Recenzje

Birdman – 5 * Stunna

Jeśli rozważać kwestię „króla Południa” (pomijając bezsens samej nazwy i sporu), to niewielu jest raperów, którzy mogliby mieć większe prawo do tego tytułu niż Bryan Williams a.k.a. Birdman. Założyciel wytwórni Cash Money i człowiek, który odkrył i wypromował takich wykonawców jak Lil’ Wayne, B.G. czy Juvenile, jest z pewnością człowiekiem, który w sposób nieoceniony przyczynił się do dzisiejszej, ogromnej popularności tej części Stanów Zjednoczonych.

Wszystko zaczęło się w Nowym Orleanie, gdzie bracia Bryan i Ronald Williams postanowili założyć wytwórnię hiphopową, nie przeczuwając przypuszczalnie, jak wielki sukces wkrótce stanie się ich udziałem. To jednak Baby uznawany jest za tego, który doprowadził imperium Cash Money na szczyt popularności pod koniec lat ’90, kiedy to ukazywały się nawet multiplatynowe produkcje reprezentantów labelu. Nasuwa się w tym momencie oczywiste porównanie z Masterem P i jego No Limit. Wytwórnie oczywiście ze sobą rywalizowały, a druga z nich osiągnęła jeszcze większy sukces komercyjny. Historia lubi jednak płatać figle. Master P skończył się na początku nowego milenium i aktualnie No Limit jest raczej marginalnym zjawiskiem na mapie hiphopowej. Wydawało się, że Birdman również powoli traci na znaczeniu – od artysty odwrócili się prawie wszyscy jego podopieczni w tym nawet wieloletni partner i superproducent, w znaczącym stopniu odpowiedzialny za sukces Cash Money – Mannie Fresh. Wydana w 2005 roku płyta Fast Money, która sprzedała się w ilości niewiele ponad 200 000 egzemplarzy, wydawała się być początkiem końca biznesmena, przynajmniej w kontekście przemysłu muzycznego. Być może Birdman skończyłby tak jak jego rywal, jednak artysta zostawił sobie asa w rękawie, którym był i zdaje się jest nadal Lil’ Wayne – niezły raper i maszynka do robienia pieniędzy. Pod koniec 2005 roku Cash Money wydało płytę Tha Carter 2 i rok później kolaborację artystów – Like Father, Like Son. Obie płyty osiągnęły sukces, artyści zaczęli lansować się w wielu utworach innych wykonawców, a Bryan Williams konsekwentnie odbudowywał imperium Cash Money, zbierając wokół siebie nowych artystów takich jak Currency, Brisco czy Chopper a.k.a. Young City. Wydawać się może, że w tym kontekście Birdman nie musi nic nikomu udowadniać, jednak ostatnie wydarzenia poddają tę tezę w wątpliwość. Chodzić tu będzie o kwestie związane z aresztowaniem rapera, odejściem z Cash Money ekipy Tha Dogg Pound, czy ostatnim, nieoczekiwanym dissem B.G. na CEO Cash Money i jego przyrodniego syna. Być może właśnie dlatego płyta 5 * Stunna ukazuje się w bardzo dobrym momencie i może ugruntować w świecie muzycznym pozycję rapera-biznesmena.

Trzeba na początku powiedzieć jasno – Birdman nie jest i nigdy nie był dobrym, czy nawet poprawnym tekściarzem. Swój sukces odniósł dzięki wyjątkowemu talentowi do wykorzystywania dobrych produkcji, swojego wizerunku i niezłego flow, które nie wszystkim jednak przypada do gustu. Przy okazji najnowszej produkcji tak naprawdę nic się w tych aspektach nie zmieniło. Baby ograniczył co prawda częstotliwość powtarzania słowa nigga, która ostatnimi czasy stała się cechą charakterystyczną tekstów rapera, lecz jest to tak naprawdę jedyny progres jaki w warstwie „lirycznej” da się zauważyć. Teksty Birdmana są uproszczone tak jak tylko jest to możliwe i widać, że sam artysta nie silił się nawet na jakiekolwiek trudniejsze kombinacje słowne i ciężko naprawdę dopatrzyć się w tej produkcji (nie licząc gościnnych zwrotek przede wszystkim Lil Wayne’a) dobrego rymu, czy chociaż zapadającego w pamięć punchline’u. Tak naprawdę, obserwując dokonania Birdmana z kilku lat wstecz do dzisiaj, można dojść do wniosku, że ten wykształcił sobie „bank sformułowań”, które łączy ze sobą na różne sposoby tak, żeby ułożyć z nich zwrotki. Wszystko już słyszeliśmy, ale autor płyty zdaje się bardzo dobrze bawić, po raz kolejny mówiąc to samo w niemalże ten sam sposób. Hustle like all the time, livin’ like do or die/ we in the streets, get money nigga, stayin’ fly czy See I pull up in the Range nigga, gettin’ this change/ bitches been watchin’ me doin’ my thang to właśnie tego typu uproszczone sformułowania, które pojawiały się już w tekstach rapera w troszkę innej formie dziesiątki razy. Baby w prostocie swych tekstów zaczyna nawet zbliżać się niemalże do Too Shorta jak we fragmencie: she’s a nasty bitch-nigga, gangsta hoe/love suckin’ dick, baby that’s fo’ sho, co nie jest bynajmniej komplementem i z czasem zaczyna być denerwujące. Birdmana broni jednak konwencja i fakt, że nikt kto sięga po płytę 5 * Stunna nie powinien spodziewać się czegokolwiek więcej. Dodatkowo Baby regularnie korzysta na albumie z usług Lil Wayne’a, który niejednokrotnie dodaje utworom polotu i uroku. Udział Weezy’ego ogranicza się jednak często jedynie do refrenu, dzięki czemu nie kradnie on płyty jej autorowi, co przy większej ilości zwrotek byłoby bardzo prawdopodobne.

Nie odnajdziemy więc na albumie popisów lirycznych ze strony szefa Cash Money, to natomiast co dostajemy to apoteozę pieniędzy i aspektów życia z nimi związanych. Birdman zabiera nas w świat ekskluzywnych samochodów, pięknych kobiet, ubrań Gucciego, jachtów i prywatnych samolotów. Wszystko zabarwione jest elementem gangsterki, co widoczne jest najbardziej w skitach, które jednak zamiast planowanego efektu wywołują raczej uśmiech politowania. Taka tematyka atakuje nas niemalże od pierwszej do ostatniej minuty, a utwory tekstowo praktycznie nie różnią się od siebie. Tak naprawdę zwrotki Birdmana można by wymieszać miedzy sobą bez jakiejkolwiek ujmy dla całości i szczerze wątpię czy ktokolwiek zwróciłby na to uwagę. Elementem łączącym tytuły z utworami są jedynie refreny, co najlepiej bodajże widoczne jest w numerze Love My Hood, w którym de facto Baby mówi o wszystkim tylko nie o miłości do osiedla. Pierwsza i ostatnia upragniona zmiana tematyki pojawia się w ostatnim numerze na płycie, zaliczonym do bonus tracków, nazwanym R.I.P., który Baby zgodnie z tytułem poświęca zmarłym i chociaż częściowo trzyma się tego motywu.

Płytę w sposób udany i skuteczny broni warstwa produkcji. Na 5 * Stunna odnajdujemy południowe brzmienie charakterystyczne dla „post-Mannie-Freshowego” Cash Money. Dziwi natomiast dobór producentów, wśród których jedynymi znanymi na szerszą skalę beatmakerami są Kane Beatz i Cool & Dre. Choć całość jest w odbiorze przyjemna, to brakuje jednak płycie polotu Like Father, Like Son. Zamiast tego otrzymujemy podróbki podkładów z tamtej produkcji, w których autorzy starają się naśladować maniery producenckie Runnersów czy Scotta Storcha. Genialną kontynuacją formuły z kolaboracji Birdmana i Wayne’a jest podkład do wspomnianego już R.I.P., opartego na delikatnej gitarze, na którym autor płyty czuje się bardzo dobrze. Jedyną wadą tego numeru jest tak naprawdę jego długość, gdyż 5 minut to zdecydowanie dla Birdmana za dużo, żeby utrzymać uwagę słuchacza. Pierwszy singiel Pop Bottles to typowy club-banger, który zresztą zgodnie z zamierzeniem zrobił karierę w Stanach Zjednoczonych i zdecydowanie na tle płyty się wyróżnia. Są dodatkowo na 5 * Stunna 2 utwory genialne. Pierwszym z nich jest drugi singiel 100 Million oparty na rewelacyjnym podkładzie, ubarwiony bujającym refrenem Dre i ad-libsami Dj Khaleda. Gościnnie pojawiający się raperzy (Young Jeezy, Rick Ross i Wayne) dodatkowo miło urozmaicają nawijkę autora płyty. Drugim, jeszcze lepszym utworem jest Make Way, w którym Lil Wayne zmieniając flow pokazuje jak bardzo jest utalentowanym i wciąż niedocenianym raperem. Sam Birdman kompletnie gubi się w tym tracku, będąc tłem dla dokonań podopiecznego i gościnnie pojawiającego się Fat Joe. Oprócz wymienionych perełek, odnajdujemy kilkanaście innych mniej lub bardziej bujających produkcji, które nie schodzą jednak poniżej pewnego poziomu. Wśród nich na wyróżnienie zasługują Fully Loaded, The Money ‘So Fresh’, „Believe Dat” i znany z mixtape’ów I’m A Stunna. Nie przekonuje mnie natomiast plastikowy I Run This, który znajdzie jednak na pewno swoich amatorów.

Mimo opisanych przeze mnie wad płyta 5 * Stunna dała mi całkiem niezłą rozrywkę, jednak byłbym bardzo ostrożny w polecaniu tej produkcji osobom, które do fanów Birdmana się nie zaliczają. Jest to bowiem album, po którym można się było spodziewać czegoś więcej. Sam Birdman na pewno jeszcze powróci z następnymi nagraniami i pozostaje wierzyć, że posili się na nowe pomysły, bo płyta 5 * Stunna dalece ustępuje poprzednim solówkom szefa Cash Money. Fani mimo wszystko będą zadowoleni i to właśnie im tę płytę z czystym sumieniem polecam. Osobom, które nie są na tyle zapoznane z twórczością rapera-biznesmena, proponuję jednak sięgnąć po klasyczną już niemalże dzisiaj płytę Birdman, lub jeszcze wcześniejsze nagrania bohatera recenzji z Mannie Freshem, wydane pod szyldem Big Tymers. Po odpowiednim osłuchaniu płyta 5 * Stunna okaże się naturalną kontynuacją tamtych produkcji, która, choć zostawia niedosyt, to może się podobać.

Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris

Exit mobile version