
Rich Boy (właściwie Maurice Richards) to dwudziestoczteroletni debiutant pochodzący z Mobile w Alabamie. Producent i raper odkryty przez Polow Da Dona – twórcę takich hitów jak „Pimpin’ All Over the World” Ludacrisa, „Buttons” Pussycat Dolls, czy „Blindfold Me” Kelis.
Tenże producent, wg słów samego artysty, namówił Rich Boya, by ten porzucił tworzenie bitów i skupił się na rymowaniu. Raper zastosował się do rady. Czy był to dobry pomysł?
„Rich Boy sellin’ crack, fuck niggaz wanna jack
Shit tight, no slack, just bought a Cadillac
Throw some D’s on that bitch! Just bought a Cadillac,
Throw some D’s on that bitch! Just bought a Cadillac”
Brzmi znajomo? Jest to refren pierwszego singla Rich Boya, który zrobił w Stanach Zjednoczonych ogromną karierę. Utwór „Throw Some D’s” opanował amerykańskie kluby i listy przebojów, otwierając młodemu hustlerowi drogę do kariery. Singiel jest przeraźliwie nudny, a jedynym momentem, w którym coś zaczyna się dziać jest gościnna zwrotka Polow Da Dona. Jest jednak dość reprezentatywny dla całej płyty, która oparta jest na takim samym schemacie – Rich Boy stara się (z marnym skutkiem) zrobić coś dobrego, a to, że płyta brzmi nieźle, jest zasługą producenta.
Zacznijmy jednak od początku. Rich Boy jest raperem debiutującym, a co za tym idzie głodnym sławy, pieniędzy oraz kobiet i właściwie wokół tych trzech aspektów życia kręci się cały album. Jako mieszkaniec Mobile chciałby również wprowadzić swoje miasto i stan na hiphopową mapę. „They underestimating me ’cause I’m comin’ from Alabama” -takie słowa padają w utworze „Let’s Get This Paper„. Rzeczywiście ostatni okres to absolutna dominacja na południu (jak również chyba w całych Stanach) Houston i Atlanty. Te dwa ośrodki z dość mocnym wsparciem Nowego Orleanu, Memphis i Miami opanowały południowy biznes. Kto natomiast słyszał o Mobile – małym miasteczku (populacja całej aglomeracji to niecałe pół miliona mieszkańców) w Alabamie? Debiutant ma więc do spełnienia dość poważną misję – zapewnić temu miejscu rozgłos. Żeby jednak tego dokonać trzeba mieć potencjał i charyzmę, a tych cech akurat Rich Boy nie posiada.
Słowo „przeciętne” jest najbardziej pozytywnym określeniem, jakiego można użyć w stosunku do umiejętności rapera. Jego teksty rymują się, ale bez jakiegokolwiek polotu, jaki nawet najprostszym rymom potrafi nadać np. Young Jeezy. Sprawia to, że Rich Boy zostaje gdzieś w tle i ciężko się skupić na jego opowieściach. Jest kolejnym instrumentem, zwykle jednak decydującym o odbiorze utworu. Czasami swoim flow polegającym na wypowiadaniu słów jakby od niechcenia (w ekstremalnych przypadkach ma się wrażenie, że raper niemalże cedzi przez zęby) przyjemnie wkomponowuje się w utwór, jak np. w drugim singlu zatytułowanym „Boy Looka Here„. Kawałek jest niemalże bliźniaczo podobny do „Get Buck” Young Bucka, co nie zmienia faktu, że jest to najlepsze nagranie na recenzowanej produkcji. Zwykle jednak Rich Boy po prostu wypełnia miejsce między w większości przyjemnymi i przebojowymi, gościnnymi refrenami i zwrotkami gości. Zdarza się jednak, że raper kompletnie sobie nie radzi, jak np. w utworze „Touch That Ass„, w którym podkład stanowią prosty bas i perkusja, wzmocnione dodatkowymi dźwiękami w refrenie. Niestety debiutant z Mobile nie jest raperem, który poradziłby sobie z taki bitem, nie mówiąc już o zrobieniu z kawałka przeboju. Flow Rich Boya ma jeszcze jedną, histeryczno-płaczliwą wersję jak w bangerze „Hustla Ball Gangsta Mack„; brzmi to okropnie, ale w tym przypadku utwór ratuje podkład Briana Kidda, który sprawia, że kawałek na pewno sprawdzi się w klubach. Trzeba więc powiedzieć, że lirycznie i wokalnie jest na tej płycie słabo. Wszyscy, nawet ci mało znani goście, brzmią lepiej niż gospodarz.
Płyty słucha się mimo wszystko całkiem przyjemnie. Jest to zasługa wspominanego już Polow Da Dona, który jest producentem, lub współproducentem większości utworów na „Rich Boy„. Muzyka jest przyjemna, klimatyczna i dość różnorodna – od spokojnych kawałków w stylu „Good Things” czy „Ghetto Rich„, przez bangery takie jak wspomniany już „Boy Looka Here”, po całkiem udane próby reggae („Lost Girls„). Swoje 3 grosze dokładają również: Lil Jon (2 podkłady w tym remix do „Throw Some D’s”, równie nudny co oryginał), Brian Kidd wspomniany „Hustla Ball Gangsta Mack”), Needlz („Gangsta” – jeden z lepszych utworów na płycie), Mr. DJ (pseudomiłosny kawałek „And I Love You” z punchlinem Rich Boya: „You ain’t just my baby, bitch you’re my everything” – coż z niego za romantyk :) i oczywiście główny producent
pierwszego singla – Butta. Dostajemy również próbkę umiejętności samego Rich Boya. Otwierający płytę utwór „The Madness„, choć wtórny, to pozostawia wrażenie, że może jednak debiutant źle zrobił rezygnując z bitmejkingu na korzyść mikrofonu.
Gdy połączy się wszystkie podkłady w produkt o nazwie „Rich Boy”, wychodzi z tego całkiem przyjemna porcja muzyki, do której jednak zbyt często powracać się nie będzie.
Sprzedaż płyt w ostatnim czasie jest bardzo słaba. Przemysł muzyczny, a przede wszystkim hiphopowy, od kilku dobrych miesięcy przeżywa głęboki kryzys. Ciężko mi sobie wyobrazić, że to akurat Rich Boy będzie raperem, który przerwie złą passę, zwłaszcza, że popularność singla ostatnimi czasy wcale nie przekłada się na popularność samych płyt. Wyniki sprzedaży zaskoczyły mnie jednak nie raz, więc wszystko może się zdarzyć nawet w przypadku tego krążka – krążka zmarnowanego potencjału. Z dość dużym budżetem i mocnym wsparciem Polow Da Dona można było nagrać klasyk; dostajemy natomiast płytę, której co prawda nieźle się słucha, ale zapomnimy o niej bardzo szybko.
Krzysztof Sacała a.k.a. Mr. Chris