
Capone-N-Noreaga to duet z Nowego Jorku, którego członkowie, pomimo faktu, że chcieliby być nazywani żyjącymi legendami, raczej na takie miano nie zasługują. Pewne jest jednak, że mieli raperzy swego czasu ogromny wpływ na rozwój rapu ze Wschodniego Wybrzeża, a ich debiut z 1997 roku zatytułowany „The War Report” jest do dzisiaj uznawany za klasykę gatunku. Album był dobrze przyjęty zarówno przez krytykę jak i publiczność i wydawałoby się, że powinien otworzyć duetowi drogę do ogromnej, komercyjnej kariery. Nic bardziej mylnego. Co prawda druga płyta CNN, zatytułowana „The Reunion”, mimo nie najlepszych recenzji sprzedała się jeszcze lepiej niż debiut, było to jednak przez długi czas ostatnie oficjalne wydawnictwo duetu i na nowy krążek przyszło fanom czekać aż 9 lat. Wspólną karierę utrudniły dodatkowo problemy z prawem Capone’a i był czas, kiedy wydawało się, że nigdy więcej nowych nagrań CNN nie usłyszymy. Osobiście uwielbiam oba wspomniane wydawnictwa i od lat czekałem na dzień, w którym światło dzienne ujrzy nowa płyta duetu. Czy „Channel 10” spełniło moje oczekiwania?
Nim odpowiem na to pytanie, pragnę zaznaczyć, że obawiałem się tego wydawnictwa, głównie ze względu na pierwszy singiel zatytułowany Rotate. Nie jestem zdeklarowanym przeciwnikiem Rona Browza, czasem nawet jego wokal przepuszczony przez Auto-Tune’a brzmi całkiem nieźle, jednak ten track kompletnie mu nie wyszedł. Piosenkarz/producent zawodzi na refrenie, podkład zaczyna nudzić po 30 sekundach, a Capone i Noreaga nie za bardzo wiedzą, jak pod takie „cudo” powinno się nawijać. Od kompletnej katastrofy ratuje utwór Busta Rhymes, kradnąc kolegom ten radiowy singiel i zaostrzając jeszcze bardziej apetyt na zbliżającą się solówkę. Capone i Noreaga przekonywali w wywiadach, że singiel nagrany został tylko i wyłącznie dla potrzeb komercyjnych i nie jest reprezentatywny dla całości wydawnictwa. Na szczęście deklaracje te znalazły potwierdzenie w rzeczywistości.
Na Channel 10 'Pone i N.O.R.E. zabierają nas w świat ulic Nowego Jorku z przełomu tysiącleci, tworząc klimatycznie godną kontynuację poprzednich wydawnictw. Niestety jednak za atmosferą nie zawsze idzie w parze dobre wykonanie, więc uprzedzając fakty napiszę, że album zadowolił mnie połowicznie. Warto jednak na początku skupić się na mistrzach tej ceremonii, czyli dwóch odmiennych raperach, uzupełniających się zawsze nie gorzej niż Pimp C i Bun B z UGK. Noreaga to posiadacz dynamicznego flow, który słynął zawsze z tego, że potrafi nawijać niesamowite bzdury i wciąż brzmieć dobrze. Capone natomiast to lepszy lirycznie uliczny obserwator, którego wysoki, momentami piskliwy głos stanowi wartość samą w sobie, lecz nie każdemu przypadnie do gustu. Na Channel 10 sytuacja wygląda podobnie, panowie świetnie się uzupełniają, co widać w szczególności w kawałkach, w których nawijają na przemian po kilka wersów. Najlepszym tego przykładem jest utwór The Argument, będący retrospektywnym, szczerym, przyjacielskim, opartym na ciekawym koncepcie i momentami humorystycznym scementowaniem przyjaźni dwóch odmiennych charakterów. Podczas słuchania albumu miałem wrażenie, że N.O.R.E. ograniczył owo „nawijanie bzdur”, co nie znaczy, że stał się z miejsca wrażliwym obserwatorem społecznym. Her pussy is tighter than Kanye’s shirt – ten, bądź co bądź, udany punchline z numeru Wobble obrazuje dość dobrze manierę liryczną artysty, który niegdyś przechwalał się mówiąc I got so much brain I started feelin’ smart. Wspomniany kawałek jest z pewnością przyjemny dla ucha spragnionego rapu z ulic NY, jednak gościnnie występujący Havoc i Prodigy z Mobb Deep nie popisują się niczym specjalnym i takie niezbyt dobre wykorzystanie gości jest cechą charakterystyczną owego wydawnictwa.
Gościnnych linijek na Channel 10 jest bowiem mało, co samo w sobie powinno być plusem, gdyż 'Pone i N.O.R.E. nie stronili na poprzednich płytach od pomocy innych, często słabych raperów pokroju Musoliniego czy Maze’a. O ile Busta Rhymes, jak wspominałem, wypada świetnie, tak reszta gości dała z siebie naprawdę niewiele. Sześciominutowy My Hood jest najlepszym przykładem tego, jak można zniszczyć dobry kawałek, dodając do niego 6 raperów z ich średniej jakości zwrotkami. Jest to tym większa wada, że od czasu do czasu aż się prosi, by ktoś urozmaicił nawijki Capone’a i Noreagi chociażby chwytliwym refrenem, próżno jednak szukać perełek tego typu na Channel 10. Słuchaczowi pozostaje więc skupić się na samym CNN, którzy po jakimś czasie, po raz pierwszy w swej karierze zaczynają męczyć. Takimi właśnie numerami, które strawne same w sobie, a na przestrzeni całości gubią gdzieś uwagę słuchacza, są z pewnością: Talk To Me Big Time, Stick Up, wtórny, choć akurat opatrzony chwytliwym refrenem Beef, czy zamykający krążek Addicted. Choć N.O.R.E. i 'Pone bardzo się starają, nie udaje im się przykuć uwagi słuchacza na 62 minuty.
Są jednak na nowym wydawnictwie CNN perełki, do których, oprócz opisanego The Argument, trzeba z pewnością zaliczyć kawałek Grand Royal na podkładzie DJ Premiera. Nie jest to co prawda Invincible, bo drugi tak rewelacyjny numer już nigdy autorom The Reunion nie wyjdzie, utwór jednak buja, producent pokazuje klasę, a 'Pone i N.O.R.E. powracają w wielkim stylu i z ogromnym uderzeniem. Na przestrzeni całego wydawnictwa atakują nas jednak trochę inne, bardzo przyjemne podkłady, oparte najczęściej na dźwiękach pianina, mocnej perkusji i basie, ubarwione niejednokrotnie mniej lub bardziej dynamiczną gitarą. Tak też sytuacja wygląda w przypadku pierwszego (nie licząc intra) utworu pt. United We Stand – małego hymnu na cześć CNN, które w swej jedności tworzy siłę. Podobne w swym wydźwięku będą przyjemne numery takie jak: Mirror, Channel 10, mocniejszy Bring It Here, czy zabierający nas prosto w świat The Reunion – My Life. Właśnie to charakterystyczne brzmienie CNN, które na Channel 10 zostało w dużej mierze zachowane, jest największą wartością krążka i sprawia, że łezka potrafi zakręcić się w oku. Raperzy bowiem podporządkowują się ogólnej atmosferze i atakują nas konkretnym przesłaniem. Odnajdujemy na płycie oczywiście sporo retrospekcji i wspomnień, a poza nimi tyle samo ulicznych przechwałek i gangsterskich przemyśleń jakby żywcem wyjętych z trochę innej epoki w hiphopie.
Fanem CNN byłem niemalże od początku swej przygody z rapem. Jestem nim nadal, choć martwi mnie fakt, że po kilkakrotnym przesłuchaniu Channel 10, nie mam ochoty przez jakiś czas wracać do wydawnictwa jako całości. Czy to 'Pone i N.O.R.E. się zestarzeli, czy zawinił budżet wydawnictwa niezależnego? – nie mnie to oceniać. Płyta jest nierówna, z pewnością słabo się sprzeda i ciężko mi sobie wyobrazić, żeby dzięki niej powiększył się funclub duetu. Starzy wielbiciele natomiast na pewno znajdą na Channel 10 coś dla siebie i w jakimś stopniu tę płytę polubią. Ja jestem niezmiernie wdzięczny wykonawcom za to, że pozostali sobą, nie ulegli współczesnym ciągotom komercyjnym (nie słyszymy Noreagi śpiewającego o miłości, Capone’a na Auto-Tunie i Shawty Lo na featuringu) i zachowali brzmienie CNN. Czekam więc na zapowiedziane wydawnictwa solowe i kolejną płytę duetu, a Channel 10 polecam do przynajmniej jednokrotnego przesłuchania.
Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris