w
ekipie.
Skąd u Was fascynacja kulturą jamajską?
Vvm: W każdym to jakoś indywidualnie dojrzewało i zaczynało kiełkować w różnych etapach życia, ale ogólnie można powiedzieć, że to zainteresowanie zaczęło się od muzyki. Dopiero przez lirykę, która jest nieodłącznym składnikiem tej muzyki zaczęliśmy coraz głębiej docierać do samej kultury miejsca, z którego reggae się wywodzi. W przypadku reggae/dancehallu kultura i korzenie są bardzo ważne.
Reggae staje się coraz bardziej popularne. Na festiwal One Love we
Wrocławiu przyszło kilka tysięcy fanów. Czy odczuwacie skutki wzrostu
zainteresowania tą kulturą?
Vvm: Pewnie, że tak. Myślę, że każdy, kto ma jakiś związek z reggae (i nie tylko) doskonale to odczuwa. Ta muzyka zaczyna wchodzić do tzw. Mainstreamu i nie ukrywamy, że nam to nie przeszkadza. Aczkolwiek tak jak w każdej takiej sytuacji staje się to świetnym gruntem do zbijania tylko i wyłącznie kasy, nie myśląc o tym, co tak naprawdę jest w tym wszystkim ważne. To, co stało się z hiphopem to niestety dobry przykład na to ile można wyprodukować słabizny tylko dlatego, że to się obecnie sprzedaje.
Muzyka reggae niesie ze sobą bardzo pozytywne treści. Czy znajdują one odzwierciedlenie w polskiej rzeczywistości?
Vvm: Z tymi pozytywnymi treściami to bywa różnie, zwłaszcza jeżeli popatrzymy na to co niosą ze sobą niektóre teksty wykonawców dancehall czy raggaton. Dużo jest tam przemocy, pistoletów i kasy. Dla nas liczy się tylko consious reggae, czyli to co nazwałeś pozytywnymi treściami, a to jest zawsze i w każdym miejscu aktualne. Choćby dlatego, że wszędzie znajdzie się ktoś, dla którego spluwa i forsa są priorytetem.
Chodzi mi o taką sytuację, w której wielu wykonawców śpiewa o miłości, tolerancji. One Love! Chciałbym wiedzieć, czy polscy wykonawcy kierują się tymi wartościami w swoim życiu?
Vvm: Po pierwsze musisz oddzielić od siebie to, co ktoś śpiewa na scenie, od tego co robi w życiu. Każdy z nas jest tylko człowiekiem, a więc ma swoje słabości, ułomności, nikt z nas nie jest święty. Jasne, że nikt z nas nie kradnie, nie rabuje, ale świętymi nie jesteśmy. Te wartości, które pojawiają się w tekstach, te o które pytasz są oczywiście dla nas ważne, chcemy i staramy się żeby było ich w naszym życiu jak najwięcej, tak jak i w życiu tych którzy nas słuchają.
Jesteście pozytywnie odbierani przez środowisko miłośników jamajskich brzmień, staracie się dotrzeć do szerszego grona odbiorców?
Vvm: Robimy swoje, raczej nie gramy pod publikę, chociaż z pewnością dla niej. To jest to o czym mówiliśmy przed chwilą, reggae staje się popularne, dociera do najróżniejszych ludzi. To jest ważne. Mówimy do wszystkich, a nie do określonej grupy.
Dzisiejsza muzyka jamajska ( dancehall ) ma wiele wspólnego z hip hopem. Pablopavo śpiewa, że jamajka jest babką nawijania. Pokrewne gatunki, czy wręcz bracia?
Vvm: Wiesz niewątpliwie Jamajskie nawijanie było pierwsze, potem powstał amerykański Rap, ale obecnie obie te kultury, kultura latynoska –przenikają się, z różnymi skutkami zresztą. Kiedy reggae bierze najciekawsze rzeczy z hip hopu, a hip hop z reggae- wtedy jest git.
Pablopavo, nagrywałeś z Fu, Hemp Gru… Blisko Ci do ich przekazu? Skąd ta współpraca?
Pablopavo: Wiesz, trudno jest mi określić jaki jest dokładnie przekaz HG czy Fu, to są artyści absolutnie według mnie niejednoznaczni i bardzo dobrze. Z numerów, w których brałem udział jestem zadowolony i od strony muzycznej i lirycznej. A współpraca powstała naturalnie: z Wilkiem poznałem się przy okazji Bauaganu Mistrzów i chyba spodobało mu się to, co robię, z Fusznikiem znamy się dłużej, nagraliśmy razem już pare kawałków, kolegujemy się. To co najważniejsze dla mnie przy obu tych współpracach– czyli szczerość, nie udawanie kogoś kim się nie jest- zostały zachowane. Ja nie będę Bilonem a Bilon nie będzie mną- ale możemy razem działać– mam nadzieję, z dobrym skutkiem. Pozdrawiam całe Hemp Gru , Olsena, Fu, Pono…
Płytę mogliście wydać w dobrze rokującej wytwórni, jednak zdecydowaliście się na mało znane Karrot Komando, jak po czasie oceniacie swój wybór?
Vvm: Bez wazeliny, najlepszy wybór, jaki mogliśmy zrobić (śmiech).
Karrot to chyba nie tylko wytwórnia? Agencja koncertowa?
Vvm: Karrot to przede wszystkim agencja koncertowa. Wystarczy zajrzeć na ich stronę (http://www.karrot.pl) i porównać ile wydali płyt, a ile robią koncertów. Tak naprawdę to jest chyba obecnie najbardziej aktywna agencja koncertowa w kraju. Nie wiem czy ktoś może pochwalić się większą ilością organizowanych koncertów. Ale, to co jest ważniejsze od ilości to jakość współpracy z nimi. Zawsze to powtarzamy, że nie mogliśmy lepiej trafić z naszym zespołem.
Ponoć sprzedał się cały nakład Waszej płyty, czy to prawda?
Vvm: Dodruk już chyba jest w obiegu.
To jak to jest. W epoce mp3 macie dodruk płyty? Rzadko się coś takiego zdarza. Walczycie z piractwem w sieci czy jak?
Vvm: Wiesz, raczej się zastanawiamy u ilu osób tak naprawdę jest nasza płyta. Tzn. Ile nielegalnych kopii przypada na jeden oryginał. Owszem zdarza się, że zadzwonimy do administratora jakiegoś serwisu w internecie i prosimy o usunięcie plików z naszymi nagraniami, ale zdajemy sobie sprawę, że tak naprawdę to jest walka z wiatrakami. Ja osobiście (Gorg) jestem za jakąś formą legalizacji tego procederu, tzn. wprowadzenia jakiejś opłaty ryczałtowej za możliwość legalnego wymieniania się plikami mp3, ale żeby nie było tak, że muzyk w związku z tym nie ma co do garnka włożyć. Dotychczasowe represyjne formy walki z piractwem internetowym to jak dla mnie całkowita porażka.
Zauważyłem, że wielu wykonawców reggae wydaje swoje piosenki na
płytach gramofonowych. Wy też tak postąpiliście. Skąd chęć wydania
swojego materiału na winylu?
Vvm: Tak naprawdę w innych krajach wszystko wydaje się na wosku i na CD, od jazzu po pop. Reggae do tego wszystkiego jest silnie związane deską kulturą dj’ską i soundsystemową, więc winyl to raczej obowiązek (śmiech). Na szczęście w Polsce chyba zaczyna się coś w tym kierunku ruszać.
Utrzymujecie się z muzyki? Czy raczej musicie łączyć swoje
codzienne obowiązki z graniem koncertów i próbami?
Vvm: Część się z tego utrzymuje, grając też w innych projektach, a część ma stałą pracę i dzieli swój czas pomiędzy te dwie rzeczy. Dla niektórych muzyka jest stałą pracą.
Inne projekty? Chodzi o wokalistów?
Vvm: Cały czas coś się dzieje. Nagraliśmy zwrotki do piosenki Familijna Komitywa na nowej płycie Habakuka. Nieustannie działamy z Reggaeneratorem w Zjednoczeniu(ss), ja (czyli Pablo) nawijam też w polsko-arabskim zespole Sedativa, nagrywamy czasem coś solowego, pojawimy się pewnie na płycie przyjaciół z Dubermana itd itp.
Reggaenerator i Pablopavo nagrywają gościnnie na różnych płytach. A co z Gorgiem? Jego jakoś jest najmniej.
Gorg: Ja już nagrałem parę płyt wcześniej to chłopaki muszą trochę podgonić (śmiech). Tak na serio to ja po prostu nie mam czasu. U mnie akurat muzyka nie jest tą jedyną rzeczą, którą robię w życiu i nie poświęcam się temu w 100%’ach. Chłopaki mają czasem pretensje, że na Vavamuffin nie mam wystarczająco dużo czasu, a co dopiero na jakieś poboczne projekty.
Swego czasu na Vivie leciał Wasz teledysk. Jest on bardzo specyficzny. Jakie były okoliczności jego powstania?
Vvm: (śmiech) To prawdę mówiąc taki gifcik od ekipy, która nam to zrobiła. To miała być taka zabawka, na festiwal TopTrendy, ale okazało się, że skoro nie mamy kasy na porządny klip to nim będzie. Obecnie powstaje nowy, profesjonalny klip. Ale nic więcej nie powiemy na razie…
Słyszeliście uzasadnienie, dlaczego to właśnie Was wybrano na TopTrendy? Kandydatów pewnie było wielu.
Vvm: Nie, nikt nam się nigdy z tego nie tłumaczył. Kandydatów zgłaszały wytwórnie i tu akurat zadziałało Sony-BMG, bo to oni się zajmują naszą dystrybucją i chyba był to dobry strzał, skoro płyta się w miarę dobrze sprzedaje.
Wasze koncerty są niesamowicie energetyczne. Pozwalacie sobie na improwizacje, czy macie wszystko zapięte na ostatni guzik?
Vvm: Zawsze jest miejsce na improwizacje, chociaż są to dyskretne smaczki raczej. Wszystko zależy od klimatu na koncercie.
Podsumowując dotychczasową działalność zespołu – co było Waszym największym sukcesem?
Vvm: Chyba to, że udało nam się wydać debiutancką płytę, ciągle gramy i mamy mnóstwo pomysłów na nowe rzeczy. To, że ludziom odpowiada to, co robimy i dobrze się przy tym bawią. To chyba najważniejsze dla kogoś, kto robi muzykę i propaguje ją.
Pamiętacie swój najlepszy i najgorszy koncert?
Vvm: Było kilka tych naprawdę mistycznych i kilka takich, które można by zagrać lepiej, ale tak naprawdę każdy koncert w jakimś sensie jest ważny, bo czegoś cię uczy, nawet jak go położysz. Inaczej gra się na dużych festiwalach w letnie wieczory, a inaczej w klubie kiedy na zewnątrz jest minusowa temperatura.
Ok, płyta już jest. Dobrze się sprzedaje. Gracie dużo koncertów. Jakie macie plany na przyszłość? Tan sam skład czy może jakieś zmiany? Nowa płyta?
Vvm: Skład raczej taki sam, nie robi się zmian w wygrywającej drużynie. Nowa płyta – tak! Już nad nią pracujemy. I bardzo chcemy, żeby się ukazała w tym roku. Oprócz tego już niedługo powinna się ukazać płyta z remiksami naszych numerów zrobionymi przez paru naprawdę ciekawych muzyków i producentów. Będzie też winylowy singiel (siódemka) z numerem Sekta a na stronie będzie riddim i mamy nadzieję, że natchnie to kogoś do nawinięcia czegoś ciekawego na tym numerze. Ale przede wszystkim koncerty.
Powiedzcie, czego można się spodziewać po nowej płycie.
Vvm: Ognia! (śmiech) Rozwijania naszej drogi, tego stylu, który chyba gdzieś tam się wykrystalizował, mamy nadzieję lepszych produkcji, lepszych wokali. Na razie wychodzi na to, że płyta będzie spokojniejsza, ale to dopiero początek pracy –jeszcze wiele może się zmienić.
Ostatnie słowo dla słuchaczy rapgra.com….
Vvm: Trzymajcie się tego, co uważacie za słuszne, nie dawajcie się wodzić za nos, popierajcie polską dobrą muzykę –nieważne czy to Hip –Hop, Reggae czy Jazz. Do zobaczenia na koncertach!